Komisja zebrała się we wtorek na wniosek posłów Nowoczesnej i PO. Tematem obrad było "omówienie sytuacji firmy GetBack SA oraz ponad 9 tys. inwestorów, którzy nabyli obligacje tej spółki oraz nadzoru nad działalnością emitenta realizowanego przez KNF i MF".

We wstępnym wystąpieniu Paulina Hennig-Kloska (Nowoczesna) scharakteryzowała wszystkie problemy, związane z sytuacją spółki GetBack SA i przekonywała, że współodpowiedzialność za obecną sytuację tej spółki ponosi Komisja Nadzoru Finansowego. Bo to komisja zatwierdzała np. w 2017 roku prospekt emisyjny spółki i dopuściła ją na GPW.

Dzięki temu, dodała, mogła sprzedawać prywatne obligacje. Wskazywała na ok. 1 mld zł straty GetBack oraz "ujemne przychody" spółki. Według wiceszefowej komisji finansów publicznych działalność GetBack przez ostatni rok można nazwać "obchodzeniem obowiązków informacyjnych".

Zwracała też uwagę, że działalność GetBack zbiegła się z pracami nad nowelizacją Kodeksu cywilnego, skracającą okres przedawnienia dochodzenia wierzytelności. Wskazywała, że nadzwyczajna aktywność spółki w oferowaniu obligacji mogła się z tym wiązać i obligatariusze mogli zostać wykorzystani do pozbycia się niewygodnych aktywów, które mogły tracić na wartości wobec skrócenia okresu przedawnienia.

Pytała też o listy, w których - według mediów - były prezes GetBack Konrad Kąkolewski miał "szantażować" premiera Mateusza Morawieckiego, że ewentualny upadek GetBack może politycznie uderzyć w jego rząd.

Także Izabela Leszczyna (PO) zwracała uwagę, że KNF zdecydowała o "bardzo szybkim zatwierdzeniu prospektu emisyjnego", choć głównym inwestorem GetBack był fundusz Abris, który od jakiegoś czasu jest w sporze prawnym z państwem polskim, właśnie w efekcie działań KNF sprzed kilu lat (chodzi o decyzję KNF z 2015 roku, zmuszającą Abris Capital do pozbycia się akcji FM Banku; fundusz złożył skargę w Trybunale Arbitrażowym w Sztokholmie, który jesienią ub. roku nakazał Skarbowi Państwa wypłacić odszkodowanie 760 mln zł).

"Skąd takie lekkie podejście KNF do tak ważnej emisji prospektu emisyjnego?" - pytała Leszczyna, dodając, że w ten sposób 9 tysięcy inwestorów GetBack zostało narażona na poważne straty. Pytała też, na czym polegała działalność KNF, skoro komisja nie zauważyła, że obligacje GetBack były w wątpliwy sposób sprzedawane przez banki. Podobnie komisja, według Leszczyny, nie zauważyła, że GetBack kupił "spółkę wydmuszkę" EGB Investments, a także "potrzebowała pół roku, żeby stwierdzić, że GetBack wyprowadzała pieniądze".

Obecny na posiedzeniu wiceprzewodniczący KNF Marcin Pachucki odpowiadał, że zadaniem KNF jest dbanie o transparentność rynku finansowego, by inwestorzy otrzymywali wszystkie niezbędne informacje od spółek nadzorowanych.

Przekonywał zarazem, że zatwierdzenie prospektu obligacji, jak i prospektu akcji GetBack w 2017 roku nie odbywało się wcale szybko, ale, jak dodał, nie było podstaw do odmowy ich zatwierdzania, bo GetBack zrobiła wtedy wszystko zgodnie z prawem, przekazywała wszystkie informacje do publicznej wiadomości i stosowała się do wskazówek. Zaznaczył że spółka uwzględniła m.in. ponad sto uwag do każdego prospektu, jakie KNF zgłaszała.

