W stosunku do trzeciego kwartału 2008 roku japońska gospodarka skurczyła się o 3,3 procent. To więcej niż spadek w innych najbardziej rozwiniętych regionach świata. W tym samym okresie Stany Zjednoczone zaliczyły spadek PKB o 1 procent, a strefa euro o 1,5 procent.

Japoński model – wóz przed koniem

Jak określają to eksperci, drastyczny spadek PKB, to wynik upartego stawiania przez Japończyków wozu przed koniem, czyli pobudzania eksportu bez rozwijania popytu wewnętrznego. W sytuacji, gdy eksport spadł w IV kwartale o 13,9 procent w stosunku do trzeciego kwartału – musiało przyjść za nim załamanie całej gospodarki.

„Nie ma wątpliwości, że gospodarka jest w najgorszym stanie w okresie powojennym.” – skomentował informacje o stanie gospodarki minister gospodarki i polityki fiskalnej Japonii Kaoru Yosano. „Japońska gospodarka, która bardzo mocno zależy od eksportu samochodów, elektroniki i środków trwałych, została bardzo mocno uderzona przez światowe spowolnienie gospodarcze.”.

Do tego – jen mocarny jak nigdy

Powodem tak drastycznego spadku eksportu – który trwa już od wielu miesięcy – jest z jednej strony recesja na świecie, a z drugiej ogromne umocnienie japońskiej waluty. Jen w zeszłym roku umocnił się wobec 177 światowych walut.

Również produkcja przemysłowa w Kraju Kwitnącej Wiśni notuje fatalne wyniki. Jak napisała w dzisiejszym komentarzu rynkowym Katarzyna Siwek z Expandera, „dane o grudniowej produkcji przemysłowej w Kraju Kwitnącej Wiśni wykazały spadek o 20,8 procent. To najdobitniej pokazuje, z jak dużym kryzysem mamy obecnie do czynienia.”.

Indeks Nikkei słabszy o 47 procent

Na fatalne dane o stanie gospodarki zaskakująco słabo zareagowała giełda w Tokio. Główny indeks Nikkei 225 spadł podczas wczorajszej sesji o 0,4 procent. Może to być jednak wynikiem tego, że inwestorzy uwzględnili już w swoich szacunkach skalę recesji w Kraju Kwitnącej Wiśni. W tym roku Nikkei 225 stracił 13 procent, a w stosunku do stycznia 2008 roku znajduje się na poziomie o 47 procent niższym.

Znikomy popyt wewnętrzny

Sytuację Japończyków dodatkowo pogarsza jeszcze słaby popyt wewnętrzny. Według najnowszych badań, nastroje w gospodarstwach domowych są już blisko najniższego poziomu od co najmniej 26 lat. Z kolei stopa bezrobocia wzrosła w grudniu z poziomu 3,9 procent do 4,4 procent, co jest największym skokiem w ciągu ostatnich 40 lat.
Firmy tną zatrudnienie

Panasonic, Pioneer, Nissan i NEC, czyli liderzy japońskich przedsiębiorstw eksportowych, ogłosiły w styczniu że w sumie obetną zatrudnienie o 65 tysięcy osób. Według Martina Schulza, ekonomisty z Fujitsu Research Institute w Tokio, zwolnienia mogą spowodować wejście recesji w „nową fazę”, w której konsumenci będą jeszcze mniej wydawać.

Podobnie uważa Seiji Adachi, starszy ekonomista z inwestycyjnego oddziału Deutsche Banku w Tokio. „Gospodarka jest w okropnym stanie, a najstraszniejsze jest to, że prawdopodobnie w tym kwartale zobaczymy podobny spadek. Jedyne, co możemy zrobić to czekać na wzrost zagranicznego popytu.” – powiedział w wywiadzie dla agencji Bloomberg Adachi.

A pakiet antykryzysowy czeka na parlament

Japonii nie pomaga również kryzys na szczytach władzy. Według ostatniego badania telewizji Nippon Television poparcie Japończyków dla niepopularnego premiera Taro Aso wynosi 9,7 procent. Z kolei w wyniku braku porozumienia w japońskim parlamencie na uchwalenie wciąż czeka wart 10 bilionów jenów (111 miliardów dolarów) pakiet stymulacyjny dla gospodarki.

„Najlepsze czego możemy się spodziewać w tym roku to zatrzymanie załamania.” – mówi Kyohei Morita, ekonomista z tokijskiego oddziału Barclays Capital. Jego zdaniem, żeby w Japonii przyszło gospodarcze odbicie „najpierw musi nastąpić ożywienie w gospodarce Stanów Zjednoczonych i Chin.”.