Ten tekst pochodzi ze specjalnego wydania DGP w całości przygotowanego przez dzieci. Więcej przeczytasz tutaj TUTAJ.

Czy za 100 lat będzie potrzebne ministerstwo przedsiębiorczości i technologii?

Trudno przewidzieć. Ludzie zawsze zastanawiali się, jak mógłby wyglądać świat przyszłości. Jednak o tym, jak trudno to przewidzieć, przekonują np. XIX-wieczne grafiki, na których próbowano w dowcipny sposób pokazać, co będzie za 100 lat. Co ciekawe, kilka rzeczy okazało się całkiem trafionych. Na przykład opera, w której nie ma śpiewaków, tylko maszyny. Co prawda nadal w operze występują ludzie, ale mamy coraz lepsze nośniki dźwięku. Na kolejnym obrazku fryzjera i golibrodę zastępują maszyny – to też można powiedzieć, że się sprawdziło. W przemyśle 4.0 powstaje coraz więcej maszyn, które wykonują tego rodzaju proste usługi za nas. Albo pomysł, że listonosz dostarcza listy za pomocą pojazdu latającego. I choć może nie zupełnie tak to wygląda, to człowiek coraz częściej unosi się nad ziemią. Są pomysły, żeby drony dostarczały krew do szpitali, a Amazon dostarcza już paczki za pomocą bezzałogowców. To pokazuje, że dawne wyobrażenia o przyszłości w niektórych miejscach spotykają się z obecną rzeczywistością. Choć inne wyobrażenie – że przekazywanie wiedzy będzie następowało przez pompowanie jej prosto z książek do mózgu, w sposób przyjemny i niewymagający wysiłku – się nie sprawdziło.

Ale wracając do pytania, to myślę, że władza będzie potrzebna na pewno. Od czasów starożytnych taki sposób porządkowania życia społecznego był nam potrzebny. Więc może nie będzie czegoś takiego jak ministerstwo przedsiębiorczości, ale jakaś władza regulująca działalność gospodarczą zapewne będzie istniała.

Czy Polska za 100 lat może zawojować kosmos?

Myślę, że Polska może to zrobić za 20 lat. Tylko może trochę w inny sposób, niż to sobie wyobrażacie. Lubię sięgać do książek Lema, który mówił, że człowiek nie chce podbić kosmosu, tylko poszerzyć granice Ziemi.

I w tym sensie polska noga w komosie jest już postawiona. Syn autora znanych komiksów o „Tytusie, Romku i Atomku” jest pracownikiem NASA i odpowiadał za kilka misji – to tylko jeden z przykładów. A takich Polaków, którzy w różnych miejscach na świecie starają się wspierać przemysł kosmiczny i sięgać do gwiazd, jest o wiele więcej. My zaś staramy się korzystać z ich wiedzy, planując polską politykę w tym obszarze.

Kolejnym przykładem naszego sukcesu kosmicznego jest to, że nasz hardware, czyli kret marsjański (upraszczając chodzi o złożone wiertło, które pozwala misji lecącej na Marsa przyczepić się do planety i prowadzić tam badania) poleciał na początku maja na misję InSight z Kalifornii. Trzymamy kciuki za szczęśliwy powrót. I mamy nadzieję, że jesienią cały świat się dowie, że polski produkt jest skuteczny w podboju kosmosu.

Kiedy przygotowywałam strategię polityki kosmicznej dla pana premiera Mateusza Morawieckiego, spotykało to się czasem z uśmiechami niedowierzania. Tymczasem ja mocno wierzę, że już za 20 lat będziemy poważnym kosmicznym graczem.

Kiedy już będziemy w kosmosie, co tam zrobimy?

Osobiście nie chciałabym lecieć na Marsa ani budować miasta na Księżycu, bo nie wiem, czy wiecie, że Europejska Agencja Kosmiczna chciałaby zbudować wioskę na Księżycu. Jest nas na Ziemi coraz więcej, planeta się przeludnia, stąd ta propozycja. Ja raczej jednak wierzę w to, że kosmos daje nam większe możliwości rozwoju tego, co mamy na Ziemi. Ekran dotykowy to efekt jednej z misji NASA; GPS również powstał przy okazji planowania misji kosmicznej. Satelity to także efekt działań kosmicznych. A to właśnie dzięki nim możemy np. wyciągać pieniądze z bankomatu; dzięki danym z kosmosu możemy sprawdzać, co się dzieje z powietrzem, na ile jest zanieczyszczone i gdzie są ogniska zapalne tego problemu. Zgadzam się ze Stanisławem Lemem, że dane, które będziemy pozyskiwać z kosmosu, przyspieszą znacząco polską gospodarkę.

Jaką Polskę nam budujecie? Dzieci pytają ministrów

Mówiła pani o zanieczyszczonym powietrzu. Czy według pani technologia będzie wpływała pozytywnie na środowisko, czy wręcz odwrotnie?

Plusem jest to, że dzisiaj jesteśmy świadomi, że nasza aktywność bardzo mocno wpływa na środowisko. Obecnie technologie służą temu, żeby przeciwdziałać tej naszej szkodliwej działalności. I takie też są starania – żeby nowe technologie nie szkodziły środowisku. Jeszcze do niedawna taki sposób myślenia prezentowała przede wszystkim Europa. Dzisiaj także Chiny – jedno z najbardziej zatruwających i eksploatujących przyrodę państw na świecie – zdecydowały o wydatkach na ochronę środowiska wyższych niż w całej UE. To jest znak, że coś się zmienia. I że zdaliśmy sobie sprawę, że technologie mają służyć człowiekowi również w wymiarze poprawy środowiska. Chcemy, żeby to, co nam ułatwia życie, pozwoliło też zostawić Ziemię co najmniej w takim stanie, w jakim ją zastaliśmy.

Niby tak jest, ale patrząc na to, co się dzieje w kwestii smogu, można odnieść inne wrażenie. Jak z nim walczyć teraz, żeby w przyszłości było czym oddychać?

Polska jest w tym roku w rankingu, w którym nie chcielibyśmy się znaleźć – 33 polskie miasta znalazły się wśród 55 najbardziej zanieczyszczonych aglomeracji w Europie. To lista przygotowywana przez Światową Organizację Zdrowia. Wiemy, że w Polsce podstawowym źródłem fatalnej jakości powietrza jest niska emisja, czyli efekt tego, jak ogrzewamy nasze domy. W Polsce bardzo wiele rodzin mieszka w domkach jednorodzinnych. I bynajmniej nie jest to – jak w innych krajach Europy – wyznacznikiem wysokiego statusu ekonomicznego i społecznego. ⒸⓅ

Całość wywiadu na Dziennik.pl