Granica francusko-włoska w Alpach. Na granicy miejscowości Montgenevre i Briançon od kilku miesięcy funkcjonuje nielegalny szlak przerzutu migrantów. Próbują przedostać się tędy z terytorium Włoch do Francji. Codziennie, niezależnie od pogody i pory roku. Migranci przekraczają alpejską granicę w małych grupach po kilka, kilkanaście osób. Niektórzy pierwszy raz w życiu widzą tak wysokie góry i śnieg. Tu idą już bez przewodników, bez odpowiedniego ubrania i sprzętu, bez dokumentów. Czasem nawet bez butów. Większość, o ile pozwala im na to wygląd, mówi, że nie skończyła jeszcze 18. roku życia – wtedy państwo francuskie ma obowiązek zaopiekować się nimi. Umieścić w ośrodkach dla uchodźców, zagwarantować wyżywienie i dopuścić do procedury starania się o azyl. Przeważająca część z nich mówi po francusku. Język jest często jedynym aktywem, jaki wynieśli z rodzinnego kraju. Dominują ludzie z Mali, Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany.

Od kilku miesięcy 12-tysięczne Briançon stało się również miejscem starć organizacji: skrajnie prawicowej Génération Identitaire („Identyczni”) oraz kilku lewicowych formacji, pomagających migrantom i zaangażowanych w stowarzyszeniach Tous Migrants czy Refuge Solidaire. Wojna podjazdowa jednych i drugich trwa od kilku tygodni. Uczestnicy nie przebierają w środkach. Często dochodzi do przepychanek. Padają wyzwiska, wzajemne oskarżenia. Lewicowi aktywiści w kominiarkach obrzucają kamieniami patrole „Identycznych”. Ci rewanżują się, denuncjując na policji tych, którzy pomagają migrantom. Pomoc taka według francuskiego prawa jest łamaniem prawa, o ile migrant nie posiada statusu azylanta lub uchodźcy. Grozi za to kara więzienia. Końca konfliktu nie widać, tak jak i łańcucha przechodzących przez Alpy migrantów.

Sztuczna granica na przełęczy Echelle

Na wysokości 1700 m n.p.m. Génération Identitaire zbudowało granicę między Francją a Włochami. Symboliczne zaprzeczenie idei Unii Europejskiej bez granic. Przełęcz l’Echelle znajduje się na trasie migrantów przebywających z włoskiej wioski Bardonnéche. Prowizoryczna konstrukcja wzniesiona przez „Identycznych” z drewna, plastiku i metalu ma przeszkodzić migrantom w przejściu na terytorium Francji. Ma też wywołać szum medialny. Budzi jednak oburzenie i strach większości mieszkańców Briançon, z którymi rozmawiam. Są jednak i zwolennicy konstrukcji, narzekający na indolencję władz i włóczących się po mieście obcych.

Młodzi prawicowi aktywiści z Génération Identitaire przyjechali tu z dużych miast: Tuluzy, Marsylii, Nicei, Paryża. Ale nie tylko. Organizują patrole na granicy z Włochami i wysoko w górach. Planują zostać tu „tak długo, jak będzie trzeba”. – To takie nasze małe poświęcenie. Coś na kształt ofiary Polaków w obronie swojej ojczyzny – tłumaczy 29-letni Romain, były wojskowy, a obecnie trener w organizacji. Nazwa organizacji ma z jednej strony nawiązywać do wspólnej tożsamości (identitaire) europejskiej, z drugiej – pokazywać młodość i siłę jej członków, nowego pokolenia (génération).

Z Génération Identitaire spotykam się w okolicy dworca w centrum Briançon. W kwietniu migranci urządzili tu nielegalną noclegownię. Od trzech miesięcy strajkują również francuscy kolejarze (z zupełnie innych przyczyn). Dworzec jest więc przez większość czasu zamknięty na cztery spusty i patrolowany przez ochroniarzy, którzy legitymują każdego, kto kręci się w okolicy. Do Briançon można dojechać tylko samochodem lub dolecieć śmigłowcem. Génération Identitaire dysponują i jednym, i drugim.

Wysportowane chłopaki w jednakowych niebieskich kurtach z emblematami swojej organizacji patrolują okolicę jeepem z wiele mówiącym napisem „Défend L’Europe” (Broni Europę). Namierzają pojawiających się na szlaku migrantów i natychmiast przekazują żandarmom informacje o ich obecności w okolicy granicy. Działają zgodnie z literą prawa. Wyjątkiem jest samowolne skonstruowanie granicy wysoko w górach.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

>>> Czytaj też: Orban: Nasz rząd powstrzyma demograficzny spadek w kraju