Zdaniem politologa, naukowca z katedry integracji europejskiej uniwersytetu MGIMO, stosunki Rosji i krajów UE, które zdecydowały się na wydalenie rosyjskich dyplomatów, znajdą się teraz w stagnacji. Ekspert ocenił sytuację jako niezbyt przewidywalną.

Fakt, że na wydalenie dyplomatów zdecydowały się nie tylko kraje Europy Wschodniej, ale również Francja, Włochy czy Niemcy świadczy o tym, iż "premier (W. Brytanii Theresie) May udało się na szczycie Rady Europejskiej przedstawić wystarczająco znaczące dowody na to, że strona rosyjska ma związek z historią z (Siergiejem) Skripalem" - powiedział Tewdoj-Burmuli.

"Nie wiemy, jakie to są dowody, na ile są one rzeczywiście wyczerpujące, ale dla Rady Europejskiej i dla Francji, Niemiec czy innych krajów okazały się one, jak się wydaje, wystarczające" - wskazał. Ocenił, że nie było oczywiste, iż w warunkach Brexitu kraje unijne zdecydują się na zajęcie tak skonsolidowanego stanowiska.

Wydalenie dyplomatów Tewdoj-Burmuli określił jako "krok symboliczny, który powinien pokazać konsolidację UE w obliczu działań Rosji". Nie jest to zerwanie stosunków i niektóre kraje wydalają dość niewielu dyplomatów Rosji, co jest pewnym kompromisem - ocenił. Niemniej - podkreślił - decyzja UE jest dowodem jej determinacji w bronieniu wspólnego stanowiska. "To świadczy o gotowości do dalszej eskalacji napięcia (w stosunkach) z Rosją" - wskazał ekspert.

"Nie wiemy, co uczyni Rosja, ale Europejczycy pokazali, że są gotowi do takiego zaostrzenia" - podkreślił. Ocenił, że Francja, a nawet Niemcy zajęły "dość ostre stanowisko wobec Rosji, ostrzejsze niż wcześniej", co świadczy "o tym, że możliwość manewru dla strony rosyjskiej się zawęziła".

Tewdoj-Burmuli nie wykluczył, iż Rosja prócz odpowiedzi symetrycznej, czyli wydalenia z Moskwy dyplomatów krajów unijnych, zdecyduje się także na ostrzejsze kroki wobec poszczególnych państw, np. Wielkiej Brytanii czy USA.

Przyszłość stosunków Rosji z krajami UE, które zdecydowały się na wydalenie rosyjskich dyplomatów, będzie zależała od tego, jakie kroki podejmie w przyszłości Moskwa. "Jest wątpliwe, by dyplomaci wrócili (do stolic europejskich), jeśli Rosja nie podejmie pewnych działań pozytywnych z punktu widzenia UE" - przyznał politolog. Tak samo wątpliwe jest - dodał - by przedstawiciele UE powrócili do Rosji, jeśli działania Moskwy z punktu widzenia Brukseli nie będą zadowalające".

Tymczasem Rosja - jak wskazał Tewdoj-Burmuli - "nie jest gotowa do takich działań, które UE uznałaby za pozytywne".

Zdaniem politologa teraz stosunki Rosji i krajów unijnych znajdą się w stagnacji. "Strony wymienią się tymi uderzeniami dyplomatycznymi, wydaleniem dyplomatów i - jak sądzę - zrobią przerwę. Ocenią rezultaty tej konfrontacji oraz ryzyko i zobaczymy, co nastąpi dalej. Sytuacja ogółem nie jest zbyt przewidywalna" - przyznał ekspert MGIMO.

Decyzję o wydaleniu dyplomatów rosyjskich podjęło w poniedziałek 16 państw UE oraz Ukraina i Kanada. Ponadto 60 dyplomatów Rosji wydalą Stany Zjednoczone. Taką skoordynowaną akcję w związku ze sprawą otrucia w Anglii byłego pułkownika wywiadu rosyjskiego Siergieja Skripala część krajów unijnych uzgodniła na szczycie UE w zeszłym tygodniu.

Skripal i jego córka Julia 4 marca trafili do szpitala w stanie krytycznym, gdy stracili przytomność w Salisbury w Anglii. W toku śledztwa, prowadzonego z udziałem m.in. policyjnych sił antyterrorystycznych i wojskowych ekspertów ds. broni chemicznej, odkryto, że do próby otrucia ich obojga wykorzystano produkowaną w Rosji broń chemiczną typu Nowiczok. Moskwa zapewnia, iż nie ma związku z tym zamachem.

Skripal był sądzony w Rosji za szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii; w 2010 roku został ułaskawiony i objęty wymianą szpiegów.

Londyn w reakcji na zamach na Skripala wydalił 23 rosyjskich dyplomatów uznanych za niezgłoszonych oficerów wywiadu.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)