Prezes PiS postawił więc na polityczny pragmatyzm, choć oznacza to uderzenie w polityczne elity: parlamentarzystów i samorządowców. I zaplecze eksperckie. Bo oprócz zwrotu premii przez ministrów Sejm ma przyjąć ustawę obcinającą o 20 proc. pensje parlamentarzystom, zamierza również obniżyć pensje wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, marszałków województw i starostów oraz ograniczyć dodatkowe możliwości wynagradzania pracowników państwowych firm. Na dodatek obniżenie wynagrodzeń posłom i senatorom to także cios w opozycję, bo w przeciwieństwie do ugrupowania rządzącego nie ma ona dużego materialnego zaplecza w spółkach Skarbu Państwa, administracji czy instytucjach rządowych. Najbardziej odczują to Kukiz’15 czy Nowoczesna, które nie mogą liczyć na zasilanie z publicznych środków.

Ale znacznie ważniejsze są jednak długofalowe skutki tej decyzji. Spowoduje ona dalszą deprecjację zawodu parlamentarzysty. Jak celnie przypominał sam prezes PiS – jeszcze 20 lat temu wynagrodzenie posła odpowiadało sześciu przeciętnym wynagrodzeniom Polaka. Dziś, wskutek wieloletniego braku podwyżek, to nieco ponad dwie przeciętne pensje.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ograniczenie możliwości dodatkowego wynagradzania w spółkach Skarbu Państwa naruszy zaplecze ugrupowań. Zasiadanie w zarządach państwowych spółek stanie się mniej opłacalne dla kompetentnych osób. Oczywiście, opozycja zawsze może przekonywać, że jedyną zaletą takich kandydatów jest wierność, ale od zmniejszenia zarobków z pewnością doświadczenia i umiejętności im nie przybędzie.

Obniżenie wynagrodzeń wójtów czy burmistrzów dotknie lokalnych włodarzy, a to oni kontrolują lokalną Polskę. Ale jeżeli prezes PiS słusznie zauważył, że niektórzy wójtowie zarabiają więcej niż ministrowie, to problemem nie są zarobki wójtów, lecz ministrów. PiS, zamiast wyzwolić się z populizmu w kwestii zarobków polityków, jedynie go nakręca – i zamiast ministrom czy parlamentarzystom pensje podnieść, zmniejsza je innym.

Propozycje PiS prawdopodobnie okażą się skuteczne politycznie. Ale trzeba pamiętać, że pensje dla rządu Szydło to kolejny problem – po nowelizacji ustawy o IPN czy konflikcie z UE – który PiS wywołał, a teraz – wprowadzając doraźne działania szkodliwe na dłuższą metę – stara się rozwiązać. Na pewno sprawa nagród była dla PiS wstrząsem. Oznaczała duży spadek poparcia w sondażach i zachwiała poczuciem pewności ugrupowania. Wyborcy łatwiej wybaczyliby mu podwyżkę pensji premiera i ministrów niż przyznanie im ogromnych nagród.

Jarosław Kaczyński liczy zapewne, że dzięki decyzjom o obniżkach ucieknie do przodu, sondażowe wstrząsy zostawi za sobą i będzie mógł skoncentrować się na samorządowej kampanii wyborczej. Sprawa pokazuje jednak, jakie kłopoty PiS ma z rządzeniem.

By rozwiązać wywołane przez siebie problemy, ucieka do doraźnych recept, które niwelując jedne, stwarzają zupełnie nowe.

>>> Czytaj także: A jednak się nie "należało"? Ministrowie oddadzą nagrody, posłom obetną pensje