Francuski rząd chce dalszego zaostrzania reguł dotyczących delegowania pracowników i zatrudniania cudzoziemców. W lutym francuska minister pracy Muriel Pénicaud przedstawiła na konferencji prasowej pakiet 16 propozycji walki z nielegalnym zatrudnianiem cudzoziemców we Francji, w tym przede wszystkim z nieprawidłowościami związanymi z zatrudnianiem pracowników delegowanych.

Walka z tzw. „dumpingiem socjalnym” zagranicznych pracowników jest jednym z kluczowych elementów polityki prezydenta Macrona w zakresie reformowania rynku pracy obok stopniowo wdrażanej za pomocą dekretów reformy kodeksu pracy (m.in. uelastycznianie umów o pracę czy zmiany reguł ochrony pracowników obowiązujących w danej branży) oraz wielkiej reformy systemu staży we Francji. Polityka ta ma przynieść „przełom kopernikański” i sprawić, że francuski rynek upodobni się do niemieckiego. Niemiecki system kształcący fachowców o profilu technicznym od dawna jest niedoścignionym wzorem dla Francuzów.

Delegowani źle widziani

Francuscy związkowcy alarmują, że w 2017 r. zarejestrowano we Francji 516 tys. pracowników delegowanych, nie wliczając pracowników tej kategorii z sektora transportowego. Jest to wzrost o 46 pkt. proc. w porównaniu z rokiem 2016. Skok w statystykach wynika, jak przyznała minister pracy, po części z bardziej efektywnego systemu rejestracji i kontroli pracowników delegowanych we Francji.

Mimo to, liczba ta dla francuskich polityków jest alarmująca. Rok 2017 był pierwszym, kiedy wskaźnik bezrobocia spadł we Francji poniżej 9 proc. (8,9 proc. w IV kwartale 2017 r., według INSEE), jednak pracownicy delegowani często myleni są z pracownikami z szarej strefy i obwiniani o nieuczciwe zaniżanie kosztów pracy oraz nieuczciwą konkurencję na rynku.

Nowe rozwiązania zaproponowane przez minister Pénicaud polegają na większych uprawnieniach kontrolnych dla francuskiej administracji, zwłaszcza prefektów. Powstaną również czarne listy firm, w których urzędnicy wykryją nieprawidłowości. Te informacje będą publikowane w Internecie, a firmy umieszczone na tychże czarnych listach – wykluczane z przetargów. Polska Izba Handlowo-Przemysłowa we Francji obawia się jednak, że mogą to być arbitralne decyzje urzędników bez uprzedniego skierowania spraw do sądów. Tym bardziej, że minister pracy zapowiada ostrzejsze kontrole, wyższe kary pieniężne, a nawet grozi cofaniem pozwoleń na inwestycje prowadzone przez firmy, w których stwierdzone zostaną nieprawidłowości.

Na pytanie, czy karane będą również firmy (francuskie), które zlecają prace do wykonania przez firmy zatrudniające pracowników delegowanych, minister Pénicaud odpowiedziała, że należy być ostrożnym przy ferowaniu wyroków, kto jest ofiarą, a kto winnym nieprawidłowościom w angażowaniu pracowników delegowanych. Przepisy mają zostać przyjęte przez radę ministrów już w marcu.

– To kolejny krok francuskiego rządu prowadzącego protekcjonistyczną politykę na rynku pracy – ocenia propozycje minister Pénicaud w rozmowie z OF Hanna Goutierre, szefowa Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej we Francji. – Minister sama przyznała, że wzrost liczby pracowników delegowanych w statystykach wynika przede wszystkim z większej liczby kontroli. Nowe obostrzenia uderzą przede wszystkim w firmy budowlane, ale inne branże również ucierpią – dodaje Goutierre, obawiając się, że około 10 – letni okres przejściowy, który czeka francuski rynek pracy w związku z reformą edukacji i staży, może skutkować niedoborem pracowników w wielu branżach, a tym samym doprowadzić do zastoju w inwestycjach.

Protekcjonistyczne działania francuskich polityków odnoszą jednak już teraz skutek.

– Mamy do czynienia z tendencją ograniczania wysyłania pracowników delegowanych z Polski – podkreśla Goutierre – firmy, które mają zaplecze finansowe i księgowe decydują się raczej na tworzenie filii we Francji. Tym samym będą płacić podatki i składki we Francji, a nie w Polsce – podsumowuje szefowa Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej we Francji.

Klauzula Moliera

Innym elementem protekcjonistycznej polityki francuskiej administracji było wprowadzenie tzw. reguły Moliera, czyli obowiązkowej znajomości języka francuskiego dla pracowników zatrudnianych na budowach w wielu regionach Francji. Oficjalny powód to ochrona i bezpieczeństwo pracowników. W grudniu 2017 r. Trybunał Administracyjny w Lyonie anulował jednak decyzję Rady Regionu Owernia-Rodan-Alpy, która zatwierdziła ten przepis. Zdaniem Ewy Kaluzińskiej z firmy D2K Avocats uchylenie reguły Moliera jest przełomem, mimo iż dotyczy na razie tylko jednego francuskiego regionu.