"Biegły stwierdził, że sprawozdania przedstawiają rzetelnie i jasno wszystkie informacje, istotne do oceny sytuacji majątkowej i finansowej emitenta" - mówił. "Jeżeli spółka przekazała wszystkie informacje do publicznej wiadomości, zastosowała się do wszystkich uwag, które na drodze procedowania prospektów zgłoszone zostały przez KNF, to gdyby komisja odmówiła (zatwierdzenia), naruszyłaby przepisy" - przekonywał wiceszef KNF.

Dodał, że odmowa mogłaby mieć miejsce, gdyby prospekt emisyjny nie był zgodny z prawem.

Tymczasem, dodał, wszystko zostało przeprowadzane przez GetBack zgodnie z przepisami prawa. Wiceszef KNF zwracał uwagę, że agencje ratingowe wydawały o GetBack SA opinie wskazujące, że spółka ta jest zdolna do obsługi zobowiązań. Zmieniło się to dopiero w kwietniu br.

Podkreślał, że taki był model biznesowy spółki, że zadłużenie narastało, a przepływy pieniężne były ujemne. Dodał, że wynikało to ze sprawozdań finansowych, ale taka jest m.in. specyfika branży windykacyjnej.

"Spółka kupowała wierzytelności, wydawała środki na nabycie wierzytelności, finansując się na rynku poprzez emisję obligacji. Ten proces w branży windykacyjnej tak przebiega, że najpierw nabywa się portfele wierzytelności, więc trzeba wydać pieniądze, a później w ramach odzyskiwania tych wierzytelności pieniądze wpływają" - wyjaśniał.

"To nie jest dla inwestorów dobra wiadomość, że tak spółka funkcjonuje, ale akcjonariusze i obligatariusze, którzy czytali prospekt i raport finansowe mieli tego pełną świadomość" - zaznaczył Pachucki.

Wiceszef KNF podkreślał, że w momencie, gdy KNF uzyskała informacje, że w spółce mogło dochodzić do fałszowania sprawozdań finansowych, od razu skierowała zawiadomienia do prokuratury. Dziś też komisja wiele robi, by badać sytuację tej spółki, a informacje przekazywane do opinii publicznej w tej sprawie to jedynie "wierzchołek góry lodowej". "Dzisiaj wszyscy jesteśmy mądrzejsi" - mówił.

Posłowie opozycji nie byli jednak zadowoleni z odpowiedzi.

Joanna Mucha (PO) także dziwiła się, że fundusz Abris miał w przeszłości "problemy z KNF", a "nagle komisja w 2017 roku zatwierdza prospekt emisyjny". Pytała też, dlaczego akcjonariusze nie zostali wezwani przez KNF do dokapitalizowania spółki.

Jarosław Urbaniak (PO) domagał się natomiast powołania komisji śledczej ds. "afery GetBack". Ostrą krytykę działań KNF zawierały też wystąpienia zaproszonych na posiedzenie komisji przedstawicieli stowarzyszeń obligatariuszy.

Wiceszef komisji Janusz Szewczak (PiS) zwracał z kolei uwagę, że przy GetBack "do zbadania jest rola audytora". "Jestem za tym, abyśmy jak najbardziej szczegółowo wyjaśnili te sprawę" - powiedział. "Ale nie szukajcie państwo tego dna, do tego, co się dogrzebiecie bardzo może się wam nie podobać" - zwrócił się do posłów opozycji.

Podczas posiedzenia wypowiedział się też przedstawiciel Prokuratury Krajowej, który jednak nie chciał mówić o szczegółach postępowania, zasłaniając się tajemnicą służbową.

Z kolei wiceminister finansów Piotr Nowak zwracał uwagę na obowiązujące od niedawna oraz przygotowywane zmiany prawne, które mają ograniczyć takie przypadki, jak spółki GetBack. M.in. w efekcie niedawnej nowelizacji ustawy o obligacjach wartość jednej obligacji podporządkowanej nie może być niższa niż 400 tys. zł, co ma ograniczyć oferowanie ich drobnym prywatnym inwestorom.

