WI połowie marca poznamy ostateczny projekt Polityki energetycznej Polski do roku 2030. Dokument przygotowany przez resort gospodarki ma zawierać ocenę realizacji polityki energetycznej w poprzednim okresie, część prognostyczną, obejmującą okres nie krótszy niż 20 lat oraz program działań wykonawczych na okres czterech lat, zawierający instrumenty jego realizacji, w tym m.in. planowane inicjatywy ustawodawcze oraz rozporządzenia wykonawcze.

Zdaniem ekspertów Business Centre Club koncerny i przedsiębiorstwa, które powinny odpowiadać za rozbudowę infrastruktury poprawiającej bezpieczeństwo energetyczne Polski, jak np. kopalnie gazu czy magazyny ropy, nie są dziś zainteresowane kosztownymi przedsięwzięciami tego typu.

W przypadku ropy naftowej i gazu ziemnego istotnym czynnikiem wpływającym na opłacalność projektów inwestycyjnych, poprawiających bezpieczeństwo energetyczne, jest cena surowca. Inwestycje nie opłacają się, jeśli cena tych paliw pierwotnych jest niska, tak jak ma to miejsce obecnie - wynika z raportu (BCC). Jak podkreślają eksperci, to problem wielu spółek, ponieważ firmy, decydując się na określone inwestycje poprawiające stan bezpieczeństwa energetycznego kraju, powinny osiągać zysk. A o to, przy niskiej cenie surowca, trudno. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, choć dysponuje zapisem statutowym, który pozwala realizować mu inwestycje w zakresie bezpieczeństwa energetycznego, to - jako spółka giełdowa - niechętnie z tego korzysta. Według autorów raportu takie inwestycje w obecnej sytuacji byłyby wręcz szkodliwe dla spółek. Ich opłacalność może jednak poprawić dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej.

Według opracowania BCC najgorzej wygląda sytuacja bezpieczeństwa energetycznego Polski w zakresie zaopatrzenia w gaz ziemny. Brak rozbudowanej infrastruktury technicznej, gazoportu, możliwości pozyskania nowych kontraktów, zagrożenie marginalizacją gazociągu jamalskiego oraz niewystarczające pojemności magazynowe to tylko niektóre z głównych zagrożeń.

Zdecydowanie lepiej prezentuje się sytuacja Polski w zakresie dostaw ropy naftowej. Mimo że głównym źródłem zaopatrzenia rodzimych rafinerii jest rurociąg Przyjaźń, to mamy alternatywną drogę dostaw poprzez gdański port. Jego zdolności przeładunkowe wynoszą ok. 33 mln ton rocznie i pozwalają zaspokoić zapotrzebowanie krajowe.

A skoro tak, zdaniem twórców raportu, ponoszenie wydatków na dostosowanie polskich rafinerii do odbioru ropy z innych źródeł niż Rosja, w obecnych warunkach rynkowych, wydaje się zbędne. - Przejście na transport morski będzie kosztowne. Przestawienie rafinerii w Płocku i Gdańsku z przerobu ropy rosyjskiej na gatunki bardziej szlachetne, np. z Morza Północnego, wymagać będzie poniesienia przez Orlen i Lotos znacznych nakładów inwestycyjnych na dostosowanie instalacji. Poza tym szybkie dokonanie tych zmian nie będzie możliwe - czytamy w raporcie Business Centre Club.

OPINIA

REMIGIUSZ CHLEWICKI

menedżer Ernst & Young

Miniony kryzys gazowy nie był zapewne ostatnim. Żeby sytuacja ta jednak nie miała już tak negatywnego wpływu, kluczowa będzie rozbudowa infrastruktury gazowej. Czy będziemy kupować gaz rosyjski, czy z Morza Północnego - a zostanie sprzedany nam np. przez niemiecką firmę - nie ma znaczenia. Najważniejsze, aby ten gaz był. Jednak by go fizycznie dostarczyć, trzeba wybudować odpowiednie połączenia. Jako że takie strategiczne przedsięwzięcia nie są obecnie dla inwestorów opłacalne, trzeba pozyskać finansowanie z Unii Europejskiej. A obecny kryzys gazowy to najlepszy moment ku temu, by zmaksymalizować ilość środków, jakie UE może dać na te projekty. Powinniśmy złożyć jak najwięcej gotowych projektów. Mam na myśli przede wszystkim gazociąg Baltic Pipe, gazoport i transgraniczne połączenie z niemieckim systemem przesyłowym.