"Chcemy dać bezpieczeństwo tym, którzy - tak jak cały świat - sądzili, że koniunktura potrwa dłużej, wzięli kredyt po to, by kupić mieszkanie. Teraz my musimy pomóc, żeby tego mieszkania nie stracili" - powiedział Tusk. 

Premier przypomniał, że rząd doprowadził już do podniesienia gwarancji zabezpieczających depozyty i utworzył rezerwę solidarności społecznej w wysokości miliarda 140 milionów złotych.

Zapewnił też, że priorytetem rządu jest ochrona rynku pracy.

"Kryzys, który narodził się tysiące kilometrów od Polski, którego znamiona są na świecie dopiero z trudem rozpoznawane, ma w naszym kraju naprawdę jedno ponure oblicze - zagrożenie utratą miejsc pracy przez wielu ludzi" - powiedział Tusk podczas debaty nad informacją rządu nt. planów zabezpieczenia gospodarki i obywateli przed skutkami kryzysu. Jak dodał, ludzie będą tracili miejsca pracy głównie dlatego, że "ktoś upadł w kraju ogarniętym prawdziwym kryzysem".

"To jest problem, który potrzebuje do rozwiązania bardzo oryginalnych instrumentów. My nie mamy wpływu na to, czy Austriak, Amerykanin czy Ukrainiec zamówi kolejne maszyny budowlane ze Stalowej Woli" - zaznaczył premier. Jak dodał, rząd nie zmusi innych państw, które walczą z kryzysem, by kupowały polskie produkty.

"Chcę uspokoić wszystkich, że racjonalny projekt +oszczędność+ to nie będzie oszczędność na dzieciach, które potrzebują dożywiania w szkołach, to nie będzie projekt oszczędności na emeryturach" - podkreślił.