Katarzyna obiecywała sobie, że w sobotę pójdzie pod Sejm, ale zanim tam dotarła, opadła z sił. Aż ją samą to zdziwiło. Dzień jak co dzień, tyle że rano musiała Krzysia zaprowadzić do psychiatry. Nic pilnego, po prostu opinia. Konieczna, bo trzeba się okresowo stawić w Miejskim Zespole ds. Orzekania o Niepełnosprawności zgodnie w wymogami ustawowymi. Pokazać dzieciaka, przedstawić kwity i powiedzieć, że żaden cud się nie zdarzył. Jak miał autyzm orzeczony w wieku lat trzech, tak dalej go ma w wieku lat szesnastu. Dostaje się na tej podstawie orzeczenie o niepełnosprawności i 150 zł miesięcznie. Tak już po raz piąty, bo orzeczenie wydają raz na parę lat.

Tych wizyt w sprawie orzeczeń Katarzyna szczególnie nie znosi, bo za pierwszym razem, gdy tam poszli, Krzyś rzucił się na ziemię, nie chciał się podnieść, krzyczał, a następnie zamknął się w sobie i cofnął w rozwoju o dobrych kilka miesięcy.

Katarzyna nigdy do końca nie zrozumiała, co takiego wydarzyło się na tym korytarzu. Przypuszcza, że chodziło o wielogodzinne czekanie i ostre światło jarzeniowe. Dla większości ludzi neutralne, co najwyżej nieprzyjemne, ale dla jej syna – po prostu nie do zniesienia. To częste u osób z autyzmem. Ich układ nerwowy jest tak przeciążony, że niektóre reakcje wydają się niewspółmierne do bodźców. Toteż kiedy pomyślała sobie w tę sobotę, że za moment znowu będą musieli trafić na ten korytarz i swoje odstać, zrobiło się jej słabo.

Pod Sejm jednak ostatecznie dotarła. Obejrzała tę garstkę rodziców i niepełnosprawnych, posłuchała rzewnych śpiewów z obozowiska KOD-u, wkurzyła się i poszła. Bo to wszystko wydaje się jej żenujące. Ta nieobecność opozycji, ta gadanina Rafalskiej i wysiłek KOD-u, by ten protest upolitycznić. Tymczasem edukacja, rehabilitacja i cały system wsparcia osób niepełnosprawnych w Polsce leży, i to od lat. Właściwie w ogóle nie ma tu systemu. Z tej perspektywy Katarzynie jest wszystko jedno, kto akurat sprawuje władzę. Ten temat ma w sobie minimalny potencjał polityczny. Gdyby było inaczej, już by się to dawno zmieniło i nikt nie musiałby leżeć na parlamentarnym korytarzu.

Owszem, gdy na początku usłyszała o proteście, bardzo chciała pójść do tych kobiet. Rozbiła się, tak jak wielu chętnych, o system sejmowych przepustek. Dziś rozbiłaby się o kordon policji, ale teraz jej chęci mocno zmalały. Nie żeby nie rozumiała desperacji protestujących. Ma po prostu coraz więcej wątpliwości odnośnie do ich postulatów. I nie chodzi już tylko o 500 zł dodatku, choć trudno zrozumieć, dlaczego akurat tyle (łatwo się domyślić, w jaki sposób ta kwota stała się ostatnimi czasy podstawową miarą potrzeb społecznych), ale o prawie całkowitą nieobecność postulatów systemowych. Zupełnie jakby wszyscy niepełnosprawni to byli ci na wózkach, a efektywne wsparcie dawało się opędzić jakąś sztywną, równą stawką. Potrzeby niepełnosprawnych są tak różne i tak szerokie, że ten pomysł jest nie tylko absurdalny. Jest zwyczajnie śmieszny.

Treść całego artykułu można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP.

>>> Czytaj także: Ile kosztuje życie niepełnosprawnej osoby? [WYWIAD]