Zdaniem ekspertów jedyne sieci paliwowe, które mogą zyskać na trudnej sytuacji gospodarczej, to te należące do hiper- i supermarketów. Jak podkreśla Marcin Szczepański z portalu Petrolnet, ten segment rynku rozwija się najszybciej, będzie też przynosił coraz większe przychody. Stacje przymarketowe sprzedają kilka razy więcej paliw niż operatorzy niezależni, a kryzys może jeszcze zwiększyć różnicę. Przemawia za tym konkurencyjność cenowa tych obiektów.

- Cena litra benzyny w markecie może być nawet niższa o 30 gr na litrze niż na położonej w pobliżu stacji koncernowej. Wynika to z polityki sieci handlowych, dla których sprzedaż paliw nie jest działalnością kluczową, a raczej wartością dodaną oferowaną klientom przyjeżdżającym na zakupy. Paliwo sprzedawane jest tam z minimalną marżą - tłumaczy Marcin Szczepański.

2008 rok nie był udany dla sieci stacji. Trwający od kilku lat wzrost popytu został zahamowany. Wysokie ceny ropy w I połowie 2008 r. i spowolnienie gospodarcze sprawiły, że koncerny wstrzymały plany inwestycji na rynku detalicznym. PKN Orlen nie zrealizował planu rozbudowy sieci Bliska, a liczba stacji koncernu spadła prawie o 5 proc. Jeszcze więcej stracili Lotos i operatorzy niezależni (odpowiednio o około 6 i 8 proc.).

Lotos zapowiedział mniejsze inwestycje w handel.

- Nie mówimy o zaprzestaniu rozwoju sieci, a jedynie o spowolnieniu - podkreśla Mariusz Machajewski, wiceprezes Grupy Lotos.

Zawieszono m.in. projekt wprowadzenia na rynek drugiej marki stacji. Chodzi o budowę automatycznej sieci Lotos Express. Pierwsze stacje pod tym logo miały ruszyć w ostatnim kwartale 2009 r.

Według Magdaleny Jończak z Deloitte na głównego konkurenta stacji koncernowych wyrastają właśnie stacje automatyczne.