Jeśli bursztynnicy nie porozumieją się z resortem środowiska co do przyszłości wydobycia polskiego jantaru, to rynek tego surowca w Polsce, szacowany na 200 mln euro, czeka zapaść. Albo przejście na produkcję z kamieni z importu, co dla zagranicznych odbiorców może nie być już atrakcyjne.

– Głównym źródłem pozyskiwania bursztynu jest niewymagające koncesji zbieractwo tego, co na brzeg wyrzuci morze. To kilka ton rocznie. Nasi przedsiębiorcy kupują też legalnie bursztyn m.in. w Litwie i Rosji. Jednak ok. 70 proc. polskiego bursztynu to ten najdrobniejszy, najmniej wartościowy (ok. 50 zł za kilogram), którego można używać najwyżej do pamiątek znad morza i nalewek – mówi DGP Michał Kosior z Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników. – Tego biżuteryjnego, droższego mamy mało, a największe złoża są u nasady Półwyspu Helskiego. Tyle że na głębokości ponad 100 m, więc ich eksploatacja technicznie i ekonomicznie jest niemożliwa – tłumaczy.

Po trzech latach wydobycie w okolicach Portu Północnego w Gdańsku zakończyła firma Baltex Minerały (z grupy Nowak – producenta wędlin). Surowca było mniej, niż zakładano. Teraz o koncesję na wydobycie surowca na Lubelszczyźnie w okolicach Parczewa starają się w urzędzie marszałkowskim dwie firmy. O zgodzie na wydobycie bursztynu decydują samorządy, ale chce to zmienić resort środowiska.

– Są w mocy koncesje na poszukiwanie i rozpoznawanie, ale one nie pozwalają na wydobycie bursztynu – mówi DGP prof. Mariusz Orion Jędrysek, główny geolog kraju i wiceminister środowiska. – Bursztyn zostanie ujęty w nowelizowanym prawie geologicznym i górniczym. Dziś resort środowiska nie ma nad nim kontroli, samorządom także to nie idzie. Proponujemy wprowadzenie 300 zł opłaty eksploatacyjnej od kilograma, czyli 10 proc. wartości rynkowej – dodaje.

Zmiany w prawie geologicznym mają być przyjęte w przyszłym tygodniu przez Stały Komitet Rady Ministrów.

Według Michała Kosiora resort środowiska proponowanych zmian nie konsultował z branżą, ich wprowadzenie odbierane jest jako próba uniemożliwienia legalnego wydobycia w Polsce.

Dziś opłata za pozyskanie bursztynu, bez względu na to, jakiej jest on jakości, wynosi 10,26 zł za kilogram (nasz rynek szacowany jest na 10 ton).

– Dziś bursztyn należy do właściciela gruntu, a ma się stać własnością górniczą, czyli przejść na własność Skarbu Państwa, co oznacza konieczność dzierżawienia od niego złoża – przypomina bursztynnik. Dodaje, że to nie jest tak, że branża nie godzi się na zmiany, jednak na razie czuje się jak ścigana hasłem „łap złodzieja”.

W ocenie skutków regulacji nowelizowanej ustawy czytamy, że od 2009 r. odnotowano wzrost cen bursztynu z ok. 1 tys. zł za kg do ok. 8 tys. zł za kg. Cena zależy od rodzaju surowca i wielkości bryły. Jednostkowo może sięgać nawet 130 tys. zł za kg.

Powodem skoku cen jest popyt w Chinach, gdzie ozdoby z bursztyn oraz zakaz wywozu surowca z Rosji (w obwodzie kaliningradzkim jest ok. 90 proc. eksploatowanych zasobów bursztynu na świecie.

– W 2016 r. celnicy udaremnili przemyt 7,5 tony bursztynu (pięć razy więcej niż w 2015 r.). Dlatego potrzebna jest nam agencja wykonawcza. Polska Agencja Geologiczna ma być gospodarzem zasobów naturalnych i wykonawczo dbać o bezpieczeństwo surowcowe, ochronę środowiska przyrody nieożywionej, dobrą jakość i dostępność wód podziemnych, rekultywację. Zajmie się więc i bursztynem, stymulując legalne wydobycie – uważa Jędrysek.

Bursztyn z przemytu po orzeczeniu przepadku na rzecz Skarbu Państwa jest sprzedawany na licytacji. 19 lutego KAS i resort środowiska podpisały porozumienie, na mocy którego najlepsze okazy kamieni z przemytu będą trafiać do muzeów.

>>> Czytaj też: Schizofrenia na Wyspach? Jak Brytyjczycy finansują gospodarkę Rosji