Co miesiąc, na zlecenie Związku Banków Polskich, firma Pentor monitoruje sytuację w 200 bankach w całym kraju. W lutym zapytała ona banki o liczbę odrzuconych przez nie wniosków kredytowych w ostatnich kilku tygodniach. 60 proc. badanych placówek stwierdziło, że liczba przyznanych kredytów nie zmieniła się, 35 proc. odnotowało ich wzrost, a tylko 5 proc. spadek. Mimo tych wskaźników banki zapowiadają zwolnienia.

Przegląd kadr

Największe redukcje będą w PKO BP, gdzie pracę w tym roku straci blisko 1,6 tys. osób. Restrukturyzację kadrową bank planował jednak na długo przed kryzysem finansowym.

Z kolei w Kredyt Banku do końca roku wypowiedzenie z pracy otrzyma 0,5 tys. osób - czyli około 7 proc. zatrudnionych w strukturach banku.

300 osób będzie podlegało zwolnieniom grupowym. Od kilku dni w banku trwają gorączkowe negocjacje rady pracowniczej z szefostwem firmy.

Zwolnień może spodziewać się także blisko 200 pracowników banku, którzy mają umowy o pracę na czas określony - jest raczej pewne, że nie będą one przedłużone. Jak podaje biuro prasowe Kredyt Banku, koszty osobowe w Grupie wzrosły o 46,5 mln zł (9,5 proc.) w stosunku do 2007 roku, głównie w efekcie wzrostu zatrudnienia w spółkach Żagiel i Kredyt Lease (22 mln zł) oraz wzrostu kosztów osobowych w banku o 23,5 mln zł (5,6 proc.).

- To będzie bardzo trudny rok, obniżenie kosztów funkcjonowania stanowi wyzwanie. Będą to przede wszystkim wydatki na IT, administrację, koszty marketingu, wynajmu nieruchomości. Konieczna będzie także redukcja kosztów osobowych - przyznaje Maciej Bardan, prezes zarządu Kredyt Banku.

Równie niejasna jest sytuacja kadrowa w Banku BPH i GE Money Banku, które zaplanowały połączenie na III kwartał tego roku. Fuzja spowoduje cięcia kadrowe w obydwu firmach. Na jakim poziomie?

- W listopadzie mieliśmy opracowaną pełną strategię kadrową, ale w związku z kryzysem musimy zweryfikować wiele planów. Trudno mówić o jakichkolwiek konkretach, także w polityce kadrowej - mówi wymijająco rzecznik prasowy Małgorzata Dłubak z BPH Handlowy.

Prawda i plotka

Nieprzedłużanie umów pracownikom jest najczęstszą formą redukcji kadr, bo najmniej kosztowną. Doświadczą jej m.in. pracownicy terminowi banku Pekao, który po fuzji z Bankiem Przemysłowo Handlowym zatrudniał na tę formę umowy głównie dodatkowych pracowników hot line. Rzecznik prasowy banku, Arkadiusz Mierzwa, zapewnia jednak, że są to przypadki jednostkowe. O zwolnieniach nie ma na razie mowy. Podobnie zapewnia Paweł Zegarłowicz, rzecznik prasowy banku Citi Handlowy.

- Żadne redukcje w zatrudnieniu nie są przewidywane - mówi.

Z kolei szef PR BRE Banku Roman Jamiołkowski dementuje doniesienia o zwolnieniach grupowych, które miały dotyczyć u nich nawet 800 pracowników.

- To spekulacje, nie przewidujemy zwolnień grupowych w BRE Banku - zapewnia Roman Jamiołkowski.

Przyznaje jednak, że prezes banku liczy, iż jak co roku z pracy odejdzie nawet 200-300 osób. Gdyby jednak tyle osób nie zdecydowało się odejść, wówczas bank będzie szukał oszczędności w nowej polityce kadrowej, ale nie będą to zwolnienia grupowe.

Obniżenie kosztów w BRE dotyczyć będzie w pierwszej kolejności redukcji budżetu przeznaczonego na premie i bonusy dla pracowników, w tym również dla członków zarządu - premie za miniony rok zostaną jednak menedżerom wypłacone.

Zamrażanie wynagrodzeń

Na naturalną fluktuację kadr liczy także WBK Bank Zachodni. On podobnie jak i inne banki myśli o oszczędnościach.

