Na rozpoczynającym się dzisiaj unijnym szczycie w Brukseli szefowie państw i rządów Unii Europejskiej będą rozmawiać o brexicie. Do opuszczenia UE przez Wielką Brytanię pozostało niewiele ponad rok. Czy to wystarczy na wynegocjowanie dobrego porozumienia?

Jestem, podobnie jak brytyjski rząd, optymistą i realistą zarazem. Powodem jest to, że na razie trzymamy się harmonogramu. W czerwcu 2017 r. zaczęliśmy negocjacje. Pierwszą fazę – porozumienie o warunkach wystąpienia – chcieliśmy zamknąć do końca roku. Główne kwestie, jeśli chodzi o prawa obywateli, rozliczenia finansowe oraz granicę między Irlandią Północną a Republiką Irlandii, zostały ustalone w grudniu 2017 r. To duży postęp. Druga sprawa to negocjacje w sprawie okresu implementacji, który powinien trwać około dwóch lat (w poniedziałek brytyjscy i unijni negocjatorzy ustalili, że potrwa on do 31 grudnia 2020 r.; decyzję tę na dzisiejszym szczycie mają zatwierdzić przywódcy UE – red.). W tym czasie, choć Zjednoczone Królestwo nie będzie już w UE, wszystko pozostanie praktycznie bez zmian, tak by ludzie, przedsiębiorstwa i instytucje mogły się przygotować do większej zmiany, która nastąpi po tym okresie. Wreszcie trzeci element, będący sednem negocjacji, czyli przyszłe relacje. Wierzymy, że wystarczy czasu i brytyjski rząd jest skoncentrowany na tym, by się udało. Wszystko to powinno zostać zamknięte do końca tego roku, by parlamenty brytyjski i europejski miały czas na ratyfikację umowy. Uważamy, że jest to wykonalne.

>>> CAŁY WYWIAD W CZWARTKOWYM WYDANIU DGP