Jednym z natychmiastowych skutków spowolnienia gospodarczego jest widok opustoszałych stanowisk pracy w pomieszczeniach biurowych. Przez poprzednie dziesięć lat biura były pełne. Teraz wielu pracowników spostrzega, że naprzeciwko nikt już nie siedzi, a rozrzucone po biurze opuszczone stanowiska wyglądają trochę jak nagrobki kolegów, którzy odeszli. Ich widok to dla kariery zawodowej najskuteczniejsza forma przypomnienia o maksymie „memento mori”, uświadamiającej każdemu, że to on może być następny do zwolnienia.

- Firmy powinny mieć na uwadze samopoczucie tych, którzy nadal pracują - mówi Lynda Gratton, profesor praktyki zarządzania w London Business School. - Jednym z wielkich problemów jest podczas recesji tzw. syndrom ocalonego. Organizacje tak bardzo koncentrują się na tracących pracę, że zapominają o tych, którzy przetrwali zwolnienia - a oni mogą mieć straszliwe poczucie winy.

Mogą się także czuć wyizolowani. Niektóre biura sprawiają przecież wrażenie kompletnie opustoszałych. To nie tylko kwestia pustych stanowisk pracy, choć ich widok nie działa korzystnie. - Trzeba się ich jak najszybciej pozbywać. Gdy stoją długo i ludzie na nie patrzą, to jest jakby śmierć na raty - uważa Lynda Gratton.

W większych organizacjach zarówno te biurka, jak i puste pomieszczenia nie stanowią tak istotnego problemu. Pewien bankier z londyńskiej dzielnicy Canary Wharf zauważa, że „hałas z zaplecza”, jaki wywołuje ciągłe przemieszczanie się poszczególnych departamentów oraz pracowników, pomaga w wypełnieniu luk, spowodowanych zwolnieniami. - Poza tym w bankach zawsze na jakimś piętrze są puste pokoje - mówi.

Dla mniejszych przedsiębiorstw jest to problem poważniejszy, zwłaszcza gdy wszyscy pracują w jednym, otwartym pomieszczeniu.

Według Milesa Shipside'a, dyrektora handlowego internetowego przedsiębiorstwa obrotu nieruchomościami Rightmove - które ze swoich trzystu pracowników musiało ostatnio zwolnić 20 proc. - jego firma była pod tym względem w stosunkowo korzystnym położeniu. - Projekt naszego biura umożliwia wydzielenie z niego poszczególnych fragmentów, które możemy podnajmować. Przenieśliśmy się więc do mniejszego pomieszczenia, w którym natychmiast pojawiło się więcej ruchu. To znacznie lepsze niż patrzenie duże, opustoszałe miejsca - mówi.

Dodaje, że przeprowadzki dokonano całkiem szybko, a ponieważ firma we wczesnym okresie istnienia działała w bardzo zatłoczonym biurze, to obecne ścieśnienie się spowodowało, że w jakimś stopniu odżył duch tamtych czasów.

W przypadku firm, które nie są w stanie po prostu podzielić zajmowanej powierzchni na mniejsze fragmenty, obecna sytuacja może być trudna. Jak jednak uważa Angela Sasso, dyrektor ds. aranżacji komercyjnych powierzchni wewnętrznych w firmie architektonicznej Swanke Hayden Connell, zawsze można coś z tym zrobić. - Można pogrupować biurka, można przestać używać jakiejś części powierzchni biurowej, można tę część przeznaczyć na co innego, na przykład na wypoczynek albo na miejsce spotkań. Można również po prostu tak zaaranżować ustawienie stanowisk pracy, że każdy będzie miał dla siebie więcej miejsca. W ostatnich latach pomieszczenia biurowe były bardzo zatłoczone i pod tym względem zmniejszenie liczby pracowników dla tych pozostałych oznacza sporą ulgę - mowi Angela Sasso.

Zdaniem Mike'a Emmota, doradcy ds. stosunków pracowniczych w firmie Chartered Institute of Personnel and Development, najgorszym, co można zrobić, jest - po przeprowadzeniu zwolnień w zespole - pozostawienie tych paru ocalonych osób w kompletnej izolacji. Ale twierdzi on również, że zmniejszenie liczby pracowników może stanowić dobrą okazję do przyjrzenia się sposobowi organizacji poszczególnych firm.

- W krótkim terminie może to stanowić okazję do przegrupowań i reorganizacji zespołów pracowniczych i do ponownego wywołania wśród nich napięcia - mówi.

Prof. Lynda Gratton jest natomiast przekonana, że w długim terminie wiele z pustych dziś biurek zniknie na dobre. - Podczas recesji jest tak, że niektóre zjawiska znikają na zawsze, a inne zostają. Sądzę, że przecenialiśmy korzyści płynące z tego, że ludzie pracują w warunkach fizycznej bliskości - mówi. Jej zdaniem do takich stałych zmian na skutek recesji taką stałą zmianę może należeć pojawienie się wirtualnych zespołów pracowniczych oraz praca w domu.

Dla dyrektorów finansowych firm, którym poszczęściło się do tego stopnia, że nadal się rozwijają, te zmiany stanowią ewidentną korzyść. Angela Sasso podkreśla również, że powierzchnia biurowa jest dzisiaj tania. - Jeśli można ją podnająć, to bardzo dobrze - mówi. Mike Emmot dodaje natomiast, że w przypadku pracowników skazanych dotychczas na dzielenie biurka z kolegą będzie to pierwsza okazja, żeby mieli je tylko do własnego użytku.