- Bank zdecydował o zamrożeniu pensji, a także o wstrzymaniu rekrutacji. Zarząd nie przewiduje jednak zwolnień - mówi Piotr Gajdziński, rzecznik prasowy banku.

Nadzieją dla zwalnianych jest nowo powstający Alior Bank, choć na początku swojej działalności myślał o zatrudnieniu około 2 tys. osób, teraz deklaruje zdecydowanie mniejszą liczbę miejsc pracy.

- W 2009 roku planujemy zatrudnić ok. 800 osób w nowo otwieranych oddziałach w Polsce - informuje Dariusz Kozdra, rzecznik prasowy Alior Banku. Zapewnia, że rekrutacja będzie otwarta dla wszystkich chętnych, także dla tych, którzy w ostatnich miesiącach stracili pracę w sektorze bankowym w związku z reorganizacjami.

- Liczyć się będą tylko kwalifikacje - wyjaśnia Dariusz Kozdra.

Raport o stanie zatrudnienia

Rzeczywisty obraz stanu kadr banków będzie znany na przełomie marca i kwietnia, gdy zakończone zostaną badania tego sektora przeprowadzone przez Związek Banków Polskich (ZBP). Zaczynają się na początku marca.

- To będą reprezentatywne wyniki, bo liczymy, że wezmą w nim udział banki, które zatrudniają ponad 50 proc. osób zatrudnionych w całym sektorze bankowym - szacuje Barbara Barańska, doradca prezesa ZBP. Zaplanowano, że stan kadr zostanie sprawdzony w każdej grupie banków: państwowych, spółdzielczych, prywatnych, z pełnym polskim kapitałem, lub pełnym zagranicznym oraz z kapitałami mieszanymi.

- Nie mam wątpliwości, że banki tak długo, jak tylko będą mogły, nie będą zwalniały pracowników. Dla każdego banku taka decyzja to ostateczność - przypomina Barbara Brańska. Przypomina, że utrata pracownika kosztuje dużo więcej niż tylko jego pensja. Za jakiś czas banki te mogą bowiem narażone na koszty związane z ponowną rekrutacją.

OPINIE

Michał Macierzyński

Analityk Bankier.pl

Najbliższe miesiące będą z całą pewnością należały do bardzo trudnych dla polskich banków. Sprzedaż kredytów zamiera, a koszty funkcjonowania pozostają na podobnym poziomie. Banki mogą zatem podwyższać opłaty i prowizje, a szukając oszczędności, decydować się na głębokie redukcje zatrudnienia. Dotyczyć one będą przede wszystkim pracowników sprzedających produkty hipoteczne. Jednak w ferworze redukcji kosztów osobowych banki mogą ciąć etaty wszędzie, gdzie się da - chociażby nie przedłużając umów czasowych. Część ze zwolnionych pracowników znajdzie pracę u rozwijającej sieć dystrybucji konkurencji, jednak pozostali będą musieli się albo przekwalifikować, albo poszukać pracy w innych sektorach gospodarki. Jeszcze kilka miesięcy temu mogli zostać doradcami finansowymi, obecnie również tam zaczęły się duże zwolnienia.

Przemysław Gacek

prezes Grupy Pracuj

Liczba ogłoszeń zamieszczonych przez branżę finanse i bankowość spadała powoli już od sierpnia 2008 r., choć wyraźne zmniejszenie liczby ofert nastąpiło dopiero w listopadzie. Analiza ogłoszeń wskazuje, że ogłoszeniodawcy zbierali siły na walkę z kryzysem, wzmacniając działy sprzedaży. W październiku 2008 r. branża finanse i bankowość deklarowała chęć zatrudnienia prawie tysiąca handlowców. W styczniu 2009 r. liczba sprzedażowych ofert pracy była już o połowę mniejsza. W grudniu nastąpił duży spadek zapotrzebowania na pracowników obsługi klienta i call center. Liczba ofert dla osób o takiej specjalizacji była w grudniu o 55 proc. niższa niż w listopadzie. W styczniu 2009 r. całkowita liczba ogłoszeń w sektorze finanse i bankowość wzrosła w porównaniu z grudniem, ale dopiero kolejne miesiące tego roku pokażą, czy będzie to trwała tendencja. Ewentualne wzrosty będą umiarkowane, a firmy będą starały się zweryfikować i maksymalnie wykorzystać umiejętności dotychczas zatrudnionej kadry.