Firmy ubezpieczeniowe stanęły przed ogromnym finansowym wyzwaniem. Tym razem za sprawą decyzji Sądu Najwyższego. „Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę bliskim poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu” – uznał 27 marca Sąd Najwyższy w trzech uchwałach (III CZP 36/17, III CZP 69/17 i III CZP 60/17).

Nowe tytuły do wypłaty to dla asekuratorów ogromne, wielomilionowe wyzwanie. Uchwała SN nie tworzy prawa, lecz interpretuje już istniejące przepisy. Może więc działać wstecz – dotyczy spraw z ostatnich 20 lat.

Obciążenia ubezpieczycieli z tego tytułu są na razie nieprzewidywalne. Dziś (12 czerwca) Sąd Najwyższy opublikował na swojej stronie uzasadnienie uchwał, w którym dookreśla m.in., jakie stany będą uważane za „ciężkie i trwałe”. Nadal nie zostało rozstrzygnięte, czy liczą się tylko stany wegetatywne, czy także inne.

W uzasadnieniu SN czytamy: „Dotyczy to zatem uszczerbków zdrowia najcięższych i nieodwracalnych, a więc takich, w których naruszenie więzi rodzinnej wiąże się z dotkliwą, niekończącą się krzywdą, i jest porównywalne z krzywdą związaną z definitywną utratą osoby najbliższej. Ustalenie wskazanych okoliczności, przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych, powinno stanowić miarodajną podstawę faktyczną oceny, czy doszło do naruszenia przez sprawcę czynu niedozwolonego dóbr osobistych osoby bliskiej przez uniemożliwienie utrzymywania więzi rodzinnej we właściwych jej przejawach. Ocena wszystkich przesłanek jest dokonywana na podstawie konkretnych okoliczności, które ma obowiązek wykazać dochodzący zadośćuczynienia na podstawie art. 448 k.c.”

Dużo pokaże orzecznictwo sądów powszechnych – ubezpieczyciele spodziewają się, że kancelarie odszkodowawcze będą walczyły o jak najwyższe kwoty. Pierwsze wyroki już zapadają. W kwietniu kobieta, której syn po wypadku ma porażenie czterokończynowe i jest w śpiączce, otrzymała tytułem zadośćuczynienia 150 tys. zł.

Wstępne szacunki obciążeń ubezpieczycieli poczyniła Komisja Nadzoru Finansowego. Wyliczyła, że koszty wypłat z tytułu nowych zadośćuczynień wyniosą między 600 mln a 16 mld zł. KNF oszacowała też, że w przypadku, gdyby odsetek ciężko rannych, w stosunku do których towarzystwa musiałyby wypłacać zadośćuczynienia najbliższym poszkodowanego, wynosił co najmniej 50 proc., to od 3 do 11 zakładów ubezpieczeń nie spełniałoby wymogów kapitałowych po utworzeniu dodatkowej rezerwy techniczno-ubezpieczeniowej. A to byłby poważny problem.

Widełki nadzoru są na tyle szerokie, że nie mogą być podstawą do ścisłych wyliczeń. Więcej mogą pokazać stres-testy, które mają uwzględnić ostatnie uchwały Sądu Najwyższego. Testy polegają na sprawdzaniu, jak ubezpieczyciel poradzi sobie w sytuacjach skrajnych. Nadzór przeprowadza je regularnie, a w tym roku mają one dotyczyć także zadośćuczynień za ból spowodowany stanem wegetatywnym albo innym ciężkim i trwałym uszczerbkiem na zdrowiu bliskiego osoby poszkodowanej w wypadku.

Licz podwyżki

Ubezpieczyciele walczą o zachowanie z trudem osiągniętej równowagi w komunikacyjnym ubezpieczeniu OC. Dzięki gwałtownym podwyżkom cen komunikacyjnych OC w 2016 i w pierwszej połowie 2017 r., polisy te po wielu latach wreszcie stały się dla nich rentowne. Pojawianie się nowych tytułów do wypłat może to zmienić.

Trudną sztuką dla ubezpieczycieli jest zachowanie równowagi na rynku między wypłacanymi odszkodowaniami a wpłacanymi składkami. Od dziesięciu lat mają z tym problemy, m.in. dlatego, że zaczęły się pojawiać nowe tytuły wypłat, działające wstecz. Tak było z zadośćuczynieniami za cierpienie po śmierci bliskiego w wypadku, teraz doszedł kolejny wariant.

