Porozumienie z Iranem bazowało zdaniem "Die Welt" na błędnym przekonaniu, że zgadzając się ograniczyć swój program atomowy na określony czas, Teheran "będzie odtąd bardziej chętny do opartego na współpracy otwarcia na Zachód, a wręcz wewnętrznej liberalizacji. Zignorowano przy tym fakt, że "władza w Iranie pozostaje nadal w rękach Strażników Rewolucji, którzy nie są zainteresowani demokratyzacją i w ostatnich latach wręcz przykręcili śrubę represji".

Jak ocenia niemiecka gazeta, ponieważ z umowy usunięto wszelkie sporne zapisy dotyczące np. irańskiego programu rakiet dalekiego zasięgu czy dozbrajania przez Teheran milicji w krajach regionu, porozumienie nie robiło wrażenia trwałego. 

Państwa europejskie - Niemcy, Wielka Brytania i Francja - błędnie oceniły przy tym intencje Rosji, jednego z sygnatariuszy porozumienia. "Zawarcie umowy chwalono jako sztandarowy przykład udanej współpracy z Rosją, która mimo własnego zaangażowania w irański program atomowy rzekomo nie chciała, by Iran stał się potęgą nuklearną". "W ten sposób do dziś tworzy się wspólnotę interesów UE i Rosji, która nigdy nie istniała" - podkreśla "Die Welt".

Gazeta jako błąd wytyka też, że "zbrojna interwencja Rosji w Syrii oraz rosyjsko-irańska ofensywa (po stronie reżimu prezydenta Syrii Baszara el-Asada)(...), zaledwie kilka miesięcy po wejściu w życie umowy atomowej, nie sprawiła, że (europejscy sygnatariusze umowy) zweryfikowali to porozumienie". Nie stało się tak, choć było jasne, że Iran i sprzymierzona z nim Rosja traktują ten układ jako "przyzwolenie Zachodu na kontynuowanie (przez Teheran) +konwencjonalnej+ polityki agresji w regionie".

Ponadto zaślepieni "naiwnym samozadowoleniem" Europejczycy nie zauważyli, że porozumienie atomowe to rezultat przede wszystkim bezpośrednich negocjacji między Iranem i USA oraz że dla Teheranu "liczy się tylko słowo Waszyngtonu". Dla ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy umowa miała być największym osiągnięciem w polityce zagranicznej oraz dowodem na słuszność podejścia, że "nawet największe zagrożenia dla światowego pokoju da się załagodzić przed cierpliwą, wielostronną dyplomację".

"Die Welt" zarzuca europejskim sygnatariuszom, że porozumienia z Iranem nie powiązano z "jakąkolwiek strategiczną koncepcją na rzecz struktur bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie". "Europejczycy bezczynnie przyglądali się irańskiej ekspansji przede wszystkim w Iraku i Syrii, ale też w Jemenie" i nie nałożyli żadnych sankcji na Rosję i Iran, wspierające syryjski reżim.

Dziennik oskarża też "europejskich, ale przede wszystkim niemieckich polityków", w tym ówczesnych ministrów gospodarki i spraw zagranicznych Sigmara Gabriela i Franka-Waltera Steinmeiera, że po podpisaniu porozumienia z Iranem "nie mogli się doczekać, by wykorzystać nadarzającą się okazję do pogłębienia relacji gospodarczych" z Teheranem. "W USA tymczasem umocniło się gorzkie wrażenie, że udział państw europejskich w umowie miał przede wszystkim usunąć przeszkody w osiąganiu korzyści gospodarczych (...)".

Państwa europejskie nie przygotowały planu B na wypadek wyjścia USA z porozumienia, choć można było się spodziewać po deklaracjach Donalda Trumpa w kampanii przed wyborami prezydenckimi i po zaprzysiężeniu na urząd. Kraje UE nie mają też planu wobec Iranu ani pogrążonej w wielostronnym konflikcie zbrojnym Syrii - ocenia "Die Welt".

"Zamiast klecić wspólny front przeciw USA z autorytarnymi reżimami w Teheranie, Moskwie i Pekinie, (europejscy sygnatariusze porozumienia) powinni wraz z USA rozwijać wspólną, transatlantycką strategię wyzwolenia regionu i ograniczenia destrukcyjnych wpływów Teheranu", jednak w tym celu musiałyby wreszcie "przejąć większą odpowiedzialność polityczną, gospodarczą i militarną" - konkluduje "Die Welt".

>>> Czytaj też: Niemiecki ekspert: Europa Środkowo-Wschodnia jest dla Berlina ważniejsza niż Rosja