Lider PO był pytany przez dziennikarzy o nalot wojsk Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji na punkty w Syrii w odwecie za użycie broni chemicznej.

"Mam nadzieję, że będzie to tematem rozmowy, pewnie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa (ONZ). Nie chciałbym, żeby nastąpiła eskalacja walk w Syrii, żeby nie było retorsji z drugiej strony" - powiedział Schetyna.

"Jest poważny kryzys, ważne, że jest wysłany sygnał wspólnie przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję. Teraz potrzebna jest rozmowa w Nowym Jorku na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa" - wskazał. Wyraził nadzieję, że sytuacja wokół Syrii będzie ulegać deeskalacji.

"Mam nadzieję, że będzie deeskalować, pokaże determinację z jednej strony, a z drugiej strony skuteczność. Punkty, które zostały zaatakowane, rzeczywiście realizowały produkcję broni chemicznej. Mam nadzieję, że to nie będzie miało dalszych tragicznych następstw" - powiedział lider PO.

Połączone siły lotnictwa amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego przeprowadziły w sobotę nad ranem serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej podczas ataku 7 kwietnia w mieście Duma we Wschodniej Gucie, na wschód od Damaszku. O ten atak chemiczny kraje zachodnie oskarżają armię prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Koalicja zbombardowała obiekty w Damaszku i na zachód od miasta Hims.

Prezydent USA Donald Trump, informując o ostrzałach, powiedział m.in., że naloty odwetowe są konsekwencją niedotrzymania przez Rosję danego słowa w sprawie likwidacji broni chemicznej w Syrii. "Nie byłoby ich, gdyby Rosja nie poniosła porażki w swych planach powstrzymania Asada przed sięgnięciem po broń chemiczną" - zaznaczył Trump. (PAP)

autor: Karol Kostrzewa