Z informacji Ministerstwa Finansów o dużych podatnikach CIT można wysnuć wniosek, że sieci handlowe niespecjalnie przejęły się polityczną presją. Po zamieszaniu z próbami wprowadzenia specjalnego podatku od sprzedaży detalicznej – który miał ich do tego zmusić, handlowcy wcale nie są bardziej skłonni – by w większym stopniu dzielić się dochodami z fiskusem.

W 2016 r. z pierwszej dwudziestki największych sieci podatek CIT zapłaciła mniej więcej połowa. Analizując to, jak handlowcy wywiązywali się z płatności CIT w poprzednich latach, również nie widać trendu, który pozwalałby na stwierdzenie, że obciążenie tym podatkiem w bilansach poszczególnych spółek rosło. Dla przykładu Jeronimo Martins Polska, firma, do której należy sieć Biedronka, regularnie odprowadza do polskiego urzędu skarbowego równowartość przekraczającą nieco 0,9 proc. swoich rocznych przychodów. W 2016 r. podatek należny od Jeronimo Martins wyniósł ponad 409 mln zł, czyli dokładnie 0,94 proc. przychodów.

Rozliczenia podatkowe Tesco, jednego z głównych konkurentów Biedronki, też wyglądają stabilnie. Wynika z nich, że sieć balansuje na granicy rentowności, skoro przy niemal 13 mld zł przychodów jest w stanie wygenerować dochód na poziomie 777 mln zł. Od 2012 r. fiskus naliczył jej podatek dwukrotnie, w 2012 i 2014 r. W obu przypadkach jego wartość nie przekroczyła 0,01 proc. przychodów.

Liczącym się pod względem wielkości przychodów stabilnym podatnikiem jest sieć drogerii Rossmann. Firma odprowadza wyższe daniny niż dyskonty i wielobranżowe supermarkety – co może wynikać z dużo wyższych marż, jakie uzyskuje w swoim segmencie działalności. W 2016 r. jej CIT stanowił ponad 2,8 proc. przychodów. I zbliżoną wielkość spółka odprowadzała fiskusowi w poprzednich czterech latach.

Czy to oznacza, że ministerstwo powinno odgrzebać swój projekt podatku od sprzedaży detalicznej? Według Radosława Piekarza, doradcy podatkowego z kancelarii A&RT, z liczb pokazanych przez MF nie wynika, że sieci uchylają się od podatkowych obowiązków i żadna nowa danina nie jest tu potrzebna. Zwłaszcza w takim kształcie, jak proponowano, czyli z proporcjonalnie większym obciążeniem dla sieci o najwyższych obrotach.

Argument pierwszy to stosunkowo duże wpływy z CIT od liderów tego rynku. Sieci z pierwszej dziesiątki firm o najwyższych przychodach odprowadziły w 2016 r. ok. 620 mln zł CIT. Biorąc pod uwagę całość wpływów z tego podatku (33,8 mld zł), tylko od dziesięciu największych handlowców fiskus uzyskał prawie 2 proc. całości wpływów. To dużo, bo wszystkich CIT-owców jest ok. 400 tys. – W takiej sytuacji nie ryzykowałbym stwierdzenia, że sieci handlowe nie przykładają się do swoich podatkowych obowiązków – mówi Radosław Piekarz.

Argument drugi: nie wszystko w tym zestawieniu widać ze względu na pogmatwaną strukturę prawną i w rzeczywistości podatku od nich może być więcej – tylko dane wymykają się statystyce MF (obejmuje ona 2 tys. największych podmiotów). Najlepszy przykład to Lidl. W zestawieniu MF są tylko dwie spółki Lidla ścigającego się z Biedronką i Tesco w tym samym segmencie handlu. Z danych tych wynika, że zapłaciły w 2016 r. 28,3 mln zł i 27,7 mln zł podatku, co stanowiło ok. 0,88 proc. przychodów pierwszej i 6,6 proc. drugiej spółki. Przy czym ta druga działająca jako spółka z ograniczoną odpowiedzialności to tylko niewielki wycinek działalności sieci, skoro uzyskała w 2016 r. przychody na poziomie zaledwie 410 mln zł. Ale i przychody drugiej spółki – 3,2 mld zł – nie oddają w pełni wielkości udziałów w rynku niemieckiej sieci. Inne zewnętrzne branżowe źródła szacują go nawet na 9 mld zł.

Dane MF obalają też mit, że to zagraniczne sieci szczególnie unikają podatków. Można porównać to na przykładzie bezpośrednio konkurujących ze sobą firm Media Saturn Holding, należącej do niemieckiego Metro AG i spółki Euro-net z polskim kapitałem. Pierwsza zapłaciła w 2016 r. podatek będący równowartością 0,44 proc. swoich przychodów, druga oddała fiskusowi 0,42 proc. A więc obie wartości są porównywalne. I były takie w poprzednich latach, wyjątkiem był rok 2015, kiedy to Media Saturn Holding odprowadziło podatek w wysokości ok. 0,6 proc. swoich przychodów, a Euro-net 0,22 proc.

– Lista ministerstwa ucina dyskusję na temat tego, kto podatki płaci, a kto nie. Widzimy to teraz czarno na białym. Szkoda tylko, że jest ona tak krótka, według mnie powinna obejmować wszystkich podatników CIT. Wtedy dopiero byłoby widać, gdzie jest największe pole do uszczelniania systemu – mówi Radosław Piekarz. ⒸⓅ

>>> Czytaj także: Nagrody pokazały, jakie mamy państwo