W grupie Ukraińców, którzy pracowali u nas w ostatnich pięciu latach, co trzeci był 2–3 razy, prawie co piąty 4–5 razy, a 16 proc. aż ponad 6 razy. Aż 62 proc. deklaruje, że w najbliższym czasie przyjedzie do nas zarobić kolejny raz. Ich pobyty są zazwyczaj bardzo krótkie – połowa przebywa u nas tylko od jednego miesiąca do góra trzech, a jedna czwarta od trzech do sześciu miesięcy.

Tylko 11 proc. przybyszów ze Wschodu rozważa pozostanie nad Wisłą na stałe. Aż 74 proc. stanowczo nie ma takich zamiarów.

– Kiedy Polacy zaczęli emigrować do Wielkiej Brytanii, początkowo traktowali wyjazd jako szansę na krótkoterminowy zarobek. Dopiero później okazało się, że spora część pozostała tam na stałe. Istnieje duża szansa, że w przypadku Ukraińców będzie podobnie – ocenia Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service. Jego zdaniem może się tak stać, jeśli postawimy na odpowiedni system zachęt, polegający m.in. na ułatwieniu dostępu do nieruchomości, edukacji i opieki społecznej.

Ukraińców przyciągają do Polski m.in. zarobki, bo średnia płaca jest tu cztery razy wyższa niż u nich (na koniec 2017 r. wynosiła zaledwie 1040 zł). Do tego nasi pracodawcy oferują dodatkowe świadczenia obniżające koszty życia. A imigranci liczą każdy grosz. 61 proc. z nich nie wysyła zarobionych pieniędzy rodzinie. Eksperci Personnel Service przypuszczają, że oszczędzają na przekazach, gromadzą zarobek i przewożą do ojczyzny w momencie, gdy wygasa ich wiza.

Wybór Polski nie jest przypadkowy także z innych powodów. – Ukraińcy łatwo integrują się z Polakami, są postrzegani jako odpowiedzialni i rzetelni pracownicy, nie mają problemów z językiem, którego łatwo się uczą – wylicza Vasiliy Voskoboynik, prezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Międzynarodowego Zatrudnienia. Jego zdaniem problemem jest to, że dużo Ukraińców godzi się pracować na czarno, gdyż w swoim kraju są przyzwyczajeni do tej formy zatrudnienia.

>>> Polecamy: Kominówki obniżyły zarobki prezesów o jedną trzecią. Wzrosły za to koszty wymiany kadr