– Targi stwarzają idealne warunki do prowadzenia rozmów w formacie B2B. Jako grupa aktywnie poszukujemy możliwości włączania naszych spółek w łańcuchy dostaw zagranicznych firm zbrojeniowych zarówno jako partnerzy, jak i poddostawcy kluczowych komponentów – mówił na zakończonych niedawno targach zbrojeniowych Eurosatory w Paryżu członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Paweł Pelc. Co ciekawe, na targi nie przybył prezes PGZ Jakub Skiba, który jest obecnie na urlopie. Biorąc pod uwagę, że stanowisko piastuje zaledwie kilka miesięcy, brak obecności na jednej z ważniejszych tego typu imprez na świecie może dziwić.

Niezależnie od tego pewne jest, że PGZ czekają zmiany. Wkrótce stocznie wchodzące w skład grupy przejdą pod nadzór Ministerstwa Gospodarki Wodnej, co na łamach DGP potwierdził minister Marek Gróbarczyk. Według naszych rozmówców rozważany jest również wariant przeniesienia nadzoru nad resztą PGZ bezpośrednio do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Taki ruch wzmocni w firmie ludzi premiera Mateusza Morawieckiego i osłabi współpracowników ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka. Zmiana nadzorcy daje również wygodny pretekst do wymiany członków zarządu. Przeniesienie nadzoru nad polską zbrojeniówką do MON było jedną z pierwszych decyzji Antoniego Macierewicza po objęciu urzędu pod koniec 2015 r.

O tym, że sytuacja w spółkach grupy jest zła, wiadomo nie od dziś. Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości w PGZ. Do służb specjalnych trafił niedawno raport o sytuacji w Mesko, spółki specjalizującej się w produkcji amunicji. Napisali go audytorzy na zlecenie byłego prezesa Mariusza Kolankowskiego. Oto fragment dokumentu: „w ocenie audytorów liczne, wykryte nieprawidłowości wymagają – ze względu na niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia zarówno samych pracowników, jak i żołnierzy – natychmiastowej reakcji ze strony władz spółki”. Produkowane przez Mesko zestawy przeciwlotnicze Piorun mogą nie spełniać wymaganych norm jakościowych. Z lektury można się dowiedzieć również, że spółka nie posiada procedury zakupowej, która wymuszałaby prowadzenie postępowań konkurencyjnych. W efekcie kupowano proch po znacznie wyższych cenach niż rynkowe od jednoosobowej spółki zarejestrowanej w Bułgarii (za kilogram prochu firma płaci zamiast 15 tys. euro nawet trzy razy więcej). Przedstawiciele PGZ, Mesko i sam Kolankowski nie odpowiedzieli na nasze pytania w tej sprawie.

Choć PGZ oficjalnie nie opublikowała wyników, wiadomo, że straty wszystkich spółek sięgają co najmniej kilkudziesięciu milionów złotych. Część spółek jest trwale nierentowna i wciąż próbuje ratować swoją sytuację wyprzedawaniem tego, co ma.

Jeden ze scenariuszy uzdrowienia narodowego czempiona zakłada jego podział. Pierwszym krokiem może być opisane przez DGP wyodrębnienie stoczni. W ten wariant wpisują się również słowa premiera Mateusza Morawieckiego o wydzieleniu zakładu w Pionkach i utworzenia z niego samodzielnego podmiotu. W otoczeniu szefa rządu rozważany był również pomysł, by z PGZ wydzielić najlepsze firmy i próbować budować nowoczesny podmiot na ich bazie. Być może jesteśmy właśnie świadkami renesansu tej koncepcji. Wydaje się jednak, że przed wyborami samorządowymi prężne w zbrojeniówce związki zawodowe będą blokować zmiany.

>>> Czytaj też: GetBack dziurawy jak sito? Służby specjalne badają firmy powiązane z byłym prezesem spółki