Rozmawiamy z JOANNĄ STRZELEC-ŁOBODZIŃSKĄ, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki

Przemysłowi odbiorcy ostro krytykują wzrost cen energii. Uznają, że jest za wysoki, grozi spadkiem produkcji, a w końcu zwolnieniami pracowników, i chcą od władz działań ograniczających podwyżki. Doczekają się?

- Takie działania zostały podjęte w ramach polityki właścicielskiej i w sferze prawa.

Co zostało zrobione w sferze polityki właścicielskiej?

- W jej efekcie duże spółki energetyczne (PGE, Enea, Tauron, Energa - red.) złożyły oświadczenie, w którym zapowiedziały rewizję kosztów przyjętych do kalkulacji cen i zadeklarowały zamrożenie płac w tym roku. Jeśli ich wewnętrzne rachunki potwierdzą, że w miarę szybka obniżka kosztów jest realna, to powinno też dojść do obniżenia cen dla przemysłu.

Jeśli szybka obniżka, to kosmetyczna, bo grupy energetyczne oświadczyły, że prąd istotnie nie stanieje bez obniżek cen węgla, a na to się nie zanosi.

- Vattenfall obniża ceny energii o 4 proc.

Wpływ Vattenfalla na rynek jest niewielki.

- No, ale obniża ceny, powołując się na istotny powód, bo na spadek cen hurtowych. I to jest fakt, bo w końcówce roku ubiegłego i jeszcze w styczniu energia w hurcie kosztowała 220 zł i więcej, a teraz jest to poziom 200 zł. Podobnie jak Vattenfall powinny zareagować inne firmy.

Twierdzą, że pójdą w ślady Vattenfalla, gdy uzyskają podwyżki cen dla gospodarstw domowych, które Vattenfall podniósł stosunkowo wysoko bez zgody URE. Powinno dojść do podwyżki cen dla gospodarstw domowych?

- Jestem za uwolnieniem cen dla gospodarstw domowych przy jednoczesnym wprowadzeniu socjalnych osłon dla odbiorców najuboższych. Regulacja cen dla gospodarstw domowych oznacza w praktyce, że przemysł płaci więcej, niż powinien. Z Energi wyszedł pomysł, żeby ceny dla gospodarstw domowych taryfować do pewnego poziomu zużycia energii, a ceny powyżej tego zużycia uwolnić. Poddajemy ten pomysł szybkiej obróbce, ale to jest trudna sprawa, bo jego wprowadzenie mogłoby oznaczać niższe od rynkowych ceny także dla zamożnych odbiorców, a nie o to chodzi. Będziemy też zabiegać o obniżkę akcyzy na energię. Sądzę, że mogły powstać ku temu warunki, bo wzrost cen prądu jest tak duży, że może przychody z VAT zrównoważą chociaż częściowe zmniejszenie akcyzy. Poprosimy, żeby resort finansów to oszacował.

No, a jakie działania legislacyjne podejmujecie, żeby ograniczyć czy zracjonalizować wzrost cen energii?

- Przygotowane zmiany w prawie energetycznym umożliwią regulatorowi ustalanie cen maksymalnych i nałożą na producentów energii obowiązek jej sprzedaży na rynku publicznym, w tym przez giełdę, co umożliwi wykreowanie obiektywnej ceny referencyjnej. Projekt powinien znaleźć się w przyszłym tygodniu na Komitecie Rady Ministrów. Oceniam, że w przyszłym roku nawet około 40 proc. energii produkowanej w Polsce może być dostępne w sprzedaży publicznej, czyli przez giełdę i na przetargach.

Ale w tym roku niewiele to da, bo producenci większość energii na 2009 rok sprzedali.

- Jednak wiele spółek energochłonnych kupiło energię tylko na I kwartał i dla nich na pewno to jest szansa. Ja w najbliższym czasie bardziej liczę na drugi instrument, czyli nowe uprawnienia prezesa URE. Jeśli wykaże, że firmy nie zachowują się rynkowo, a o to są obwiniane, to będzie mógł ustalić maksymalną cenę energii i określić sposób jej sprzedaży. To silny instrument oddziaływania.

Pod warunkiem że decyzje będą wydawane pod rygorem natychmiastowej wykonalności. URE tego chce, ale w projekcie nic o tym nie ma. Poprzecie URE?

- Chyba trzeba zrobić tak, jak oczekuje URE, bo procesy sądowe energetyki z URE trwają po dwa, trzy lata. URE będzie mógł wydawać decyzje także w odniesieniu do cen z kontraktów już zawartych między producentami i sprzedawcami energii. Jeśli uzna je za przesadzone, będzie mógł ingerować.

Cen węgla URE nie reguluje, a to ich podwyżkę ocenianą na 40 proc. energetyka uznaje za główny czynnik wzrostu cen prądu.

- Sama zebrałam dane na ten temat. Wynika z nich, że energia drożeje najczęściej o ponad 30 do 40 proc., a i 50 proc. się zdarza. Energetyka mówi, że węgiel kamienny podrożał o 40 proc. i więcej, a to się zgadza pod warunkiem uwzględnienia rabatów, jakie energetyka dostawała od kopalni. I dalej - jeśli w kosztach wytwarzania energii koszty paliwa stanowią 50 proc. i ono drożeje nawet o 40 proc., a średnio nie drożeje o tyle, bo energię produkuje się też ze znacznie tańszego węgla brunatnego, to 40-proc. wzrost cen paliwa przekłada się tylko na 10-12-proc. wzrost cen energii. Wzrostem cen węgla da się uzasadnić tylko 25-30 proc. podwyżki energii. Do wyjaśnienia jest zatem pozostałe 70-75 proc.

W takim razie proszę to wyjaśnić.

- Są jeszcze inne czynniki wzrostu cen energii niż ceny węgla.

Energetyka gwałtownie szuka pieniędzy na inwestycje? Chodzi o wzrost marż?

- Ogólnie rzecz biorąc - tak. Ceny energii w końcu kiedyś muszą wzrosnąć. Teraz nie jest na to dobry moment, bo jest kryzys, ale kiedy ten moment będzie dobry dla energetyki? Najpierw były urzędowe ceny energii, potem sztuczne utrzymywanie ich na poziomie, który inwestycji nie uzasadniał. Teraz z kolei zostały one uwolnione, więc spółki energetyczne sprzedają prąd po takiej cenie, jaką się uda osiągnąć. Boli mnie, że na energetykę spada tyle krytyki z powodu podwyżki cen.

Spada też na was, bo przemysł zarzuca wam, że jesteście ministerstwem lobbingu na rzecz górnictwa i energetyki i że nie macie nawet departamentu przemysłu.

- Departamentu o takiej nazwie nie ma, ale jest Departament Rozwoju Gospodarki, zajmujący się przemysłem. Nie lekceważymy przemysłu, ale jak mówi się, że na przykład metalurgia ma kłopoty, bo energia zdrożała, to tak nie jest. Wzrost cen energii firmom nie pomaga. Trzeba zrobić wszystko, żeby był rozsądny, ale firmom po prostu załamały się rynki zbytu i nie można na energetykę zwalać kryzysu. A spory będą, bo dzisiaj łączenie interesów energetyki i przemysłu to godzenie ognia z wodą.

• JOANNA STRZELEC-ŁOBODZIŃSKA

absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, wieloletni staż pracy w firmach energetycznych, w tym na stanowisku prezesa zarządu Tauron Polska Energia, od października 2008 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki