Rząd zdecydował się na zwiększenie limitu wwozu spoza UE paliwa w bakach samochodów, bo - jak wyliczył - firmy transportowe na zmianie z 200 do 600 litrów zaoszczędzą 475 mln zł. Obowiązujące od 1 grudnia 2008 r. przepisy nie zadowoliły przewoźników.

- Naszym celem było zniesienie limitów - argumentują w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD).

Transportowcy twierdzą, że po pierwszych dwóch miesiącach funkcjonowania zniesienia ograniczeń celnych widać wyraźnie, że nowelizacja prawa nie spełniła oczekiwań.

- Walczyliśmy o zniesienie ograniczeń. Ostatecznie ktoś wpadł na pomysł, że zwiększy limit. Jego istnienie, niezależnie czy to 200 czy 600 litrów, powoduje zatrzymanie ruchu na przejściach granicznych. Celnicy muszą zmierzyć zawartość zbiornika. Kilka litrów różnicy sprawia, że dochodzi do konfliktu. Tracimy czas i pieniądze. A tego chcieliśmy uniknąć - mówi Tadeusz Wilk, dyrektor departamentu transportu ZMPD.

Skąd spodziewane 475 mln zł oszczędności?

- Ktoś wyliczył, że tyle zarobimy, tankując na Białorusi tańsze paliwo. Wwiezienie dodatkowych 400 litrów bez akcyzy nie jest opłacalne. Tam na stacjach ceny zbliżone są do naszych - tłumaczą z ZMPD.

Zamiast zysków przewoźnicy wciąż ponoszą straty. Podobnie jak polscy operatorzy stacji benzynowych. Zmiana limitów wwozowych spowodowała bowiem, że liczba TIR-ów tankujących na przygranicznych stacjach w Polsce spadła nawet o 80 proc. Szacuje się, że z tego powodu bliskich bankructwa może być nawet 100 firm zajmujących się detaliczną sprzedażą oleju napędowego. Jak wyliczyła Polska Izba Paliw Płynnych, zmiana przepisów może kosztować budżet państwa nawet 2 mld zł z tytułu niezapłaconej akcyzy.