Choć wszyscy lubią powtarzać, że UE jest w kryzysie, to po negocjacjach Pakietu Zimowego wcale tego nie widać. Z ośmiu aktów prawnych wchodzących w jego skład udało się dopiąć już cztery. To bardzo szybkie tempo jak na standardy UE, bo Pakiet został przedstawiony w listopadzie 2017 r.

Prace legislacyjne są w tej chwili w fazie tzw. Trilogu czyli negocjacji między Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim, a prezydencją bułgarską reprezentującą państwa UE. Bułgarzy 30 czerwca żegnają się z przewodniczeniem UE więc kompromis w sprawie efektywności oraz zarządzania unią energetyczną (tzw. rozporządzenie "governance") udało się osiągnąć niejako rzutem na taśmę. To oznacza, że zakończono prace nad czterema kluczowymi aktami prawnymi: dyrektywą o efektywności energetycznej budynków, dyrektywą OZE, rozporządzeniem „governance” oraz dyrektywą o efektywności energetycznej.

Cztery ostatnie projekty, w tym kluczowe rozporządzenie o rynku energii oraz dyrektywę o rynku energii wezmą na tapetę obejmujący od 1 lipca przewodnictwo w UE Austriacy.

Wynegocjowane w nocy z poniedziałku na wtorek porozumienie w sprawie efektywności energetycznej przewiduje m.in.:
- zmniejszenie zużycia energii w UE o 32,5 proc. do 2030 r. PE, który naciskał na 35 proc. musiał ustąpić, zdołał tylko wywalczyć zapis o przeglądzie dyrektywy w 2023 r. pod kątem ewentualnego zwiększenia celu.
- wprowadza zachęty dla inwestorów chcących włożyć pieniądze w przedsięwzięcia proefektywnościowe.
- wzmacnia prawa konsumentów – na rachunkach powinny być dokładne informacje dotyczące zużycia ciepła przez gospodarstwa domowe.

Obniżenie energochłonności gospodarki o 32, 5 proc. będzie wymagało inwestycji sięgających ponad 25 mld euro do 2030 r.

Kolejny akt prawny który doczekał się kompromisu między PE, Komisją a państwami czyli rozporządzenie o zarządzaniu unią energetyczną ma umożliwić lepszą koordynację narodowych polityk energetycznych w celu koncentracji na uzgodnionych przez UE celach. Najdłuższe negocjacje toczyły się o zapis nie odgrywający w praktyce większej roli: czy UE będzie w 2050 r. gospodarką zeroemisyjną jak chcieli „Zieloni” z PE czy też w dokumencie nie będzie żadnej daty, jak chciała część państw. Ostatecznie ku rozczarowaniu organizacji ekologicznych przyjęto formułę, że UE będzie zeroemisyjna „tak szybko jak to możliwe”.

Dużo większe znaczenie mają administracyjne reguły narzucane na państwa przez rozporządzenie.

Co każdy kraj będzie musiał robić? Jakie ma to znaczenie dla Polski i przeciętnego obywatela? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Autor: Rafał Zasuń, WysokieNapiecie.pl