Pompeo spotka się w Nowym Jorku z uchodzącym za prawą rękę północnokoreańskiego przywódcy wiceprzewodniczącym rządzącej reżimem Partii Pracy Korei Kim Jong Czolem.

Oświadczenie Departamentu Stanu było oficjalnym potwierdzeniem kilkudniowych spekulacji mediów, że planowane spotkanie Trumpa z koreańskim dyktatorem, niespodziewanie odwołane przez amerykańskiego prezydenta w ubiegłym tygodniu, zostało "reanimowane" podczas poufnych rozmów dyplomatów ze Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej.

Media zwracają uwagę, że w oświadczeniu Nauert nie pojawiła się data 12 czerwca, czyli pierwotny termin planowanego spotkania prezydenta Trumpa z Kimem, co sugeruje, że obecnie szczyt w Singapurze planowany jest w innym terminie.

Trump odwołał szczyt w ubiegłym tygodniu, motywując to wrogą postawą Korei Północnej. Wkrótce zmienił jednak zmienił zdanie i ogłosił, że trwają rozmowy w sprawie szczegółów technicznych szczytu.

Jeśli do niego dojdzie, będzie to pierwsze w historii spotkanie przywódców USA i Korei Północnej.

Komentatorzy zwracają uwagę, że w ostatnich dniach zarówno Pjonjang, jak i Waszyngton złagodziły ton wypowiedzi i oficjalnych oświadczeń.

Zapowiedziane rozmowy Pompeo z Kim Jong Czolem będą trzecim jego spotkaniem od objęcia stanowiska szefa amerykańskiej dyplomacji z powiernikiem Kim Dzong Una i szefem agencji szpiegowskiej Pjongjangu.

Generał Kim Jon Czol był także wysokiej rangi doradcą dziadka i ojca Kim Dzong Una - dwóch poprzednich przywódców reżimu.

Wcześniej Pompeo spotkał się potajemnie z Kim Jong Czolem w Pjongjangu, kiedy był dyrektorem CIA.

Komentatorzy przewidują, że do spotkania Pompeo z Kim Jong Czolem - powszechnie uważanym za osobę nr 2 w strukturze władzy w Pjongjangu - dojdzie późno w nocy w środę czasu miejscowego bądź w czwartek.

Kim Jong Czol przyleci do Nowego Jorku z Pekinu, gdzie przebywał na konsultacjach. Będzie najwyższym rangą urzędnikiem Pjongjangu, jaki odwiedzi USA od 2000 roku.

Zdaniem amerykańskich komentatorów i ekspertów azjatyckich, podstawowym problemem w rozmowach Pompeo z wysłannikiem Kim Dzong Una jest tempo denuklearyzacji Korei Północnej.

Stany Zjednoczone domagają się, aby reżim w Pjongjangu w zamian za zniesienie sankcji ekonomicznych i amerykańską pomoc gospodarczą zobowiązał się do "jak najszybszego, całkowitego, sprawdzalnego i nieodwracalnego" rozbrojenia nuklearnego. Tymczasem władze Korei Północnej dały do zrozumienia, że chcą wolniejszej, stopniowej denuklearyzacji.

"Różnice stanowisk pomiędzy Koreą Północną a Stanami Zjednoczonymi nadal są poważne. Nie będzie łatwo pokonać te podziały i znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia, ale moim zdaniem nie jest to niemożliwe" - powiedział minister Korei Południowej ds. zjednoczenia Czho Miung Kiun, cytowany przez "Wall Street Journal".

Według tego dziennika negocjacje w sprawie szczytu Trump - Kim Dzong Un prowadzone są równolegle w przynajmniej dwóch innych miejscach.

Były ambasador Stanów Zjednoczonych w Seulu Sung Kim kieruje delegacją, która we wsi Panmundżom na linii demarkacyjnej pomiędzy dwoma państwami koreańskimi negocjuje z delegacją Pjongjangu porozumienie w sprawie demilitaryzacji Korei Północnej. Natomiast zastępca szefa kancelarii Trumpa Joe Hagin omawia w Singapurze z przedstawicielami Korei Północnej szczegóły bezpieczeństwa i logistyki planowanego szczytu.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski (PAP)

tzach/ fit/ mc/