To odpowiedź rządu na problem braku na wyspie medycznych usług z zakresu położnictwa. Archipelag wysp Fernando de Noronha ma co prawda szpital, ale nie jest on wyposażony w infrastrukturę służącą do odbioru porodów oraz opieki prenatalnej. Rodzące kobiety z wysp są więc zmuszone podróżować do miasta Natal, który jest położone w kontynentalnej części Brazylii (365 kilometrów od wysp).

Nie jest to co prawda prawnie egzekwowany zakaz, jednak lokalne organy odpowiedzialne za służbę zdrowia mają za zadanie transport wszystkich kobiet do odpowiednich szpitali.

Przypadek Fernando de Noronha nie jest globalnym ewenementem. Kobiety z wielu części świata muszą podróżować na duże odległości w celu uzyskania położniczej lub ginekologicznej opieki. Duże odległości od położniczych placówek są największym problemem w przypadku Afryki Subsaharyjskiej oraz Haiti. Kobiety w ciąży z krajów tego regionu muszą przemierzać pieszo godzinami drogę do najbliższego szpitala, a nawet jeśli są transportowane, to transport ten odbywa się w bardzo złych warunkach.

Zakaz był skuteczny przez 12 lat – w tym czasie na wyspach nie urodziło się nawet jedno dziecko. Jednak w maju tego roku doszło do jego złamania… przez przypadek. Matką okazała się 22-latka, która jak twierdzi, nie wiedziała, że jest w ciąży (otrzymała negatywny wynik testu ciążowego oraz nie doświadczyła ciążowych objawów).

Kobiety z wysp skarżą się na zakaz. Zmusza on je do przebywania przez wiele miesięcy poza domem (kobiety są transportowane w 7. miesiącu ciąży). Zakaz ma głównie ekonomiczne uzasadnienie, bowiem utrzymywanie placówek na Fernando de Noronha jest zbyt drogie.

>>> Polecamy: Epidemia niebezpiecznych suplementów. Zbadanych jest tylko 0,5 proc. produktów na rynku