Natomiast obowiązująca od 1 marca br. nowelizacja ustawy o obrocie instrumentami finansowymi ma ograniczyć zjawisko misselingu (wątpliwe pod względem etycznym zachowania, mające na celu sprzedaż produktów finansowych) i nakłada dodatkowe obowiązki w przypadku tzw. sprzedaży krzyżowej lub łączonej usług.

Nowak dodał, że w związku z "pojawiającymi się informacjami wskazującymi, że przy oferowaniu klientom detalicznym obligacji emitowanych przez spółkę GetBack SA mogło dochodzić do bezprawnego lub godzącego w dobre obyczaje działania instytucji pośredniczących w sprzedaży tych instrumentów finansowych, MF w dniu 9 maja wystąpiło do przewodniczącego KNF oraz prezesa UOKiK z prośbą o przekazanie propozycji ewentualnych zmian prawnych, które przeciwdziałałyby zaistnieniu obserwowanych praktyk w przyszłości".

Pachucki poinformował, że komisja chce zaproponować MF rozwiązanie prawne, by obecna możliwość oferowania obligacji prywatnych tylko do 150 osób "to był limit na cały rok". Zastrzegł, że nie wie, czy to będzie zgodne z przepisami unijnymi. "W tej sytuacji kwestia masowej emisji obligacji prywatnych zostanie rozwiązana" - zaznaczył.

Na zakończenie komisja nie przyjęła dezyderatu w sprawie GetBack, zaproponowanego przez posłów opozycji (tyle samo było głosów za, ile przeciw).

Spółka GetBack zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. Powstała w 2012 r., a w lipcu 2017 r. akcje GetBack zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ramach przeprowadzonej pierwszej oferty publicznej akcji.

W kwietniu GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBack. Stało się to po tym, gdy 16 kwietnia rano firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju w sprawie finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln zł. Z komunikatu spółki wynikało, że informacja została uzgodniona "ze wszystkimi zaangażowanymi stronami". PKO BP i PFR zdementowały informacje, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF.

W efekcie całej sprawy rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada Kąkolewskiego ze stanowiska prezesa spółki, a rezygnację z funkcji członków zarządu złożyli Anna Paczuska oraz Marek Patuła. Rada oddelegowała Kennetha Williama Maynarda, przewodniczącego rady, do czasowego wykonywania czynności prezesa. 7 maja zrezygnował on z funkcji w zarządzie i radzie nadzorczej. Wcześniej z członkostwa w radzie nadzorczej zrezygnowała też Alicja Kornasiewicz.

9 maja Sąd Rejonowy dla Wrocławia Fabrycznej zdecydował o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego w trybie przyspieszonego postępowania układowego spółki GetBack.

Strata netto Grupy wyniosła w 2017 roku ok. 1,33 mld zł wobec 200 mln zł zysku rok wcześniej - wynika ze wstępnego, niezaudytowanego sprawozdania finansowego. Zgodnie z informacjami GetBack publikację raportu za I kwartał br. przesunięto z 30 maja na 29 czerwca.

Prokuratura Krajowa prowadzi, po zawiadomieniach Komisji Nadzoru Finansowego, śledztwo w sprawie GetBack. Chodzi o wyrządzenie szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenie ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. KNF zarzuciła byłemu kierownictwu spółki przeprowadzanie operacji finansowych, mających na celu uniknięcie realnej wyceny posiadanych przez spółkę pakietów wierzytelności.

W Prokuraturze Krajowej powstał zespół, który ma zbadać sprawę GetBack.

Według KNF, GetBack SA wyemitował obligacje o łącznej wartości 2,58 mld zł, których posiadaczami były 9242 podmioty, w tym 9064 osoby fizyczne i 178 instytucji finansowych. (PAP)

autor: Piotr Śmiłowicz