2017 rok przyniósł bardzo wyraźne odbicie inwestycji w polskich specjalnych strefach ekonomicznych (SSE). Niewykluczone, że dobre wyniki to efekt słabszych wcześniejszych dwóch lat. Po rekordowym 2014 r., inwestorzy przyjęli nieco bardziej powściągliwą taktykę, w 2015 r. nie pojawiło się w strefach ich zbyt wielu. W 2016 roku było nieco lepiej, ale wciąż słabo. Rok 2017 pokazał, że w SSE jest nadal duży potencjał.

Niektórzy szefowie spółek zarządzających SSE twierdzą, że przyspieszenie było wynikiem zapowiedzi rządu zmian w SSE. Jeśli inwestorzy obawiali się zmian na gorsze, mogło ich to zmobilizować do wnioskowania o pomoc publiczną na starych zasadach. To może być również przyczyna ogromnego przyspieszenia od początku tego roku. Rekordzista – strefa tarnobrzeska – wydała już do 10 stycznia 13 zezwoleń inwestycyjnych, a Katowicka SSE do połowy lutego miała na koncie już 16 zezwoleń, w których firmy obiecały 822 mln zł i 728 miejsc pracy.

Efekty

W 2017 r. spółki zarządzające 14 specjalnymi strefami ekonomicznymi (SSE) wydały 352 zezwolenia, w których przedsiębiorcy zadeklarowali 19,1 mld zł nakładów inwestycyjnych i 13,2 tys. miejsc pracy. To więcej niż rok wcześniej, ale wciąż poniżej roku rekordowego, którym był rok 2014.

Polskie strefy można podzielić na dwie grupy ze względu na specyfikę projektów o największych nakładach inwestycyjnych. Pierwsza grupa to strefy, które zyskały dzięki reinwestycjom. To premia za zdobycie w przeszłości inwestora, który postanowił rozbudować zakład. W drugiej grupie są strefy, które zyskały na zdobyciu dużego inwestora, który przyciągnie podwykonawców, a w przyszłości będzie zapewne reinwestował.

Przykładem stref, które „odcinają kupony” dzięki wcześniejszej bliskiej współpracy z inwestorami jest m.in. Tarnobrzeska SSE, która odnotowała u siebie największą zagraniczną inwestycję 2017 roku – LG Chem. Koreański koncern, który w 2004 r. ogłosił w Kobierzycach pod Wrocławiem gigantyczną inwestycję produkcji telewizorów LCD, teraz produkuje je tylko w Mławie. Ale w 2016 r. firma zapowiedziała w Kobierzycach budowę zakładu baterii do aut elektrycznych za 1,3 mld zł, w którym zamierzała zatrudnić 729 osób. Jesienią 2017 r. firma poinformowała o drugim etapie inwestycji, który zwiększy łączne nakłady do 4,5 mld zł, a liczbę pracowników do ponad 1,6 tys. Dzięki temu jednemu inwestorowi Tarnobrzeska SSE mogła pochwalić się największymi (spośród 14 SSE) łącznymi nakładami inwestycyjnymi i liczbą miejsc pracy, zadeklarowanych przez firmy w 2017 r.

Z kolei w Kostrzyńsko-Słubickiej SSE (piąta pod względem łącznych nakładów w 2017 r.) największy projekt zapowiedział Volkswagen Poznań – w zezwoleniu jest mowa o kwocie inwestycji w wysokości 290 mln zł, ale wiadomo, że będzie to droższy projekt. Firma zrealizuje pierwszy etap przygotowania do produkcji nowego modelu samochodu. To będzie już piąta inwestycja Volkswagen Poznań – pierwsze zezwolenie firma odebrała w 2005 r., kolejne w 2007, 2010 i 2017 r.

W drugiej grupie – stref, które zyskały na zdobyciu dużego nowego inwestora – jest na przykład Łódzka SSE, którą wybrał niemiecki koncern AGD (jeden z nielicznych z tej branży jeszcze nieobecny w Polsce) – Miele. Firma zbuduje w Ksawerowie fabrykę pralek – w pierwszym etapie wyda 50 mln euro i zatrudni 350 osób.

