Początek tygodnia przed rozpoczęciem notowań zapowiadał się spokojnie. W planie nie było żadnych raportów ze spółek ani istotnych informacji makroekonomicznych z najważniejszych gospodarek. Poranna informacja o rocznym spadku PKB w Japonii o 12,7 proc. przyczyniła się do spadków na rynkach azjatyckich, ale nie wpływała na nastroje europejskie.

Dodatkowo dzień wolny w USA i brak handlu na najważniejszym parkiecie na świecie na ogół oznacza spokój i wyczekiwanie na kolejny dzień. Ten scenariusz sprawdził się tylko na zachodnich parkietach.

Na GPW w poniedziałek było zupełnie inaczej. Już w pierwszych taktach podaż naruszyła minima z ubiegłego tygodnia co nie mogło oznaczać nic dobrego. Poziom 1460 pkt. na WIG20 powstrzymał pierwszą falę spadku, ale coraz większe przeceny banków zaczynały wprowadzać nerwową atmosferę.

Poniedziałkowy poranek przyniósł jeszcze jedno zaskoczenie. Za franka trzeba było płacić ponad 3,20 zł, co było historycznym rekordem słabości złotego. Cały dzień krajowa waluta się osłabiała, co było konsekwencją rosnącej niechęci do rynków środkowo-europejskich, a po pobiciu rekordowych uaktywnił się dodatkowy kapitał spekulacyjny.

Pod koniec notowań szwajcarska waluta kosztowała już 3,25 zł, ale to i tak niewiele w porównaniu do dzisiejszego poranka. Nasza waluta osłabiała się z rana o 10 groszy do dolara i 8 do euro, a frank kosztuje już 3,32 zł. Psychologiczne poziomy 5 zł za euro i 4 zł za dolara są już na wyciągnięcie ręki. Od rekordowego lipca 2008 roku wzrost wartości euro sięga już 55 proc, franka 70 proc., ale rekordy wszechczasów bije dolar drożejący o 94 procent.

Tak silne spadki waluty wczoraj i dziś nie pozostaną bez wpływu na giełdy. W poniedziałek przy zwyżkujących indeksach zachodnich parkietów na GPW niewielki obrót powodował coraz większą przecenę. Znaczną część popołudnia WIG20 spędził na spadku o 3,4 proc. i znajdował się na poziomie minimów bessy z początku lutego.

Największe problemy miał sektor bankowy. WIG-Banki spadł o 6 proc., ale w porównaniu do konkretnych spółek to i tak niewiele. W końcówce notowań przecena największych banków PEKAO, PKO BP i BZ WBK sięgnęła 8 procent. Samotny wzrost KGHM o 3 proc. nie mógł powstrzymać rynku przed wyznaczeniem nowych minimów.

Zakończenie sesji spadkiem rynku o 3,8 proc., nie było tak groźne jak fakt, że na małym obrocie osiągnęliśmy najniższy poziom od 2003 roku. Brak sesji w USA zamiast pomagać przeszkadzał, a dziś wcale nie musi być lepiej. Mały obrót i słabość złotego nie pozostawia złudzeń i każe oczekiwać dalszej przeceny.