Dwa lata temu zaczęliście działalność, ale już w ubiegłym roku pochwaliliście się, że zaczęliście przynosić zyski. Jakim wynikiem zamknęliście 2008 rok?

- Według wstępnych szacunków jako BRE Ubezpieczenia w 2008 roku zarobiliśmy 7,5 mln zł. Łącznie przyczyniliśmy się do tego, że klienci grupy BRE przeznaczyli na ubezpieczenia 800 mln zł, wobec około 500 mln zł rok wcześniej. Większa część składki została zrealizowana w ramach produktów oszczędnościowych dla klientów BRE Wealth Management, Private Banking oraz MultiBanku (313 mln zł rok temu, około 500 mln zł obecnie, które wpłynęło do życiowej spółki z grupy VIG, Royal - przyp. red.). W obszarze klasycznego bancassurance obejmującego ubezpieczenia dodawane do produktów bankowych osiągnęliśmy wynik na poziomie około 185 mln zł (rok temu było to 62 mln zł - przyp. red.). Do tego pozyskaliśmy 50 mln zł, wobec 20 mln zł rok temu ze sprzedaży polis w systemie direct, na platformach mBanku i MultiBanku. Z tego jednak tylko część przypada nam, a część innym towarzystwom, których oferta znajduje się na platformie, czyli: Benefii i HDI, ale i z tych polis niewielka część składek trafia do nas.

Dlaczego nie wszystkie przychody ze składek za polisy trafiają do towarzystwa ubezpieczeń BRE?

- W przypadku ubezpieczeń na życie sprawa jest prosta: nie mamy licencji na sprzedaż takich polis. Ale taka sytuacja to przede wszystkim efekt założenia, że BRE Ubezpieczenia jest odpowiedzialna za organizację ubezpieczeń dla całej grupy BRE. Działa to tak, że bank przychodzi do nas z zapotrzebowaniem na ochronę ubezpieczeniową, a my proponujemy albo produkty BRE Ubezpieczenia TU, albo innego ubezpieczyciela, który oferuje najlepsze warunki na rynku w ramach danej grupy ryzyk. Na przykład w połowie ubiegłego roku rozpoczęliśmy obsługę serwisową firmy leasingowej z grupy BRE. Działamy tam jako multiagent na rzecz m.in. PZU, Compensy oraz Allianz, to znaczy, że nie przejmujemy ryzyka, tylko zajmujemy się administracyjną stroną obsługi programu ubezpieczeniowego. Organizujemy też sprzedaż direct w ramach serwisów transakcyjnych mBanku i MultiBanku.

W ubiegłym roku zaczęliście też sprzedaż przez telefon. Czy wzrost składek z kanału direct to efekt otwarcia tego kanału?

- Nadal większość składek jest pozyskiwana przez internet. Sprzedaż przez telefon odbywa się przy wykorzystaniu internetowego formularza kontaktu z ekspertem. Osoba zainteresowana podaje nazwisko i numer kontaktowy. My oddzwaniamy i wtedy klient ma możliwość zawrzeć umowę. To opcja skierowana do osób, które nie chcą wypełniać same wszystkich rubryk lub potrzebują dodatkowych wyjaśnień.

W ubiegłym roku ścisłą współpracę z bankami zaczęły m.in. Liberty Direct czy Commercial Union. Czy w tym roku spodziewa się pan podobnych projektów?

- Takie projekty wymagają inwestycji i pewności, że partner nie zniknie z rynku albo nie zostanie przejęty. A nadmiaru pieniędzy i tej pewności obecnie nie ma. Przy czym mówię tu o takich zaawansowanych formach współpracy, w których systemy transakcyjne związane z zawarciem umowy ubezpieczenia są ściśle powiązane z bankowymi. Dodanie sprzedaży ubezpieczeń jako integralnego elementu na stronie banku, między ofertami sprzedaży bielizny czy opon, nie da dobrego efektu. Taka pełna integracja pozwala na przykład oferować rozbicie składki na 12 rat, co u nas jest najbardziej popularnym rozwiązaniem, wybieranym przez większość klientów. Dzięki niej mamy też bardzo dobry wskaźnik odnowień, bo wysyłamy taką propozycję e-mailem i przy braku zmian danych akceptacja odnowienia zajmuje kilka sekund.

Jak turbulencje w gospodarce wpłyną na rynek ubezpieczeń direct?

- Spodziewam się, że w tym roku przychody ze sprzedaży direct w skali rynku osiągną około 800 mln zł, z czego nam przypadnie około 10 proc. Liczymy przede wszystkim na to, że klienci zaczną częściej szukać możliwości oszczędności i zaczną sprawdzać oferty różnych towarzystw. W ten sposób trafią na rynek ubezpieczeń direct.

BRE BANK BLISKO STRATY

Zysk netto BRE Banku w IV kwartale 2008 r. spadł do 35,2 mln zł ze 142 mln zł rok wcześniej. Niski zysk nie był niespodzianką - już dwa tygodnie temu BRE ostrzegł inwestorów, że jego wynik będzie dużo poniżej oczekiwań i nie przekroczy 50 mln zł (brutto). Mimo tego podczas wczorajszej sesji kurs akcji banku spadał o prawie 5 proc.

Jak tłumaczył wczoraj Mariusz Grendowicz, prezes BRE, na spadek wyniku miały wpływ pogarszające się warunki rynkowe oraz wzrost rezerw kredytowych związany ze skutkami dekoniunktury. W ostatnim kwartale roku saldo rezerw na kredyty wyniosło -130 mln zł. Kolejne 57 mln zł bank stracił na transakcjach związanych z opcjami walutowymi. Wynik brutto banku zasiliły natomiast 54 mln zł pochodzące ze sprzedaży udziałów w PTE Aegon. Bez tej transakcji BRE zakończyłby IV kwartał stratą. W całym 2008 roku BRE zarobił jednak na czysto 857 mln zł wobec 710 mln zł rok wcześniej.

Według zapowiedzi Mariusza Grendowicza w 2009 r. jego bank skupi się na zwiększeniu dochodowości oraz znacznym ograniczeniu kosztów własnych. Mają być one niższe o 280 mln zł wobec wcześniej planowanych.

PAWEŁ ZYLM

prezes towarzystwa ubezpieczeniowego BRE Ubezpieczenia TU oraz spółki serwisowej BRE Ubezpieczenia. Wcześniej m.in. w Generali. W Zurich wprowadził pierwsze w Polsce e-konto ubezpieczeniowe umożliwiające zarządzanie polisą przez internet