Takie m.in. zmiany przewiduje projekt nowelizacji ustawy z 9 maja 1996 r. o wykonywaniu mandatu posła i senatora (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1510 ze zm.), który przez posłów PiS został już wniesiony do laski marszałkowskiej. Zmiany mają wejść w życie w pierwszym dniu miesiąca, po tym, w którym nowelizacja zostanie ogłoszona w Dzienniku Ustaw.

Obecnie podstawowe wynagrodzenie parlamentarzystów wynosi 9,9 tys. zł brutto. Po zmianach zostanie obniżone o 1980 zł (co da 7920 zł brutto). Automatycznie przełoży się to na niższe dodatki, np. z tytułu przewodniczenia komisji – 20 proc. uposażenia, (obecnie blisko 2 tys. zł – po zmianach o 400 zł mniej).

Projekt jednak zakłada wyjątek od powszechnej zasady obniżania wynagrodzeń. Zgodnie z art. 42 ust. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora parlamentarzystom przysługują środki na pokrycie kosztów związanych z wykonywaniem mandatu na terenie kraju, w zryczałtowanej wysokości 25 proc. uposażenia miesięcznego. Jest to dieta parlamentarna. Po zmianach jej wysokość ma wynosić 25 proc. wynagrodzenia podsekretarza. Również ryczałt ustalany przez marszałków Sejmu i Senatu na prowadzenie biura przez posła i senatora w dalszym ciągu ma wynosić 12,2 tys. zł miesięcznie. Te środki przeznaczone są na czynsz, opłaty za media i wynagrodzenia pracowników.

Marcin Horała, poseł PiS i przedstawiciel wnioskodawców, tłumaczy, że wniesiony przez jego klub projekt jest związany ze społecznymi oczekiwaniami dotyczącymi wynagrodzeń posłów i senatorów. Podkreśla, że w skali roku przyniesie on oszczędności dla budżetu rzędu 13 mln zł.

Jarosław Kaczyński, prezes PiS, zapowiedział też obniżenie uposażeń wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów i marszałków. Obecnie ich maksymalne miesięczne wynagrodzenie nie może przekroczyć siedmiokrotności kwoty bazowej określonej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. W 2018 r. wynosiła ona 1789,42 zł brutto. W efekcie maksymalna wysokość wynagrodzenia dla samorządowych włodarzy wynosi 12 525,94 zł brutto.

W celu obniżeniu tego limitu należałoby znowelizować art. 37 ust. 3 ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 902 ze zm.) oraz zmienić rozporządzenie Rady Ministrów z 18 marca 2009 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1786 ze zm.). W nim rząd określa m.in. minimalne i maksymalne stawki dla samorządowców. Na przykład obecnie wynagrodzenie zasadnicze wójta w miejscowości do 15 tys. mieszkańców waha się od 4,2 tys. zł do 5,9 tys. zł brutto. Do tego dochodzą dodatki – stażowy, specjalny i funkcyjny. Z naszych informacji wynika, że projekt zmian tego rozporządzenia przygotowuje już resort Joachima Brudzińskiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji.

Z rządowymi propozycjami nie zgadzają się przedstawiciele samorządów. – Kiedy byłem wiceministrem administracji, to zabiegałem o podwyżki maksymalnych stawek dla samorządowych włodarzy. W dalszym ciągu stoję na stanowisku, że te uposażenia trzeba zwiększać, a nie obniżać – mówi Marek Wójcik, pełnomocnik zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych.

– To mieszkańcy, czyli radni w danej gminie, bez żadnych ograniczeń powinni decydować o wysokości pensji dla prezydenta miast lub wójta. Rząd nie powinien się do tego wtrącać – dodaje.

Podobnego zdania jest dr Stefan Płażek, adiunkt z Katedry Prawa Samorządowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Według niego zmiany w prawie powinny być dokonywane po racjonalnej analizie, a nie wskutek tego, że partii rządzącej spadają notowania w sondażach.

Innego zdania jest Tadeusz Woźniak, przewodniczący Rady Służby Publicznej. – Ja też byłem samorządowcem i zarabiałem znacznie mniej niż obecnie i nie robiłem z tego afery – przekonuje. Tłumaczy, że bycie posłem, senatorem, a także samorządowcem, to służba państwu, a nie sposób na życie i dorabianie się.

PiS planuje również ograniczenie wszelkich dodatków dla osób zasiadających w spółkach Skarbu Państwa. Odstąpiono też od pomysłu Mateusza Morawieckiego, aby podsekretarzy włączyć do służby cywilnej i tym samym sprawić, aby zarabiali więcej niż obecnie.

Na razie nie są prowadzone prace, by ustawowo zakazać wypłacania ministrom i wiceministrom nagród. Premier zapowiedział jednak, że za jego kadencji takich bonusów nie będzie.

>>> Czytaj też: Kto dostanie pieniądze na walkę ze smogiem? "Pieniądze czekają, żeby je wydać"