Niedopasowanie popytu i podaży siły roboczej to jedna z największych bolączek stojących przed kolejnym rządem Szwecji. A poprzednie precedensy nie wróżą dobrze. W latach 2007-2017 liczba pracowników wzrosła o 488 tys., przy czym mniej niż jedna trzecia z nich trafiła do sektora publicznego.

Scenariusz, że samorządy zdołają zatrudnić całą nową siłę roboczą w liczbie 208 tys. pracowników "nie jest wiarygodnym scenariuszem", uważa Annika Wallenskog, główna ekonomistka Szwedzkiego Stowarzyszenia Władz Lokalnych i Regionów. Rzeczywiste ryzyko polega na tym, że sektor publiczny i prywatny konkurują o tych samych pracowników, powiedziała.

Dlatego rząd będzie musiał znaleźć inne rozwiązanie, jak nadrobić przyszłe niedobory na rynku pracy. Jednym z rozwiązań mogłaby być imigracja. Jednak obecnie imigranci to temat szczególnie delikatny, po tym jak Szwecja przywróciła kontrole graniczne w następstwie kryzysu uchodźczego w 2015 roku. 

Wallenskog uważa, że Szwecja musi przyspieszyć tempo automatyzacji, zwiększyć zatrudnienie i zreformować swoje państwo opiekuńcze. W przeciwnym razie "nie będziemy mieć wystarczającej liczby ludzi, aby nadal pracować, jak obecnie" - powiedziała.

Przed szwedzkim państwem opiekuńczym stoją też inne przeszkody, np. finansowe. Jak dotąd na pomoc szwedzkiemu rządowi przyszła szybko rozwijająca się gospodarka. Dzięki doskonałej koniunkturze minister finansów Magdalenie Andersson uzyskała nadwyżkę budżetową i obniżyła dług publiczny do poziomu najniższego od 1977 r. 

A koszty państwa socjalnego są wysokie. Dotychczas Andersson obiecała władzom lokalnym, które prowadzą ośrodki opieki społecznej, takie jak szkoły, szpitale i domy opieki dla osób starszych, 5 mld koron rocznie (580 mln dolarów). W przyszłości wydatki na socjal będą jeszcze większe.

Kim są salafici?

więcej
Wideo

Przewiduje się, że populacja Szwecji wzrośnie o 10 proc. w ciągu następnej dekady, osiągając około 11 milionów obywateli, głównie z powodu niedawnego wzrostu imigracji (Szwedzi przyjęli więcej osób ubiegających się o azyl, niż większość europejskich partnerów podczas kryzysu uchodźczego w 2015 r.). Starzenie się społeczeństwa i rosnąca potrzeba integracji cudzoziemców wywierają dodatkową presję na państwo opiekuńcze, powszechnie uważane za jedno z najbardziej hojnych na świecie.

Dlatego, aby zaspokoić potrzeby państwa opiekuńczego, przy jednoczesnym utrzymaniu nadwyżki docelowej, która reguluje szwedzkie budżety, trzeba będzie podnieść podatki. Taki pogląd wyraziła Annika Wallenskog przemawiając w zeszłym tygodniu na konferencji w Göteborgu, zorganizowanej przez umiarkowaną partię opozycji. Wallenskog oszacowała, że rząd centralny będzie musiał zwiększyć podatki o 0,3 proc. produktu krajowego brutto w 2020 r. i 0,4 proc. w 2021 r.  Jeżeli nie zrobi tego, będą to musiały zrobić gminy i regiony.

W przeciwnym razie, wobec braku hojniejszych transferów od rządu centralnego, "ryzyko, że gminy i regiony podniosą podatki, jest dość duże, co będzie miało negatywne konsekwencje" - powiedziała Wallenskog.

>>> Czytaj też: Szybki wzrost i ponure perspektywy. Na co cierpi szwedzka gospodarka?