– Przepis był formą dyskryminacji sprzecznej z regułami prawa europejskiego, takimi jak zakaz dyskryminacji z powodu narodowości, czy swobody świadczenia usług. Przeciwnicy przepisu powołali się również na zasadę równego traktowania kandydatów do wykonania zamówień publicznych i to właśnie ten argument został przytoczony w pierwszej kolejności przez sąd jako podstawa anulowania uchwały. Sąd administracyjny potwierdził, że wymaganie dotyczące języka francuskiego było tylko pretekstem do eliminowania delegowanych pracowników z realizacji zamówień publicznych i faworyzowanie lokalnych przedsiębiorstw – podkreśla Ewy Kaluzińska.

Decyzja sądu w Lyonie (od której przysługuje apelacja) jest interesująca tym bardziej, że reguła Moliera została zaskarżona przez prefekta, zatem reprezentanta państwa w regionie. Zarówno dla prezydenta Macrona, jak i dla francuskiej minister pracy kwestia pracowników delegowanych pozostaje kwestią politycznie drażliwą. 

Dorównać Niemcom

Na francuskim rynku od lat brakuje fachowców. Firmy zabiegają o doświadczonych inżynierów przede wszystkim inżynierii lądowej oraz z branży budowlanej, specjalistów od fuzji i księgowych. Branża ubezpieczeniowa aktywnie poszukuje aktuariuszy. Działom HR firm trudno jest znaleźć specjalistów ds. płac. Co roku na problemy z zatrudnianiem fachowców skarżą się firmy z branży lotniczej.

Największe zapotrzebowanie zgłaszane jest w branży IT. Absolwent posiadający tzw. certyfikat kompetencji zawodowych – CAP (Le certificat d’aptitude professionnelle ) ma dwukrotnie większe szanse na znalezienie pracy niż absolwent studiów o profilu humanistycznym.

Minister pracy chce, aby wpływ na liczbę studentów danych specjalizacji miały branże, które byłyby również odpowiedzialne za oferowanie im staży. Ma to być jedno z rozwiązań pozwalających zredukować niedobór specjalistów na rynku. Rządowy raport „France Stratégie” wskazuje, że do roku 2022 francuska gospodarka będzie potrzebowała dodatkowych 220 tys. inżynierów. Ekspert od rynku pracy Bertrand Martinot jest jednak krytyczny wobec rządowego projektu, tłumacząc, że firmy zrzeszone w branżach nie mają instytucjonalnych instrumentów, aby podejmować decyzje dotyczące kształcenia zawodowego absolwentów.

Innego zdania jest Pierre Gattaz, szef organizacji pracodawców Medef, dla którego włączenie firm w proces edukacji i system staży „może dać nową dynamikę francuskiemu rynkowi pracy”. Obecnie stażyści w firmach we Francji pracują od 400 do 675 godzin rocznie i mają oficjalny status młodego zatrudnionego. W zależności od wieku i od czasu, na jaki są zatrudniani otrzymują nie mniej niż 30 proc. pensji minimalnej (tzw. SMIC w 2018 r. minimalna pensja wynosi ona 1498 euro brutto). Firmom zatrudniającym stażystów przysługują zwolnienia podatkowe oraz zwolnienia ze składek na ubezpieczenia społeczne.

Minister pracy chce przeznaczać na stażystów dodatkowe 4 mld euro rocznie. Ta kwota zostanie przekazana w całości na rzecz centrów szkoleniowych dla praktykantów (CFA), które będą rozliczane według liczby umów podpisanych przez firmy z młodymi ludźmi. Minister przewiduje wprowadzenie elastyczności w zatrudnianiu praktykantów. W niektórych sektorach, takich jak budownictwo, godziny pracy młodych ludzi będzie można zwiększyć do 40 tygodniowo.

Ustawodawstwo będzie również rozluźnione dla kilku branż, gdzie wymagane są elastyczniejsze godziny pracy m.in. dla piekarzy, aby umożliwić młodym ludziom odbywanie staży również w nocy, co do tej pory było niemożliwe. Firmy nie będą również zobowiązane do otrzymania zezwolenia branżowego trybunału arbitrażowych w celu zerwania umowy o staż, czego ustawodawca wymaga obecnie od firm.

Problem w tym, że we Francji spada liczba absolwentów: w 2016 r. było ich 405 tys., a jeszcze w 2012 – 430 tys.

Francuski system edukacji porównywany jest bardzo często z niemieckim. Eksperci podkreślają, że w Niemczech na rynku jest około 1,4 mln absolwentów, wskaźnik bezrobocia wśród młodzieży wynosi zaledwie 7,8 proc. a we Francji odsetek ten wynosi aż 24,8 proc. Dodatkowym problemem we Francji są młodzi ludzie, którzy nie uczą się ani nie pracują – tzw. NEETs (no education, no employment, no training). Do tej grupy zaliczanych jest 17 proc. osób w wieku 15-29 lat. W Niemczech jest ich mniej niż 10 proc.

Autor: Katarzyna Stańko