Przypadek z drugiej połowy stycznia pokazuje, w jakiej pułapce znalazł się rząd.

- Podchodzimy do przystąpienia do ERM2 i strefy euro w sposób pragmatyczny. Naszym celem jest ciągle przyjęcie wspólnej europejskiej waluty w 2012 roku, niemniej jednak jesteśmy świadomi tego, że wprowadzenie złotego do korytarza będzie zależało od tego, co się dzieje na rynkach światowych - powiedział wówczas minister finansów Jacek Rostowski w Sejmie.

- Jest możliwe, że zdecydujemy się przystąpić do ERM2 nie w pierwszej połowie roku, tylko w drugiej. Wtedy byłoby przesunięcie. Ale absolutnie naszą intencją jest przyjęcie euro w 2012 roku - powiedział minister finansów.

I choć sam minister komentował później, że jego zdaniem jego słowa nie mogły być sygnałem do sprzedaży złotego, to rynek zinterpretował to inaczej.

- W ERM2 w I półroczu tego roku niewielu wierzy, więc zapewne jest to już w cenach. Jednak jedna wypowiedź na ten temat przedstawiciela rządu wystarczyła, żeby wzmocnić trend spadkowy - mówi Mikołaj Kusiakowski, analityk TMS Brokers.

Dilerzy walutowi podkreślają, że na dodatek teraz stosunkowo łatwo wpływać na kurs, bo rynek jest płytki.

- Spadek po wypowiedziach ministra Rostowskiego to był przede wszystkim efekt psychologiczny - mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista banku Millennium.

Prawdopodobnie nie byłoby całego zamieszania, gdyby premier Donald Tusk we wrześniu ubiegłego roku podczas forum ekonomicznego w Krynicy nie zadeklarował twardo, że Polska chce przyjąć euro w perspektywie dwóch, trzech lat.

Szef rządu nie mógł chyba wybrać gorszego momentu - kilka tygodni później było już jasne, że świat wchodzi w jeden z najgłębszych w historii kryzysów finansowych. Perspektywa przyjęcia przez Polskę euro tylko przez pierwszych kilka dni wzmacniała krajową walutę.

- Padła silna deklaracja, więc złoty się umocnił. Jednak w kolejnych tygodniach nastąpiła ucieczka inwestorów z rynków wschodzących i złoty nie tracił na tej fali mniej niż inne waluty regionu - mówi Kusiakowski.

Jego zdaniem nie ma mowy o tym, żeby sama perspektywa przyjęcia euro była czymś w rodzaju kotwicy dla złotego. - Wrześniowa wypowiedź premiera może mieć więc negatywne skutki, bo jak się nie uda dotrzymać obietnicy, to rynek przyjmie to źle - mówi Kusiakowski.

- Takie są konsekwencje nie do końca przemyślanych deklaracji - dodaje Grzegorz Maliszewski.

Analitycy uważają, że kolejne sygnały z rządu o ewentualnych opóźnieniach we wprowadzaniu euro mogą być powodem zawirowań na rynku - ale tylko krótkoterminowych.

- To jest możliwe, bo rynek jest bardzo chwiejny i bardziej podatny na negatywne informacje niż na pozytywne. I dlatego złoty traci w reakcji na coś, co wydaje się oczywiste - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

Według Kusiakowskiego to tym bardziej prawdopodobne, bo złoty będzie jeszcze przez jakiś czas pod presją.

- Nasza waluta jest obecnie klasyfikowana w grupie aktywów ryzykownych. Być może będą zdarzały się korekty, w trakcie których jej kurs będzie rósł, ale na rynku panuje na razie negatywny sentyment - mówi analityk TMS Brokers.

Maciej Reluga jest jednak zdania, że w perspektywie kilkumiesięcznej przesunięcie daty wejścia do ERM2, a nawet opóźnienie przyjęcia euro nie powinno mieć znaczenia dla kursu złotego.