Spokój na rynku nie trwał jednak długo. Kiedy tylko pojawiły się pierwsze oznaki pogarszania się sytuacji na Zachodzie od razu WIG20 ruszył do testowania krytycznych 1500 punktów. Już samo zbliżenie się do tego poziomu oznaczało problemy, ale nie skazywało rynku na całkowitą porażkę. Popyt widział powagę sytuacji a mimo to nie widać było żadnej reakcji. Po impulsie wystarczyła już tylko chwila, aby niewielki spadek zmienił się w prawdziwą panikę sprzedaży. Wtedy jeszcze najbardziej tracił TVN notując stratę 6,3 proc. Jednak coraz gorzej wyglądały wszystkie sektory. Rynek trzymała tylko TPSA notując minimalną stratę.

Uspokojenie sytuacji przyszło dopiero przy poziomie 1470 punktów. Było to absolutne minimum trwającej bessy osiągnięte w październiku 2008. Warszawski rynek notował już 4 procentowy spadek i był najgorszym parkietem w Europie. Martwiło szczególnie to, że nawet odrobinę nie pomagała poprawiająca się sytuacja na Zachodzie. Jedyne na co stać było krajowe byki to stabilizacja, ale trudno mówić o radości przy takiej skali przeceny.

Nic nie zmieniły wyniki amerykańskich spółek. Niektóre były nawet lepsze od oczekiwań, ale reakcji nie było żadnej. Nawet miedź drożejąca o 6 proc. nie wpływała na zniżkujący KGHM. Dramat przeżywały akcje TVN taniejące o 15 proc.

Jasne było, że najważniejsza będzie rozgrywka w końcówce. Zamknięcie WIG20 powyżej 1500 pkt. dałoby nadzieje, ale zamiast tej indeksy wyznaczyły nowe minima. Dzień zakończył się przeceną o 4,7  proc. wśród największych spółek.

Wtorek był równie fatalny dla złotego. Nasza waluta słabła z każdą chwilą i dzień zakończyła na rekordowo wysokich poziomach. Do historycznych rekordów 5 zł za euro i 4 za dolara brakuje już naprawdę niewiele, a co gorsze nic nie wskazuje nawet na najmniejszą szansę uspokojenia tego walutowego szaleństwa.

Spadek z dzisiejszego dna każe przypuszczać, że ubiegłoroczne dno było tylko przystankiem. Jeżeli dziś USA nie dadzą wyraźnego sygnału do wzrostów to kolejne dni mogą przypominać październikowe spadki.