Jak podaje GUS, zysk netto polskich firm w pierwszych trzech kwartałach 2008 r. wyniósł 74 mld zł (dane za cały rok nie są znane). W tym roku zarobek może się drastycznie zmniejszyć.

Jedną z głównych przyczyn jest słaby złoty. Powoduje on wzrost kosztów importu materiałów, które polskie firmy wykorzystują w swojej produkcji.

Drogi import

Na podstawie informacji z NBP oraz danych z poprzednich lat można szacować, że polski przemysł kupił za granicą potrzebne do bieżącej produkcji towary za około 46,8 mld euro (wyliczenie nie uwzględnia importu m.in. paliw). Jeśli przeliczymy tę kwotę na złote po średnim kursie z 2008 roku, to okaże się, że na import zaopatrzeniowy polskie firmy wydały 164,6 mld zł.

W tym roku za sprowadzenie tej samej ilości towarów polskie firmy zapłacą znacznie więcej. Przy założeniu, że złoty już nie będzie tracił w tym roku na wartości i jego kurs będzie oscylował wokół średniej ze stycznia (czyli 4,22 zł za euro), można przyjąć, że za towary zaopatrzeniowe z importu polskie firmy zapłaciłyby w 2009 roku o około 33 mld zł więcej.

Z danych NBP wynika, że import spada. Przedsiębiorstwa nie potrzebują już tylu materiałów co wcześniej, gdyż mniej sprzedają. Jednak niekoniecznie oznacza to, że wydatki firm na towary importowane będą mniejsze. Złoty cały czas traci na wartości. Wczoraj euro kosztowało 4,62 zł. Co w tej sytuacji będą robić firmy?

- Zapewne będziemy mieli kontynuację trendów z końca ubiegłego roku, czyli spadek produkcji i cięcie kosztów zatrudnienia - mówi Janusz Dancewicz, analityk DZ Banku.

- W normalnych warunkach rosnący koszt surowca windowałby ceny w górę. Obecnie firmy mają jeszcze bufor cięcia kosztów własnych, bo wiedzą, że przez niższy popyt nie są w stanie przerzucić ich na konsumenta - mówi Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

To oznacza niskie marże.

- Będzie dobrze, jeśli uda się utrzymać przychody firm na poziomie zbliżonym do tego z ostatnich lat. O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że będą znacznie niższe - mówi Alfred Adamiec, analityk Noble Bank.

Opcje dobijają firmy

Ubocznym skutkiem osłabienia złotego są kłopoty polskich firm z opcjami walutowymi. Jego skala narasta wraz z osłabieniem złotego.

- Skala zjawiska, dzięki spekulacyjnym zagrywkom jednego lub grupy dużych inwestorów zagranicznych, stała się niebezpieczna - uważa Sebastian Buczek, szef Quercus TFI.

W połowie grudnia 2008 r. Komisja Nadzoru Finansowego szacowała negatywną wycenę transakcji opcyjnych w polskich przedsiębiorstwach na 5,5 mld zł. Teraz podaje, że nie przekracza 15 mld zł. Są jednak inne szacunki.

Znany inwestor giełdowy Zbigniew Jakubas szacuje, że straty polskich firm z tytułu opcji walutowych mogą sięgnąć 50 mld zł, jeżeli kurs euro będzie się utrzymywał na poziomie ok. 4,6 zł.

- Przy takim kursie krajowe przedsiębiorstwa nie wytrzymają obciążenia. A sądzę, że będzie się on utrzymywał na takim poziomie do połowy roku, kiedy sukcesywnie będą wygaszały się umowy opcyjnie. Ich wystawcą były w większości przypadków banki zagraniczne, głównie londyńskie. Do czasu wygaśnięcia umów będą bowiem starały się utrzymać kurs na wysokim poziomie - mówi Zbigniew Jakubas forsalowi.pl.

Niektóre firmy już nie wytrzymały obciążenia z tytułu opcji. Wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami złożyły m.in. Krośnieńskie Huty Szkła oraz Odlewnie Polskie. O ogłoszenie upadłości wnioskowało też Elwo, spółka zależna giełdowego Rafako.

Bankructwa firm nie rozwiązują problemu, ale przenoszą je na polski banki. Upadłość firmy, która zawarła umowę na opcje walutowe, będzie oznaczała dla nich konieczność rozliczania się z zagranicznym wystawcą opcji. Biorąc pod uwagę, że w grudniu 2008 r. KNF szacowała, że odpisy banków z tytułu transakcji opcyjnych z klientami wyniosą maksymalnie 10-15 proc. wartości umów, przy ówczesnych wycenach opcji odpisy te wynosiły 550-825 mln zł. Przy obecnych wycenach - jest to już między 1,5 a 2,25 mld zł.

Zdaniem Sebastiana Buczka bierność rządu i banku centralnego może doprowadzić do dalszego osłabienia złotego, ogromnych strat firm i banków, a w konsekwencji do poważnego kryzysu w całej polskiej gospodarce.

- Sądzę, że duże zagraniczne banki z premedytacją wykorzystują wiedzę o skali zaangażowania polskich firm i banków w opcje - dodaje Buczek.

A prąd drożeje

Na to nakłada się wzrost cen prądu. Ceny dla przemysłu podskoczyły o około 40 proc. Sytuację nieco łagodzi spadek cen dystrybucji, co wymusił regulator. Jednak rachunki firm wzrosły, i to o ok. 20 proc. Potwierdzają to przedstawiciele firm energetycznych.

- Dla klientów biznesowych PGE opłaty całkowite za prąd wzrosły średnio o 20-25 proc. - wyjaśnia Tomasz Zadroga, prezes PGE.

W 2008 roku sprzedaż detaliczna prądu wyniosła prawie 120 TWh, z czego niecałe 30 TWh zużyły gospodarstwa domowe. W 2009 roku cena 1 MWh energii dla odbiorców indywidualnych wzrosła o około 40 zł, a dla przemysłu o około 80 zł. Poza tym z prognoz PSE Operator wynika, że w tym roku zużycie prądu zwiększy się o 1 proc. Gdyby te szacunki się potwierdziły, a ceny nie uległy zmianie, to odbiorcy energii musieliby wydać w tym roku blisko 8,5 mld zł więcej niż w 2008 roku. Z tej kwoty około 7,2 mld zł to wzrost obciążeń przemysłu.

Wzrost cen prądu w sporej części wynika z podwyżek cen węgla. Tauron Polska Energia oszacował, że energetyka zapłaci za węgiel kamienny o około 2,8 mld zł więcej niż w 2008 roku.

- Tauron jest gotowy obniżyć ceny dla przemysłu, ale znacząca redukcja będzie możliwa tylko i wyłącznie po renegocjacji ceny węgla na ten rok - powiedział Dariusz Lubera, prezes zarządu Tauron Polska Energia.