Szczególnie był on widoczny na amerykańskich giełdach – indeks Dow Jones pokonał zeszłoroczne minima i zamknął się na najniższym poziomie od ponad 6 lat. Jeśli dzisiaj jego zniżka będzie kontynuowana, na co wskazuje zachowanie kontraktów na ten indeks, perspektywy dla wszystkich ryzykowniejszych aktywów, również dla polskiej waluty, ulegną zdecydowanemu pogorszeniu. Wczorajsze i dzisiejsze odreagowanie w notowaniach złotego pokazało, jak duży wpływ na jego wartość mają nastroje panujące na światowych rynkach. Jeśli są one słabe, polskiej walucie nie są w stanie znacząco pomóc ani zapowiedzi kolejnych działań Ministerstwa Finansów na rynku walutowym, ani perspektywy wejścia do ERM2. Odnośnie działań MF istnieje jednak nadzieja, iż jeśli nie sprowokują one napływu kapitału spekulacyjnego na rynek złotego, będą działać stabilizacyjnie na polską walutę i nie dopuszczą do wzrostu kursu EUR/PLN znacznie ponad jego historyczny szczyt.

Warto zauważyć, iż spadek kursu EUR/PLN, jaki dokonał się we wtorek i w pierwszej połowie wczorajszego dnia, był równy w ujęciu procentowym do zniżki, jaka miała miejsce pomiędzy 4 a 9 lutego. Z tego względu ruch ten należy póki co traktować jako zwykłą korektę, a nie zapowiedź większego odreagowania. Z punktu widzenia analizy technicznej wartość euro względem złotego doszła na początku dzisiejszej sesji do istotnego oporu – 61,8% zniesienia Fibonacciego wspomnianej korekty spadkowej. Bariera ta usytuowana jest nieco poniżej 4,8200. Jej pokonanie może dać impuls do wzrostu przynajmniej do 4,8600. Jak na razie jednak skutecznie powstrzymuje ona osłabienie złotego, co daje szanse na to, że w dalszej części sesji polska waluta nie będzie już dynamicznie tracić na wartości. 

W czasie dzisiejszej sesji azjatyckiej notowania eurodolara zeszły nieco poniżej poziomu 1,2600. Na początku notowań w Europie kurs EUR/USD oscylował wokół wartości 1,2590. Ostatnia fala osłabienia wspólnej waluty jest wynikiem między innymi pogorszenia nastrojów na światowych parkietach, z którymi notowania eurodolara są silnie dodatnio skorelowane. Ponadto na rynku pojawiły się obawy o spójność Eurolandu w obliczu recesji i kryzysu finansowego. Część krajów strefy euro – m.in. Grecja, Hiszpania, Irlandia czy Portugalia – jest mniej odporna na zawirowania w globalnej gospodarce. Sytuacja ta zdecydowanie utrudnia prowadzenie jednolitej polityki pieniężnej i stwarza poważne zagrożenie dla stabilności deficytu budżetowego w krajach, które bardziej odczuwają negatywne skutki kryzysu.
Gospodarki silne, charakteryzujące się zdrowym stanem finansów publicznych, jak na przykład Niemcy, mogą pozwolić sobie na potężne pakiety stymulacyjne, co w połączeniu z niskim poziomem stóp procentowych, powinno stanowić dla nich mocne wsparcie. Kraje znajdujące się w gorszej sytuacji jeśli chodzi o budżet, nie dość, że mają ograniczone pole zwiększania wydatków fiskalnych, to jeszcze sfinansowanie tych wydatków za pośrednictwem emisji obligacji może okazać się problematyczne i kosztowne. W wyniku wzrostu awersji do ryzyka, silnie zwyżkują wymagane przez inwestorów stopy zwrotu z obligacji, szczególnie jeśli emitentem są kraje, borykające się z problemami gospodarczymi.

Głównym problemem Eurolandu jest więc obecnie projekt, który umożliwiałby wsparcie dla krajów takich jak Irlandia, Grecja, Hiszpania czy Portugalia. Rozważa się między innymi zakup obligacji poszczególnych krajów przez Europejski Bank Centralny. Póki co jednak nie powstał nawet zarys takiego projektu, co wpływa na spadek zaufania inwestorów do strefy euro.

Tomasz Regulski
Joanna Pluta
Departament Doradztwa i Analiz
DM TMS Brokers S.A.