Kierowco, jeśli chcesz zaoszczędzić omijaj raczej stacje paliw w województwach mazowieckim, podlaskim oraz praktycznie na całej ścianie zachodniej (wzdłuż granicy z Niemcami). Unikaj też Warszawy i kurortów, głównie Zakopanego. To tam z reguły paliwo jest najdroższe.

– Z reguły, bo różnice cenowe między poszczególnymi regionami zmieniają się, jednak pewne obszary od lat pozostają droższe niż inne – mówi Marek Pietrzak, prezes Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw (SNOSP).

Z ostatnich analiz cenowych, przeprowadzonych przez eksportów portalu e-petrol, wynika, że za olej napędowy najmniej zapłacimy na Dolnym Śląsku. Średnio litr diesla tam to wydatek 3,52 zł. Najdrożej jest w woj. lubuskim – 3,67 zł/l. Najwięcej za benzynę 95-oktanową (Eu 95) zapłacimy z kolei na Mazowszu, Podlasiu, w Małopolsce oraz Lubuskiem. To właśnie w Gorzowie Wlkp., stolicy tego ostatniego województwa, średnio za Eu 95 płacić musimy 3,83 zł/l. To o 23 gr. na litrze więcej niż w pobliskim Poznaniu.

Skąd takie anomalie cenowe?

Powodów jest wiele. Zazwyczaj nakłada się na to kilka czynników. Najlepszym przykładem jest Płock, który w ubiegłym roku został paradoksalnie okrzyknięty stolicą najdroższych paliw.

Dlaczego paradoksalnie? No bo przecież właśnie tu mieści się największa w kraju rafineria. Klientom stacji trudno wytłumaczyć w racjonalny sposób wysokie ceny paliw w Płocku. Nie łatwiej jest ekspertom, którzy zastanawiali się dlaczego produkty płockiej rafinerii sprzedawane na pobliskich stacjach są tak drogie.

W PKN Orlen, który jest właścicielem zakładu, przekonują, że wcale nie jest tak drogo, bo więcej za benzynę zapłacimy m.in. w stolicy, czy Zakopanem. Kierowcy mimo wszystko uważają jednak, że właśnie w Płocku powinno być najtaniej. A nie jest.

Eksperci mają kilka koncepcji. – Były podejrzenia o zmowę cenową i wykorzystywanie przez koncern pozycji dominującej w mieście. Brak dużej konkurencji teoretycznie uzasadniałby zawyżanie cen. To były jednak tylko przypuszczenia, bo Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nigdy nie znalazł powodu do ukarania Orlenu – wyjaśnia analityk rynku paliw, pragnący zachować anonimowość.

Co ciekawe, niejako w obronie polityki cenowej PKN-u, stają operatorzy niezależni, notabene mocno skonfliktowani ze wszystkimi sieciami koncernowymi. – Ceny w Płocku nie są anomalią. Przedstawiają one raczej ich rzeczywisty poziom, jaki powinien obowiązywać na stacjach w wyniku zdrowej kalkulacji. To raczej w innych regionach Polski dochodzi do wojen cenowych i zaniżania cen paliw lub zmów prowadzących do nieuzasadnionych podwyżek – wyjaśnia Marek Pietrzak.

Według niego kierowcy, którzy twierdzą, że paliwo sprzedawane niemal pod rafinerią powinno być najtańsze mają mylne pojęcie o logistyce paliwowej. – Niezależnie czy cysterna będzie jechać 1 km czy 100 km to stawka od litra transportowanego paliwa jest taka sama – tłumaczy.

Dolina radości

Według niego najmniej atrakcyjne dla właścicieli stacji są Kujawsko-Pomorskie i część pasa Pomorza, cały Śląsk i tzw. ściana wschodnia, w szczególności jej południowo-wschodni kraniec. To znaczy, że właśnie tam powinniśmy tankować.

– W tych regionach stacje sprzedają paliwo z 10 groszową marżą na litrze, podczas gdy w Warszawie czy Lubuskiem zarobek stacji sięga 30 gr. – tłumaczy prezes SNOSP-u. Według niego najtaniej jest jednak we wspomnianym Kujawsko-Pomorskiem, gdzie paliw jest nawet o 20 gr./l tańsze od średniej krajowej. – Region ten zyskał już nawet przydomek „doliny radości” – dodaje.

