Dawne demoludy szybko stały się częścią rozszerzającego się nowego światowego porządku, dołączając do ekonomicznych, wojskowych i politycznych instytucji Zachodu. Trzy dekady później wizja świata z 1989 r. wydaje się odległą utopią. Globalny kryzys finansowy 2008 r. pokazał, że ekonomia neoliberalna nie doprowadziła do powstania stabilnej i sprawiedliwej światowej gospodarki, a nadmuchała potężną bańkę kredytową, której pęknięcie ujawniło ogromne nierówności społeczne.

Zasada niemieszania się państwa do gospodarki też okazała się farsą – rządy wydrukowały biliony dolarów, by ratować upadające systemy finansowe, oraz zmusiły do oszczędności społeczeństwa. Liczne państwa odwróciły się od liberalizmu politycznego, wybierając konserwatywne i autorytarne metody rozwiązywania problemów. Nawet niektórzy z najgłośniejszych zwolenników globalizacji, wolnego handlu i otwartych granic zaczęli promować politykę protekcjonizmu.

Jest znamienne, że obecnie Waszyngton i Londyn stoją na czele ruchu na rzecz protekcjonizmu gospodarczego. Brytyjska Partia Konserwatywna wpędziła kraj w pułapkę brexitu – opuszczenie Unii Europejskiej będzie miało katastrofalne skutki dla poziomu jakości życia obywateli Wysp. Rząd kieruje się pomysłami ludzi pokroju ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona, odwołujących się do dawno minionej epoki wielkiego imperium. Tymczasem w USA prezydent Donald Trump wprowadza zasadę „Najpierw Ameryka” i obiecuje chronić miejsca pracy Amerykanów, zapowiadając nową wojnę handlową z Chinami.

Trzydzieści lat temu mało kto mógł przewidzieć, że Państwo Środka stanie się głównym zwolennikiem globalizacji. Tymczasem to właśnie ten kraj jest teraz liderem światowej gospodarki. Chiny uruchomiły wielki program inwestycyjny o nazwie „Jeden pas, jedna droga” (BRI, z ang. The Belt and Road Initiative) mający na celu stworzenie infrastruktury, która pomoże rozwinąć handel w Eurazji. BRI obejmuje ok. 60 państw i przewiduje inwestycje do 8 bln dol.

Treść całej opinii można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP.

>>> Czytaj także: Niszczący paradoks współczesności: żyjemy zarówno w świecie nadmiaru, jak i niedoboru [OPINIA]