Tymczasowo aresztowano ponad 100 osób.

Na Twitterze niemiecka policja federalna podkreśliła, że skoordynowane przeszukania, w których udział wzięło ponad 1,5 tys. policjantów, prokuratorów i przedstawicieli władz podatkowych, były największą tego typu akcją w jej historii.

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer nazwał policyjną akcję "bezprecedensowym uderzeniem w organizację o ogólnokrajowym zasięgu".

Przeszukania rozpoczęto wcześnie rano w 12 landach, ale najwięcej przeprowadzono ich na zachodzie, południu i w środkowej części kraju, tj. w Nadrenii Północnej-Westfalii (przeszukano 17 lokali), Hesji (10), Dolnej Saksonii i Badenii-Wirtembergii (po dziewięć) - poinformowała prowadząca dochodzenie w tej sprawie prokuratura we Frankfurcie nad Menem.

W Siegen w Nadrenii Północnej-Westfalii w akcji uczestniczyli funkcjonariusze z elitarnej jednostki antyterrorystycznej GSG 9. W tym 100-tysięcznym mieście mieszkała kierująca szajką para - 59-letnia obywatelka Tajlandii i jej 62-letni partner życiowy, Niemiec.

Podejrzanym zarzuca się m.in. handel ludźmi w celu wykorzystywania seksualnego, zmuszanie do prostytucji, sutenerstwo, wstrzymywanie wypłaty wynagrodzeń i unikanie opodatkowania - poinformował rzecznik policji w Siegen.

Według prokuratury to oni stworzyli siatkę, która nielegalnie sprowadziła do kraju w sumie kilkaset osób z Tajlandii, a następnie zmuszała je do prostytucji. Po przyjeździe do Niemiec ofiary trafiały do kilku domów publicznych prowadzonych przez podejrzanych w Siegen, a następnie były kierowane do agencji towarzyskich w innych częściach kraju. Wszystkie swoje zarobki musiały oddawać oprawcom.

Od 2002 roku dobrowolna prostytucja jest w Niemczech legalna i zyski z niej podlegają opodatkowaniu.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Dlaczego Niemcy nie przystąpiły do bombardowania Syrii [OPINIA]