Jak podała AFP, pierwszy komentarz amerykańskiego prezydenta był krótki: to "dobra nowina". Barack Obama podkreślił jednak, że pozostało wiele pracy przed ostatecznym przyjęciem planu.

Politycy muszą uzgodnić

Prezydent Barack Obama chce, by zdominowany przez Demokratów Kongres sfinalizował prace nad planem ratunkowym do końca bieżącego tygodnia, ale Senat i Izba Reprezentantów muszą najpierw usunąć różnice między uchwalonymi przez nie oddzielnymi ustawami, zanim ustawa o planie dla gospodarki zostanie podpisana przez prezydenta.

Izba Reprezentantów uchwaliła plan pomocy o wartości 819 mld dolarów w styczniu. Plan uchwalony przez Senat jest o 19 mld dolarów większy.

Na przyjęty przez Senat plan składają się cięcia podatkowe w wysokości 293 mld dolarów i ponad pół biliona dolarów na rządowe wydatki, które mają zapobiec pogrążeniu się amerykańskiej gospodarki w głębokiej recesji. Plan senacki zawiera więcej cięć podatkowych, a także wart 11 mld dolarów plan pomocy dla kupujących nowe samochody.  Ale za to o 20 mld dolarów mniej na budowę szkół, 4 mld dolarów mniej na bony żywnościowe. Senacka wersja planu zawiera też obostrzenia w wypłacaniu premii dla szefów firm korzystających z pomocy publicznej.

Rząd jako ostateczny ratunek

Obama mówił wczoraj w programie telewizyjnym, że gospodarka amerykańska nie może się odwoływać jedynie do rządowej pomocy, by tworzyć miejsca pracy. "Jednak w tym szczególnym momencie, z sektorem prywatnym tak osłabionym przez recesję, rząd federalny jest jedynym podmiotem dysponującym zasobami, które pozwolą przywrócić naszą gospodarkę do życia" - dodał.

Amerykański prezydent zaapelował do polityków, by podczas prac nad pakietem dla gospodarki nie kierowali się interesami partii politycznych. "Kiedy pali się miasto nie sprawdzasz przynależności partyjnej. Wszyscy muszą złapać za sikawki" - powiedział Obama podczas wtorkowej wizyty w Fort Myers na Florydzie, gdzie bezrobocie potroiło się w ciągu ostatnich dwóch lat, z 3 proc. w 2006 do 10 proc. w grudniu 2008. Fort Myers to miejsce szczególnie dotknięte przez kryzys hipoteczny w USA. Zaś na Florydzie znikło 255 tys. miejsc pracy, a czego 88 tys. z branży budowlanej.

Obama przy tym mówi szczerze: "nie mogę was zapewnić ze stuprocentową pewnością, że wszystko w tym planie zadziała tak, jak chcielibyśmy". Ale dodaje: "nie podejmowanie żadnych decyzji nie jest jedną z opcji".

Biały Dom poinformował we wtorek, że prezydent Obama wygłosi przemówienie przed połączonymi Izbą Reprezentantów i Senatem 24 lutego.

A równolegle pomoc dla banków

Głosowanie nad pakietem dla amerykańskiej gospodarki to nie jedyne wydarzenie polityczno-gospodarcze we wtorek. Sekretarz skarbu Timothy Geithner mówił również we wtorek o planie pomocy dla banków. Jak relacjonuje agencja Bloomberga, Geithner powiedział, że pomoc, która w ostatecznym rozrachunku ma doprowadzić do ograniczenia wpływu toksycznych aktywów na system finansowy oraz pomóc w powrocie do kredytowania może sięgnąć 2 bilionów dolarów. Departament Skarbu chce utworzyć publiczno-prywatny fundusz, początkowo o wartości 500 mld dolarów, z perspektywą powiększenia do 1 biliona dolarów. Ten fundusz miałby dostarczać finansowanie dla prywatnych inwestorów na zakup papierów wartościowych - wyjaśniał Geithner w Waszyngtonie. Jak komentują francuskie Les Echos, plan Geithnera przewiduje więc stworzenie "bad banku", czyli banku "agregującego" złe aktywa, przy czym udział w nim mają mieć prywatne kapitały.

Częścią planu jest pomoc kredytobiorcom, którzy mają kłopoty ze spłacaniem kredytów hipotecznych. Jak mówił amerykański prezydent, chodzi o taki plan, w którym banki uznają, że w ich interesie jest unikanie eksmisji. Geithner z kolei powiedział, że obecnie kredyt skurczył się do "wąskiego strumyka". W planie proponowanym przez sekretarza skarbu 50 mld dolarów ma być przeznaczone dla kredytobiorców zagrożonych eksmisją. Szczegóły pomocy dla rynku kredytu hipotecznego mają być przedstawione w ciągu najbliższych tygodni.

Geithner zapewnił, że amerykański rząd zrobi wszystko, by pomóc w zażegnaniu kryzysu finansowego.

Rynki sceptyczne

Ale giełdy nie powitały rządowych  planów wzrostami. Po przemówieniu Geithnera w Waszyngtonie, indeks Standard&Poor's 500 spadł o 4 proc. To największy spadek S&P 500 od objęciu urzędu przez prezydenta Obamę. Dow Jones Industrial Average stracił 3,7 proc. Za to wzrosły ceny obligacji i spadła ich rentowność. Wzrósł kurs dolara, o 0,6 proc. wobec euro. Złoto zdrożało o 2,1 proc.

"Wszyscy są rozczarowani brakiem szczegółów. Przyszli i powiedzieli - chcemy, żebyście uwierzyli, że wciąż nad tym pracujemy. Ale to wiedzieliśmy już wczoraj" - powiedziała cytowana przez Bloomberga Diane Garnick z nowojorskiego Invesco.

Komentarz Geithnera był wyrozumiały: "rynek wie, że to bardzo poważny i skomplikowany kryzys finansowy". Jednak jego zdaniem, jeśli rząd podejmie właściwe działania, "gospodarka powróci na właściwe tory i położymy podwaliny pod lepsze wyniki w przyszłości". Sekretarz skarbu przyznał, że niektórzy Amerykanie mogą być "źli" na brak przejrzystości we wcześniejszym zasilaniu kapitałowym banków i na premie dla managementu instytucji finansowych. Przypomniał, że rząd zastrzega sobie prawo zwalniania tych, którzy działają nieodpowiedzialnie przy korzystaniu z pieniędzy podatnika. "Amerykanie stracili wiarę w szefów naszych instytucji finansowych" - podkreślił.