– Po długich i trudnych negocjacjach pozyskaliśmy kapitałochłonną i generującą znaczącą liczbę miejsc pracy inwestycję dużej światowej marki. W Ksawerowie mogą dzięki temu powstać drugie Kobierzyce – powiedział podsumowując rok Marek Michalik, prezes ŁSSE.

Pomorska SSE wydała zezwolenie dla spółki PDH Polska z grupy Azoty, która zainwestuje 1,49 mld zł w budowę zakładu polipropylenu w Policach.

– To najwyższe w historii strefy zadeklarowane nakłady inwestycyjne, w przeliczeniu na jeden projekt – podkreśla Paweł Lulewicz, wiceprezes PSSE.

Warmińsko-Mazurska SSE (czwarta pod względem nakładów) zdobyła Eggera, austriackiego producenta płyt, który buduje w Biskupcu zakład za 789 mln zł (tyle firma zadeklarowała w zezwoleniu, docelowo projekt będzie wart nawet 1,4 mld zł). Grzegorz Smoliński, prezes WMSSE zaznaczył, że po 1989 roku nie było w województwie tak dużej, powstającej od zera inwestycji.

Strefy, którym w 2017 roku nie udało się zdobyć tak dużych inwestorów automatycznie spadały na koniec zestawienia wg wartości nakładów inwestycyjnych.

Każdy region ma swoje atuty. Północno-wschodnią Polskę wybierają m.in. inwestorzy z branży meblarskiej i spożywczej. Południe i zachód kraju wolą firmy motoryzacyjne oraz sektor AGD (który dodatkowo jest też zlokalizowany w okolicach Łodzi). Trudno wyobrazić sobie fabrykę samochodów w Augustowie czy zakład płyt pilśniowych w Katowicach.

Niektóre regiony są jednak poszkodowane, bo nie spełniają podstawowych z punktu widzenia inwestorów warunków, głównie brakuje im odpowiedniej infrastruktury. 

– Dla naszej strefy największym problemem i barierą w dalszym rozwoju jest odsuwanie w czasie inwestycji w modernizację drogi krajowej nr 6 na odcinku Koszalin – Słupsk – Lębork oraz brak drugiego toru kolejowego ze Słupska do Trójmiasta. Dziś bez dobrej infrastruktury komunikacyjnej podróż od granicy województwa do Gdańska to 2,5 godziny, co skutecznie zniechęca nowych inwestorów do lokalizacji inwestycji w zachodnich powiatach woj. pomorskiego, w tym w powiecie słupskim. Wpływa to na spowolnienie gospodarcze regionu i powoduje odpływ projektów inwestycyjnych do innych, lepiej skomunikowanych części kraju – mówi Mirosław Kamiński, prezes Słupskiej SSE.

Zmiany

Rząd uznał, że po 20 latach działalności SSE powinny mieć inne zadania niż w momencie, gdy w Polsce panowało wysokie bezrobocie, brakowało kapitału i nowoczesnych technologii.

Jesienią 2017 roku Ministerstwo Rozwoju (MR) przygotowało projekt ustawy o wspieraniu nowych inwestycji. 20 lutego rząd przyjął projekt. Dokument trafił do Sejmu, pierwsze czytanie zaplanowano na 20 marca. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (przekształcone z MR) liczy, że zmiany wejdą w życie już w kwietniu, choć bardziej prawdopodobny wydaje się czerwiec (po uwzględnieniu harmonogramu prac Sejmu i Senatu, konieczności podpisania ustawy przez prezydenta i dwutygodniowe vacatio legis).

Dzięki nowym regulacjom do 2027 r. ma powstać 158,3 tys. miejsc pracy i napłynąć 117,2 mld zł inwestycji.

