Choć w podpisanej przez przywódców deklaracji Kim obiecał dążenie do "pełnej denuklearyzacji" Półwyspu Koreańskiego, to - zdaniem "Nowej Gaziety" - termin ten jest mglisty. Co więcej, "głoszony był nie raz za rządów ojca obecnego przywódcy w Pjongjangu, Kim Dzong Ila, co w ogóle nie przeszkadzało Korei Północnej w konsekwentnym rozwijaniu programu rakietowo-nuklearnego" - konstatuje ta niezależna gazeta.

Z drugiej strony - dodaje - "Stany Zjednoczone także nie wzięły na siebie konkretnych zobowiązań, jeśli chodzi o obiecane Pjongjangowi gwarancje bezpieczeństwa". Spotkanie w Singapurze "po raz kolejny jedynie rozpoczęło proces negocjacji o programie rakietowo-nuklearnym Korei Północnej, co prawda w formacie, jakiego nie było wcześniej, tj. bezpośrednich rozmów pomiędzy Waszyngtonem i Pjongjangiem" - podsumowuje gazeta.

"Historyczny szczyt liderów USA i Korei Północnej zakończył się podpisaniem dokumentu bez zobowiązań i szczegółów" - wskazują "Wiedomosti". Porozumienie podpisane przez przywódców dziennik określa jako "deklaratywne, mgliste i pozostawiające pole do interpretacji". Spotkanie, do którego doszło mimo groźby odwołania go, "można rozpatrywać jako sukces, ale raczej jako sukces PR-owski" - ocenia gazeta.

Również "Wiedomosti" nazywają Kim Dzong Una "głównym beneficjentem" spotkania w Singapurze. Dyrektor Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych Andriej Kortunow powiedział gazecie, że Kim Dzong Un "przełamał izolację międzynarodową kraju i po raz pierwszy w jego historii zdołał spotkać się z prezydentem USA".

Kortunow uważa, że od oceny rezultatów szczytu w Singapurze zależą szanse doprowadzenia do osobistego spotkania Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Zdaniem eksperta jeśli prasa i eksperci uznają, że północnokoreański przywódca "ograł" Trumpa, to spotkanie z bardziej doświadczonym partnerem może stanąć pod dużym znakiem zapytania. Politolog nie wyklucza jednak, że Trump po szczycie w Singapurze spróbuje powtórzyć "ubicie interesu" (ang. deal), tym razem z innym trudnym partnerem - czyli z Putinem.

Po pierwszym w historii spotkaniu przywódców USA i Korei Północnej obaj podpisali wspólne oświadczenie, w którym Kim Dzong Un zobowiązał się do starań o "całkowitą denuklearyzację" Półwyspu Koreańskiego, a Trump - udzielenia KRLD gwarancji bezpieczeństwa. W treści oświadczenia nie sprecyzowano jednak, o jakie konkretnie gwarancje chodzi, ani nie podano konkretnego harmonogramu likwidacji północnokoreańskiego arsenału jądrowego. Trump nazwał dokument "bardzo ważnym" i "wszechstronnym", z kolei Kim zapowiedział, że "świat zobaczy poważną zmianę".

>>> Polecamy: Ekspert o deklaracji Trumpa z Kim Dzong Unem: Nadal możemy mówić o braku zaufania między nimi