Na szczęście emocje spadków ustąpiły, gdy największe banki  taniały o 12 proc., a  WIG20 znajdował się już na zaledwie 1253 punktach. Wtedy do akcji włączyły się byki. W zeszłym tygodniu poziom poniżej 1500 pkt. wydawał się abstrakcyjny, ale jak pokazała rzeczywistość na GPW wszystko jest możliwe. Jako jedyny europejski rynek osiągamy nowe minima bessy z prędkością spadającego kamienia.

Po gigantycznych spadkach do akcji wkroczył popyt. Obrót zaczął dynamicznie rosnąć, co pokazywało, że chętnych na przecenione akcje nie brakuje. Oczywiście w grze najbardziej liczyły się banki, które zaczęły odrabiać straty. PEKAO z 12 procentowej przeceny zdołał wejść na 5 procentową zwyżkę, więc dzienna zmienność sięgała szczytów. Jeszcze przed krytycznym odbiciem na giełdzie widzieliśmy wzmocnienie się złotego na rynku walutowym, co wzbudziło plotki o możliwej rządowej interwencji. Jak się okazało popołudniu Ministerstwo Finansów przyznało, że wymieniło część środków europejskich przez BGK na rynku walutowym. Poziom 4,92 zł za euro był ostatnim możliwym przed nieuchronnym testowaniem 5 złotych. Na razie interwencja okazała się skuteczna, i złoty do końca dnia pozostał silny mimo umacniana się dolara do pozostałych walut. To dopiero pierwszy krok w walce o mocną walutę, ale przynajmniej ten z całą pewnością można uznać za sukces. O jego trwałości będzie można mówić za kilka dni.

Gigantyczny obrót utrzymywał się na giełdzie do końca i ostatecznie osiągnął 2 miliardy złotych. To była bez wątpienia rekordowa sesja. A popyt tak się rozpędził, że z 5 procentowych spadków WIG20 wszedł na 2 procentowe plusy. Końcówka była słabsza, ale i tak udało się zakończyć po zielonej stronie. Trudno jednoznacznie ocenić minioną sesję. Duży obrót i wyjście z 5 proc. spadku każą uważać, że jest to wyznaczenie twardego dna. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że początkowy spadek indeksów był tak emocjonalny i zupełnie nie uzasadniony, że jest to jedynie krótkoterminowe wybicie po histerycznych spadkach. Mimo to takie wybicia z reguły przeciągają się na kilka kolejnych dni, a zatem koniec tygodnia powinien być wzrostowy, zwłaszcza że wczorajsza sesja w Stanach zakończyła się neutralnie, czyli bez wskazania konkretnego kierunku. Jednie dzisiejsza informacja z GUS o spadku produkcji przemysłowej w kraju aż o 11 proc. może powstrzymać chęć zakupów i wprowadzić ponownie nerwową sytuację.