"Z dużym niepokojem obserwujemy próby podejmowane przez reżim (syryjskiego prezydenta Baszara el-) Asada, by za pomocą nieprzekonujących rozporządzeń prawnych zakwestionować prawo własności wielu zbiegłych z kraju Syryjek i Syryjczyków" - podkreślił niemiecki resort dyplomacji w oświadczeniu udostępnionym "SZ".

Zdaniem ministerstwa reżim syryjski chce w ten sposób "gruntownie zmienić miejscową sytuację na korzyść swoją i swoich zwolenników oraz utrudnić powrót do kraju ogromnej liczbie Syryjczyków". Władze Niemiec zapowiedziały w związku z tym, że wraz z partnerami w Unii Europejskiej omówią sposoby "powstrzymania tego perfidnego zamierzenia" oraz będą apelować do ONZ i Rady Bezpieczeństwa o zajęcie się tym tematem.

Jak podkreślono, chodzi o przyszłość ludzi, którzy "od ponad siedmiu lat doświadczali ogromnych cierpień i niedostatku" i którzy mają nadzieję na to, że "kiedyś będą mogli znów żyć w pokoju w Syrii".

W Niemczech przebywa obecnie ponad 500 tys. syryjskich uchodźców. Jak pisze "SZ", ich przyjmowanie bazowało na założeniu, że przynajmniej część z nich po zakończeniu wojny w Syrii wróci do swego kraju, tymczasem decyzje takie jak ta o dekrecie stawiają te założenia pod znakiem zapytania.

Wydany 4 kwietnia dekret nr 10 ma pozwolić władzom syryjskim na stworzenie nowych planów zabudowy. W tym celu Syryjczycy posiadający na własność mieszkania, domy i inne nieruchomości oraz działki ziemi - czyli przede wszystkim przedstawiciele syryjskiej klasy średniej - mają w ciągu 30 dni przedstawić dowód własności.

Niemiecki dziennik "Rheinische Post" w piątkowym wydaniu podał, powołując się na dane Banku Światowego, że większość syryjskich uchodźców nie będzie w stanie przedstawić pisemnych dowodów własności, bo przed wojną rejestr gruntów i nieruchomości obejmował tylko połowę powierzchni kraju, a wiele budynków zostało zniszczonych na skutek walk. Ponadto powrót do kraju w celu okazania dokumentu własności lub przekazanie pełnomocnictwa w tej sprawie krewnemu, na co pozwala dekret, może skutkować ujęciem, a nawet śmiercią tych osób, bo syryjskie tajne służby poszukują ok. 1,5 mln Syryjczyków oskarżanych o działalność terrorystyczną.

Jak podaje "RP", ok. 6 mln Syryjczyków zbiegło za granicę przed konfliktem zbrojnym, a kolejne sześć musiało opuścić swe domy, lecz pozostało w kraju.

Przedstawiciele syryjskiej zbrojnej opozycji, cytowani przez "RP", dekret Asada oceniają jako sposób na przeprowadzenie swego rodzaju "czystki etnicznej". Wskazują, że przywódcy rebelii przeciw reżimowi, głównie sunnici, zostali wyparci z dużych miast, takich jak Damaszek, Hims, Aleppo i pas wybrzeża nad Morzem Śródziemnym. W kluczowych z punktu widzenia władz regionach pozostałyby mniejszości, takie jak chrześcijanie, odłamy szyickie czy druzowie. Reżim Asada przedstawiał się jako ich obrońca.

Cytowany przez "RP" Bijan Djir Sarai, rzecznik ds. zagranicznych Wolnej Partii Demokratycznej (FDP) w Bundestagu, wskazał, że na skutek przyjęcia dekretu wielu Syryjczyków, którzy w Niemczech otrzymali azyl, straci bodziec do zabiegania o powrót do domu.

>>> Czytaj też: Kim wzorem dla Putina? Rozwiązanie geopolitycznej układanki leży w rękach sojuszników USA