Jeśli wypłaty działają do przodu, ubezpieczyciele mogą uwzględniać w składkach nowe obciążenia. W przypadku płacenia za stare sprawy, których skalę trudno oszacować, składki nie uwzględniały nowych wypłat. Kilkanaście lat temu ubezpieczyciele nie przewidzieli, że dziś będą płacić za cierpienie i ból bliskich osób poszkodowanych.

Ubezpieczyciele postulują o uregulowanie wysokości zadośćuczynień. W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad ewentualną regulacją. Problem jednak w tym, że do ewentualnej przyszłej regulacji wykorzystywane są dane o orzecznictwie w sprawie zadośćuczynień za ból i cierpienie po śmierci bliskiego, a nie żyjącego i znajdującego się w stanie ciężkim.

Niezależnie od zadośćuczynień dla bliskich, towarzystwa coraz więcej wypłacają z komunikacyjnego ubezpieczenia OC. W 2017 r. było to 8,6 mld zł, co oznaczało wzrost o 7,2 proc. rok do roku. Z jednej strony ubezpieczyciele płacą coraz więcej zadośćuczynień za śmierć w wypadkach komunikacyjnych, z drugiej – rosną koszty napraw pojazdów (coraz lepsze, droższe auta oznaczają wyższe wydatki na naprawy).

Teraz, kiedy wiadomo, że dojdą dodatkowe wypłaty, i to za sprawy do 20 lat wstecz, ubezpieczyciele będą pod presją cenową i będą musieli uwzględnić nowe wypłaty w kalkulacjach ryzyka i wyliczeniu składki. Z punktu widzenia rynku ubezpieczeniowego uchwały Sądu Najwyższego stanowią kolejną presję na cenę i muszą doprowadzić do gruntownych zmian w systemach kalkulacji ryzyka i wyliczania składki za polisy OC. Czyli, albo droższa składka dla kierowcy, albo znowu będą dopłacać do polis OC.

Kłopotliwa konkurencja

Na rynku robi się nerwowo. Obok starych graczy, obciążonych wypłatami za stare sprawy, są też firmy nowe, które działają od niedawna, więc nie muszą się obawiać wypłat zadośćuczynień i nie muszą w składkach uwzględniać obciążeń z tym związanych. Czytaj: mogą zaoferować niższe składki.

Niestety, zdarza się, że owszem, składka niższa, ale nieadekwatna do ryzyka, a poszkodowani w wypadkach mają problem z uzyskaniem odszkodowania. KNF ma zaś czasem związane ręce, jak w przypadku oddziału duńskiego ubezpieczyciela, oferującego bardzo konkurencyjne ceny OC. Jeśli chodzi o takie oddziały, to KNF może przeprowadzić jedynie kontrolę prowadzenia działalności, ale bez kontroli gospodarki finansowej. A adekwatność składki związana jest właśnie z gospodarką finansową.

Fakt, że nowe firmy, nieobciążone starymi sprawami, mogą zaoferować niższe składki rodzi niebezpieczeństwo powrotu wojny cenowej, która kilka lat temu wykrwawiła ubezpieczycieli. Niebezpieczeństwo to wydaje się tym bardziej realne, że nawet tradycyjni ubezpieczyciele, szczególnie tanie marki dużych podmiotów, w ostatnich miesiącach obniżyły ceny. Poprzednia wojna cenowa zakończyła się gwałtowną podwyżką cen polis OC. Jeśli teraz sytuacja się powtórzy, to trzeba się spodziewać, że zwielokrotnione przypadki wypłat zadośćuczynień zakończą się jeszcze bardziej gwałtownym skokiem cen polis niż dwa lata temu.

Zakłady ubezpieczeń liczą, że wejście w życie w październiku dyrektywy o dystrybucji ubezpieczeń (IDD) pomoże rozwiązać problem zagranicznych graczy zaniżających ceny, bo poprawi kontrolę pośredników sprzedających ubezpieczenia. Asekuratorzy nie mieliby także nic przeciwko wyłączeniu ubezpieczeń masowych spod swobody przepływu usług, a KNF chciałby szerszych uprawnień nadzorczych wobec zagranicznych oddziałów.

Zmiany w przepisach nie zakażą jednak obniżania cen polis OC tym asekuratorom, którzy będą mogli i chcieli sobie na to pozwolić. A starsi gracze i tak będą musieli podnieść składki. Skali przyszłych podwyżek nie da się w tej chwili oszacować. Wiadomo tylko, że na pewno będą. I raczej nie będą one małe.

Autor: Regina Skibińska