Zmiany przewidziane w projekcie ustawy o wspieraniu nowych inwestycji są odpowiedzią na trzy kwestie:

* jak ściągać do stref inwestycje tworzące dobre, wysokopłatne miejsca pracy, gwarantujące zrównoważony rozwój kraju i współpracę nauki z biznesem,
* zmianę w ograniczeniu terenów SSE z 26 tys. ha, czyli mniej niż 0,8 proc. Polski do terenu całego kraju i zlikwidowanie procedury poszerzania stref, która trwała nawet 20 miesięcy,
* zmianę gwarantowanych zwolnień podatkowych ograniczonych do 2026 r. na decyzje o wsparciu przyznawane na 10, 12 lub 15 lat – bez terminu zakończenia programu.

Z początkowych analiz wynika, że dzięki nowym regulacjom do 2027 r. ma powstać 158,3 tys. miejsc pracy i napłynąć 117,2 mld zł inwestycji. Przyciągnięcie dobrych miejsc pracy oznacza jednak wyższe wymogi – do kryteriów ilościowych dotyczących wartości inwestycji dojdą jakościowe.

Kryteria jakościowe mają zapewnić:

*tworzenie wysokopłatnych miejsc pracy i oferowanie stabilnego zatrudnienia;
*inwestowanie w projekty usługowe wspierające branże zgodne z aktualną polityką rozwojową kraju, w których Polska może uzyskać́ przewagę̨ konkurencyjną;
*określony poziom sprzedaży eksportowej;
*współpracę z jednostkami badawczo-rozwojowymi lub naukowymi;
*tworzenie centrum nowoczesnych usług dla biznesu o zasięgu wykraczającym poza Polskę;
*podejmowanie inwestycji na obszarach o wysokim poziomie bezrobocia;
*posiadanie statusu dla mikro, małej i średniej przedsiębiorczości;
miejsce lokalizacji inwestycji;
*przyczynianie się do rozwoju klastrów sektorowych;
*prowadzenie działalności w zakresie badań i rozwoju;
*wspieranie pracowników w zdobywaniu wykształcenia i kwalifikacji zawodowych;
*podejmowanie dodatkowych działań z zakresu opieki nad pracownikiem np. oferowanie pracownikom udział w dodatkowych programach opieki zdrowotnej.

Nie trzeba spełniać wszystkich kryteriów, ale sito będzie gęste. Przedsiębiorcy obawiają się zwłaszcza kilku proponowanych rozwiązań, np. tej, że Minister Finansów będzie mieć możliwość możliwość zawieszenia zwolnień podatkowych ze względu na sytuację budżetu, czy też możliwości obniżenia pułapu pomocy publicznej o 5 pkt. proc., a także konieczności rozliczania każdego projektu osobno (w przypadku rozbudowy wymagane jest prowadzenie podwójnej księgowości).

Z projektu rozporządzenia do ustawy o wspieraniu nowych inwestycji wynika, że kryteria ilościowe dotyczące wymaganych nakładów będą w niektórych przypadkach surowsze niż dziś i w przypadku dużej firmy, która będzie chciała zainwestować w miejscu z niską stopą bezrobocia (60 proc. średniej krajowej), minimalny poziom nakładów musi wynieść 100 mln zł.

Zarządy stref przepuściły zezwolenia wydane w 2017 r. przez ten filtr i okazało się, że połowa firm nie dostałaby zwolnień podatkowych. Z drugiej strony, co podkreślają urzędnicy, teraz inwestorzy będą mieć do dyspozycji 1000 razy więcej terenów, więc i chętnych powinno być więcej.

Nie będzie za to wymogów dotyczących liczby tworzonych miejsc pracy.

Zgodnie z chińskim przysłowiem „zmiana niesie zagrożenia i szanse”. Jedni się zmian obawiają, ale – np. w krakowskiej SSE – kilka firm już czeka na ich wejście w życie. Nie będą musiały czekać na poszerzenie strefy więc szybciej uzyskają zwolnienia podatkowe. Cenią sobie też to, że dostaną je co najmniej na 10 lat, a gdyby dziś weszły do strefy mogłyby liczyć na zwolnienia przez lat osiem.

Autor: Małgorzata Grzegorczyk