Gramy ćwierćfinał…

Oby.

Z Brazylią. No, a oni są lepsi.

Ale to nie znaczy, że wygrają.

Co w takiej sytuacji może zrobić selekcjoner? Przecież nie nauczy naszych grać podczas rozgrzewki.

Oczywiście, że nie, tu kluczowa będzie motywacja, to, co się dzieje w głowach piłkarzy.

To jak wygląda odprawa?

Adam Nawałka – a wiem to, bo u niego grałem – ma niesamowite przemowy, wzbudza w każdym dumę z Polski. Mówi tak, że czujesz się dumnym Polakiem, reprezentantem kraju.

Ale co mówi?

Tego się nie da powtórzyć, to coś w rodzaju: „Panowie, cała Polska jest z wami, kibice w was wierzą. Musicie zagrać tak, żeby spełnić swoje marzenia, by dumne były wasze rodziny, ale pamiętajcie, że nie gracie tylko dla siebie i dla nich. Patrzy na was cały kraj, ludzie was potrzebują”. Kiedy ja to mówię, brzmi to banalnie, ale trener jest przy tym tak przekonujący, że człowiek chce natychmiast wstać i walczyć.

Za Polskę?

Za Polskę. To bardzo na wszystkich działa.

I nie rzuca przy tym mięsem?

Nie, trener Nawałka nigdy tego nie robił. Owszem, w szatni, zawodnicy między sobą…

To kto teraz to zrobi?

Podejrzewam, że Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski czy Kamil Glik będą zagrzewać do walki.

A kiedy pan grał, to kto odgrywał taką rolę?

Zawsze czekaliśmy na moment, w którym huknie Artur Boruc, on był w tym świetny. Potrafił ryknąć: „Dawać, k…, jedziemy z nimi!” albo i grzeczniej: „Panowie, razem, trzymamy się!”. Aż ciarki szły po plecach.

Tylko Boruc był taki?

O nie, bardzo żywiołowy był Tomek Hajto.

Domyślam się, że wówczas mięso latało gęsto.

(śmiech) No tak, „Gianni” w takich chwilach był niezastąpiony. To on krzyczał: „K…, nap…, nie odstawiamy nogi! Nie ma, że słabsza kość pęka!”. Nie przebierał w słowach i miał posłuch w drużynie.

A trenerzy?

Każdy ma swoją metodę. Trener Nawałka ma te patriotyczne przemowy, a na przykład Paweł Janas był bardzo spokojny, opanowany. Tu nie było żadnej wielkiej ekspresji, od tego miał piłkarzy.

To co on robił?

On na spokojnie tłumaczył, co mamy robić, jak grać.

Jak widać, różne są metody.

Ryszard Tarasiewicz w Śląsku Wrocław mówił: „Panowie, my jesteśmy tak przygotowani, że kierownik jutro wysyła pismo do PZPN, żebyśmy grali po dwa mecze w weekend”. Albo żeby poprawić nam nastrój przed meczem z drużyną, która była faworytem, wymienił ich najlepszych piłkarzy, ale tylko siedmiu. Spojrzał na nas i spytał; „No, panowie, z siedmioma nie wygracie?”.

Teraz to pana bawi.

Wtedy się nie śmialiśmy, ale w ten sposób trener budował w nas psychologiczną przewagę. Był przy tym bardzo grzeczny, kulturalny, mówił „panowie”.

Treść całego wywiadu można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP.

>>> Polecamy: Dlaczego kochamy zakupy? [WYWIAD]