Przedsiębiorcom trudno planować długofalowe strategie działań w okresie kryzysu. Powodem są nieustanne zmiany sytuacji na rynku motoryzacyjnym. Wiele firm zapowiada, że w 2009 roku nie będzie podwyżek, a premie będą obcinane. Niewykluczone są też redukcje wynagrodzeń. Przedsiębiorcy starają się utrzymać zatrudnienie, ale nie wszędzie jest to możliwe.

Na Żeraniu zwolnienia

W Fabryce Samochodów Osobowych pierwsze zwolnienia pracowników mają nastąpić do końca marca.

- Dostaliśmy informację o tym, że 650 pracowników w ramach zwolnień grupowych straci pracę. To jest pierwszy ruch, jaki zrobił pracodawca. Będziemy proponować, aby jednak ograniczyć te zwolnienia - mówi Marek Dyżakowski, wiceprzewodniczący Zarządu Krajowego Związku Zawodowego Inżynierów i Techników, reprezentujący stronę Fabryki Samochodów Osobowych.

Zwolnionych ma zostać 190 pracowników umysłowych, 310 robotników i 150 ze służb pomocniczych.

Ryszard Kowalski, dyrektor Biura Zarządu Fabryki Samochodów Osobowych, uspokaja, że zwolnienia te to rozwiązywanie umów z agencjami pracy tymczasowej. W najbliższym czasie nie ma planów zwalniania osób, które na stałe pracują w fabryce.

- W okresie, kiedy firma dynamicznie się rozwijała, zatrudnialiśmy ludzi przez agencję pracy tymczasowej. Podpisywane były umowy z taką agencją, która dostarczała nam pracowników - wyjaśnia Ryszard Kowalski. Dodaje jednak, że firma bierze pod uwagę kolejne zwolnienia - około 500 osób spośród stałych pracowników - jeżeli nie będzie nowych zamówień na samochody i fabryka przejdzie na system jednozmianowy. Taka sytuacja może mieć miejsce już od 1 kwietnia. Prognozy na ten rok zakładają bowiem zmniejszenie produkcji o 30 proc.

Związki zawodowe liczą też na pomoc rządu. Jednak do tej pory nic w tym kierunku nie uczyniono. Jak wyjaśnia Marek Dyżakowski, chodzi o dopłaty do wynagrodzeń pracowników, którzy są na liście do zwolnienia.

- Pozwoliłoby to utrzymać zatrudnienie do czasu poprawy koniunktury na rynku - argumentuje Marek Dyżakowski. Dodaje, że nawet nie ma gwarancji, że fabryka da pieniądze na odprawy pracownikom.

Spokojniej w Gliwicach

W zakładach Opla w Gliwicach, które wchodzą w skład koncernu General Motors, pracownicy też liczą się ze zwolnieniami.

- Nie mamy układu zbiorowego. Mamy jednak umowę z zarządem europejskim, która określa, że nie może być zwolnień przymusowych. Jeśli już będzie zła sytuacja, to część pracowników po porozumieniu z zakładem odejdzie dobrowolnie, a nie z przymusu - mówi Sławomir Ciebiera, przewodniczący NSZZ Solidarność General Motors Manufacturing Poland.

Przedstawiciele GM w Europie nie wykluczają zamykania niektórych fabryk. Jednak Sławomir Ciebiera zaznacza, że z punktu ekonomicznego zakład w Gliwicach powinien przetrwać, gdyż przynosi zyski.

Przemysław Byszewski, rzecznik General Motors w Polsce podkreśla, że z uwagi na dynamiczną sytuację na światowych rynkach niemożliwe jest zaplanowanie długofalowej strategii.

- Będziemy reagowali na wymagania rynków tak szybko, jak to będzie możliwe. Jednak jeśli sytuacja w Europie Zachodniej się nie poprawi (eksportujemy tam 95 proc. produkcji), to nie możemy wykluczyć dni nieprodukcyjnych - stwierdza Przemysław Byszewski.

Nie tylko producenci

Zwolnienia mogą mieć miejsce nie tylko w zakładach produkcyjnych. Wiele firm jest od nich zależnych. W związku z tym takie przedsiębiorstwa jak dealerzy, dostawcy etc. również muszą się liczyć z ograniczeniem zatrudnienia.

Nie wiadomo, ile osób w branży motoryzacyjnej w sumie straci pracę. Okazuje się jednak, że na jedno miejsce pracy w produkcji przypada od pięciu do ośmiu pracowników u dostawców i w usługach towarzyszących. Biorąc pod uwagę, że w samym FSO pracę w tym roku może stracić około 1,2 tys. osób, to w firmach powiązanych z fabryką zwolnionych może zostać przynajmniej 6 tys. pracownikow.

Autobusy mają się dobrze

Przedstawiciele Polskiej Izby Motoryzacyjnej zaznaczają, że póki co w Polsce sytuacja nie jest zła. Trudno jest jednak ocenić, jak będzie wyglądała za kilka dni. Oficjalnie nikt więc nie podejmuje się rzeczowej analizy rynku pracy w całej branży.

Okazuje się też, że są firmy, które nie planują redukcji zatrudnienia czy obniżenia zarobków pracownikom. Tak jest w Bolechowie koło Poznania, gdzie producent autobusów firma Solaris Bus & Coach myśli o dalszym rozwoju.

W 2008 roku Solaris sprzedał o 47 proc. więcej autobusów niż w 2007 roku i zwiększył zatrudnienie o 200 osób. Solange Olszewska prezes Solaris Bus & Coach zapowiada, że planuje wzrost sprzedaży także w 2009 roku. Ma w tym pomóc pozyskanie kolejnych nabywców i rozwój nowych produktów. Firma pracuje obecnie nad projektem autobusu międzymiastowego oraz autobusu z napędem hybrydowym szeregowym. Ponadto zapowiadana jest także premiera tramwaju marki Solaris.

Mateusz Figaszewski z Solarisa zapewnia, że w związku z planami firmy z pewnością zostanie utrzymane zatrudnienie na obecnym poziomie - 1,5 tys. osób. Niewykluczone, że firma będzie zatrudniała kolejne osoby.