Euler Hermes, jedna z największych na świecie firm zajmujących się zarządzaniem ryzykiem, przeanalizował przypadek Schiesser AG, znanego producenta bielizny, piżam, odzieży sportowej i kostiumów kąpielowych, którego tradycje sięgają 1875 roku. Ta niemiecka spółka właśnie zgłosiła wniosek o upadłość. I to pomimo, że w ubiegłym roku przeprowadzono restrukturyzację. Chociaż w styczniu tego roku zanotowano 20 proc. wzrost obrotów i wzrosły nowe zamówienia – jak podała spółka -  o 8 proc., to firma utraciła płynność. Jej zobowiązania wynoszą 65 milionów euro, przy podawanym przez spółkę rocznym obrocie na poziomie 130 mln euro – podał Euler Hermes. Obecnie restrukturyzacja Schiessera ma przyspieszyć. Zgodnie z doniesieniami agencyjnymi zapowiadane jest zwolnienie 90 proc. zatrudnionych w Radolfzell 600 osób. Żadna z tych osób nie pracuje przy produkcji, bo tę dawno już przeniesiono na Bliski i Daleki Wschód.

Analitycy zwracają uwagę, że podobna sytuacja może się zdarzyć również polskim producentom odzieży. Przeniesienie produkcji do tanich Chin wcale nie jest ratunkiem w trudnych czasach.

Euler Hermes podsumowuje, że wartość światowego rynku tekstyliów wyniosła w 2007 roku 500 mld euro, z czego 30 proc. przypadało na Chiny, 25 proc. na Europę i 15 proc. na Amerykę Północną. „Branża ta jeszcze w 2006 roku przeżywała dynamiczny rozwój, ale już w 2007 nastąpiło jego wyhamowanie”.

Odbija się to też na polskich firmach, które szyją często pod obcą marką. „Co prawda popyt na towary wysokiej jakości, luksusowe (a za taką uchodzi także Schiesser) jest najmniej wrażliwy na pogorszenie koniunktury, ale trudności nie omijają także tych marek” – podkreśla Euler Hermes.

Na przykład ze względu na wysoki udział kosztów pracy, produkcja odzieżowa jest przenoszona z Polski do Rumunii, Indii i innych krajów, gdzie można zapewnić wystarczającą jakość.

Z drugiej strony są firmy odzieżowe, także polskie, które podobnie jak Schiesser są właścicielami dobrze znanych marek. Projektują one w Polsce, tu też działa marketing, ale szyją na Wschodzie. Są jednak zagrożenia dla takiego modelu działalności – ostrzegają analitycy Euler Hermes.

"Nie najwyższa jest płynność finansowa tak rozumianych przedsiębiorstw branży odzieżowej, dlatego są one w znacznym stopniu uzależnione od zewnętrznego finansowania. Wynika to z dosyć długiego okresu rotacji należności a co za tym idzie także zwrotu z kapitału, wysokich nakładów na promocję i utrzymanie sieci placówek handlowych (jeśli firma stawia na ich rozwój)"– podsumowuje Euler Hermes.

Tomasz Starus, główny analityk i dyrektor działu oceny ryzyka w Euler Hermes zwraca uwagę, że : jedynym zabezpieczeniem zobowiązań, jedynym kapitałem takich firm odzieżowych są zazwyczaj właśnie marki, brandy. "Jednak nawet taka marka plus np. 120 lat tradycji nie chronią przed upadłością. Trudne czasy – przede wszystkim na rynkach finansowych, ale także mniejszy popyt konsumencki, weryfikują siłę marek. W efekcie problem ze znalezieniem inwestorów na nowe emisje akcji czy obligacji, nie wspominając już o pożyczkach bankowych może postawić kolejne firmy odzieżowe, także polskie, w trudnej sytuacji" – ostrzega.