Ławrow zapewnił, że Rosja opowiada się za uczciwym dochodzeniem w sprawie domniemanych ataków chemicznych w Syrii. "Kiedy apeluje się o dochodzenie, sprawiedliwe i natychmiastowe, to jesteśmy tylko za" - zaznaczył.

Dodał też, że rosyjscy wojskowi nie znaleźli śladów broni chemicznej na miejscu domniemanego ataku.

Szef rosyjskiej dyplomacji podkreślił, że należy zbadać, kto przeprowadził poniedziałkowy nalot na lotnisko wojskowe Syrii. "W Waszyngtonie negowali, jakoby naloty przeprowadzał ktoś z członków ich koalicji. To po raz kolejny świadczy o tym, że w Syrii robi się coraz niebezpieczniej, pojawili się tam gracze, których nikt nigdzie nie zapraszał, którzy sami się tam zaprosili" - podkreślił.

Według Ławrowa nalot na syryjską bazę lotniczą może doprowadzić do bardzo niebezpiecznego rozwoju sytuacji. "Mam nadzieję, że wojskowi USA i krajów, wchodzących w skład koalicji, zdają sobie z tego sprawę" - podsumował.

W poniedziałek rano doszło do ataku rakietowego na bazę syryjskich sił powietrznych w prowincji Hims - poinformowała oficjalna syryjska agencja prasowa Sana. Reżim prezydenta Baszara el-Asada podejrzewa, że ataku dokonały USA. Przedstawiciele Waszyngtonu zaprzeczyli jednak, by amerykańskie siły zbrojne rozpoczęły ataki z powietrza na syryjską bazę lotniczą.

Ministerstwo obrony Rosji, cytowane przez rosyjskie media, powiadomiło z kolei, że atak na bazę syryjskich sił powietrznych T-4 w prowincji Hims w środkowej Syrii przeprowadziły dwa izraelskie myśliwce F-15. Samoloty operowały z libańskiej przestrzeni powietrznej, wystrzeliwując osiem pocisków rakietowych. Syryjska obrona powietrzna zestrzeliła pięć z ośmiu rakiet - przekazał resort obrony Rosji. Według niego trzy pozostałe uderzyły w zachodnią część bazy T-4.

>>> Czytaj też: Poroszenko w "Handelsblatt": Nord Stream 2 to projekt czysto polityczny i łapówka za lojalność Europy Zachodniej