A dlaczego akurat tam jest taniej? Wynika to z uwarunkowań lokalnych – dużego nasycenia stacji, niezdrowej konkurencji cenowej między graczami, sąsiedztwa krajów, z których możliwy jest import taniego paliwa, czy zaniżania cen przez niektóre sieci.

Stosowanie niższych cen od konkurencji to broń głównie sieci hiper- i supermarketów a także Lukoila i Neste. W ostatnim czasie do nich dołączył... Shell. – Zauważamy, że koncern ten na stacjach poważnie obniża ceny i w wielu regionach zaczyna dyktować warunki – potwierdza Marek Pietrzak. Jak przyznaje to zaskakujące, bo Shell do tej pory był synonimem stacji premium, z wyśmienitą jakością, ale za odpowiednio wyższą opłatą.

Jak tłumaczy Marcin Szczepański, ekspert miesięcznika Stacja Benzynowa, obecność tzw. tanich stacji szczególnie widoczna jest w dużych miastach, gdzie stanowią one poważną konkurencję dla operatorów niezależnych a nawet dużych sieci koncernowych. Według niego markety – bo to o nie głównie chodzi – sprzedają bowiem paliwo z najwyżej symboliczną marżą. – Cena litra benzyny potrafi być tam niższa nawet o 30 groszy niż na położonej w pobliżu stacji któregoś z koncernów. Wynika z to z polityki marżowej sieci handlowych. Sprzedaż paliw nie jest dla nich bowiem działalnością kluczową. To raczej rodzaj wartości dodanej, jaką oferują swoim klientom przyjeżdżającym na zakupy – wyjaśnia Marcin Szczepański.

Hiper tanie tankowanie

Wcześniej, mimo niskich cen, popularność tego typu obiektów była niewielka. – Podstawową wątpliwością jaka wiązała się z korzystaniem ze stacji przymarketowych była jakość sprzedawanego tam paliwa. Operatorzy robią w tym momencie wiele, aby przekonać klientów, że sprzedawane przez nich paliwo nie jest niebezpieczne dla silników. Korzystają choćby z usług zewnętrznych firm kontrolujących jakość paliwa – mówi Szczepański.

Od kilku lat dynamicznie rośnie więc grono kierowców wiernych stacjom Carrefour, Tesco, czy Auchan. Jak prognozuje ekspert Stacji Benzynowej w obecnej sytuacji gospodarczej placówki oferujące paliwo po niskiej cenie będą z pewnością jeszcze zyskiwać na popularności.

Na razie markety stanowią zaledwie 2 proc. rynku stacji. Ich wpływ na całość polskiego rynku jest więc wciąż znikomy. – Wpływa na to ograniczona do dużych miast obecność tych sieci – dodaje Marcin Szczepański.

Według danych na koniec ubiegłego roku w Polsce działały 123 stacje będące własnością sieci handlowych. Na koniec roku 2007 było ich 105 – wzrost jest więc dość znaczący – sięgnął prawie 20 proc.

Należy przy tym jednak odróżnić stacje sieci handlowych od stacji działających przy super- i hipermarketach. Te drugie mogą być bowiem własnością koncernów paliwowych. Takie obiekty mają np. Neste czy Statoil.

Liderem rynku stacji przymarketowego jest niezmiennie Carrefour z 44 stacjami na koniec ubiegłego roku. Za jego plecami trwa walka między Tesco (24 stacje), Auchan (21), Intermarche (17). Leclerc ma 8 stacji a Makro 5. W sumie 4 obiekty posiadają też mniejsi operatorzy – Elea i Eko.

W sumie w Polsce działa 3350 stacji należących do operatorów niezależnych. Dla porównania największa sieć – Orlen – liczy 1803 placówki. Znaczącą pozycję na rynku mają także: Lotos (355 stacji), BP (359), Shell (349), Statoil (272) oraz Lukoil (110) i Neste (105).