"Eksport, z którym związane są opcje walutowe, to w naszej spółce ok. 7 proc. wartości całej sprzedaży. To pokazuje skalę, jakiej potencjalnie może dotyczyć problem opcji" - powiedział w środę PAP prezes.

Roczne przychody JSW to ok. 5,9 mld zł, z czego 5,7 mld zł to przychody ze sprzedaży.

Potwierdził, że utracone w ubiegłym roku korzyści, związane z innym niż zakładany kursem walut, mogły wynieść w sumie 5 mln zł, jednak zrekompensowały to wpływy z innych ubezpieczeń kursów i transakcji, co dało w sumie 17 mln zł nadwyżki z tego tytułu.

Prezes zaznaczył, że zaangażowanie spółki w instrument opcji walutowych nie miało nigdy charakteru spekulacyjnego i wiąże się z zabezpieczaniem transakcji eksportowych. Osłabienie złotego spowodowało bieżącą nieopłacalność opcji, ale nie do takiego stopnia, by firma musiała dodatkowo kupować walutę na rynku.

Bezpieczny lewar

"Mówiąc w uproszczeniu, opcje zawierają mechanizm tzw. lewara. To znaczy, że w przypadku gdy kurs przekroczy określony poziom, trzeba zabezpieczyć odpowiednio większą ilość waluty. W naszym przypadku jest to bardzo bezpieczny lewar 1:2, podczas gdy są firmy, gdzie wynosi on 1:10" - wyjaśnił prezes.

Chodzi o to, że gdy kurs jest znacząco inny niż zakładano w umowie opcji, dana firma musi zapewnić dwa (albo wielokrotnie) razy więcej waluty, niż gdyby sytuacja kursowa była stabilna. Dla części firm oznacza to konieczność zakupu waluty na rynku po wysokich cenach. W JSW nie ma jednak tego problemu.

"Mamy wystarczające wpływy walutowe, by zapewnić odpowiednią ilość waluty, wystarczającą do obsługi naszych zobowiązań" - zapewnił prezes.

Odnosząc się do informacji medialnych, że w tym roku JSW może stracić na opcjach nawet 100 mln zł, Zagórowski sprecyzował, że to maksymalna wielkość potencjalnych utraconych korzyści jedynie w przypadku, gdyby złoty osłabiał się w dotychczasowym tempie.

Trzeba czekać na koniec roku

"Jednak takie rozliczenie będzie można zrobić dopiero na koniec roku, analizując kursy w poszczególnych miesiącach i średni kurs roczny" - wyjaśnił prezes.

Przypomniał, że w zawieranych przez JSW w sierpniu ubiegłego roku opcjach walutowych przyjęto taki kurs euro, jaki zakładał resort finansów, czyli 3,3 zł. Zdaniem prezesa, wyjaśnienia wymaga, czy proponując firmom opcje, banki wiedziały o rychłych zmianach na rynku walutowym i wykorzystywały niewiedzę partnerów, czy też postępowały uczciwie. Jeżeli ze strony banków nie było nieprawidłowości, utracone korzyści czy straty firm można tłumaczyć jedynie ryzykiem, związanym z opcjami.

Zagórowski ocenił, że związana z opcjami sytuacja JSW jest zupełnie inna niż w przypadku wielu prywatnych firm, dla których poniesione straty mogą oznaczać "być albo nie być".

JSW nie podaje szczegółowych informacji na temat charakteru posiadanych opcji, terminów rozliczeń itp.

O tym, że "polskie kopalnie mogły stracić nawet 600 mln zł na spekulacyjnych opcjach walutowych" poinformowała we wtorek telewizja TVN CNBC Biznes, nie podając jednak szczegółów dotyczących tej kwoty.

Górnicze spółki zaprzeczają

Przedstawiciele górniczych spółek - JSW, Katowickiego Holdingu Węglowego i Węglokoksu (eksporter węgla) - zaprzeczyli, jakoby sprawa opcji mogła rzutować na ich kondycję i płynność finansową. Kompania Węglowa z opcji nie korzystała.

Węglokoks, który w opcje zaangażował ponad 500 mln zł, podał że wprawdzie po osłabieniu złotego wycena transakcji zabezpieczonych opcjami jest ujemna, jest to jednak rekompensowane nadwyżkami, wynikającymi z dodatnich kursów walut tam, gdzie opcje nie są stosowane. W ubiegłym roku w sumie Węglokoks zyskał na różnicach kursowych ponad 24 mln zł.

Opcja walutowa jest rodzajem umowy między nabywcą a wystawcą, według której nabywca ma prawo do kupna albo sprzedaży określonej ilości jednej waluty za drugą walutę, po ustalonym w umowie kursie bazowym. Transakcji można dokonać albo w określonym dniu, albo odcinku czasu. Za opcję nabywca płaci wystawcy, którego obowiązkiem jest realizacja prawa nabywcy.