• Jak wy, jako największy gracz na rynku OFE, odbieracie propozycje zmian zasad działalności funduszy?

- Duże fundusze po proponowanych zmianach będą zmuszone do zaprzestania konkurencji o nowych klientów. To efekt wprowadzenia rozwiązania przewidującego, że opłata za zarządzanie aktywami będzie pobierana tylko od aktywów nieprzekraczających 20 mld zł. Po osiągnięciu tego progu nowy klient nie będzie dawał żadnych przychodów z tytułu opłaty za zarządzanie, a spowoduje wzrost kosztów obsługi i ryzyka, że jeśli nie wypracujemy minimalnej stopy zwrotu, będziemy musieli dopłacać do większej liczby klientów. Takie rozwiązanie oznacza karanie PTE z dużym udziałem w rynku, które w uczciwej konkurencji wywalczyły przewagę i mają najniższe koszty. To tak, jakby - szukając analogii w świecie polityki - prezydent jakiegoś kraju wydał dekret stanowiący, że w parlamencie ma być sześć partii z równym udziałem procentowym, bo to jest dobre dla demokracji, zaś to, że rozkład głosów wyborców był inny, świadczy o ich niskiej świadomości politycznej.

• Ale zostaje wam opłata od składki, mniejsza niż obecnie dla całego rynku, ale w waszym wypadku niewiele niższa od tej, którą pobieracie.

- Ale policzmy: opłata od składki ma wynieść 3,5 proc. Odejmijmy od tego 1,3 proc. z tytułu wpłat na fundusz gwarancyjny, opłat na nadzór, rzecznika ubezpieczonych i dla ZUS. To oznacza, że zostaje nam 2,2 proc. składki. Z tej kwoty musimy odliczyć koszty obsługi, systemów informatycznych - powiedzmy 10 zł rocznie, tj. kolejny 1 proc. Czyli dla PTE zostaje 1,2 proc. A przy składce 1000 zł rocznie, 1,2 proc. to 12 zł. Widać więc, że niewiele zostaje na prowadzenie działań akwizycyjnych. Niestety, skupiono się w tych zmianach na opłatach, a nie widać innych propozycji poprawienia systemu.

• A o czym zapomniano?

- Wciąż brakuje dyskusji o poszerzeniu możliwości inwestycyjnych OFE. Łatwo jest krytykować fundusze, że straciły, ale one przecież nie mogły zabezpieczyć się przed spadkami, bo takie instrumenty nie są dostępne dla OFE. Padają argumenty, że fundusze mają za dużo akcji w portfelu. Pytanie, gdzie mają inwestować i jak przy tej skali zaangażowania wyjść z rynku akcji bez strat. Przepisy dotyczące możliwości inwestycyjnych OFE powstały w 1998 roku i nie były zmieniane. A w ciągu 10 lat paleta instrumentów finansowych znacznie się poszerzyła.

• Nie ma w tych propozycjach żadnych dobrych rozwiązań?

- Dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie wielofunduszowości, co pozwoli na dostosowanie profilu inwestycyjnego do potrzeb i wieku klienta. Zarządzanie różnymi funduszami wymaga inwestycji, np. w kompetencje zespołu zarządzającego, system informatyczny. Inne są koszty zarządzania funduszem agresywnym, a inne bezpiecznym. To wymaga wprowadzenia zróżnicowania opłat.

• Jaki wpływ na wasze decyzje o wejściu na rynek zakładów emerytalnych będą miały doświadczenia z przepisami o OFE?

- Oba przedsięwzięcia, i PTE, i zakłady emerytalne, są długoterminowe. Firmy takie jak my podejmują ryzyko inwestycji w oparciu o konkretne założenia, które powinny być niezmienne w długim terminie. W przypadku OFE w ciągu dziesięciu lat mieliśmy jedną zmianę wysokości opłat od składek, zapowiadana jest druga. Pojawiły się też zmiany uderzające w OFE, które wypracowały sobie dobrą pozycję, np. ograniczenie ich prawa do uczestnictwa w losowaniu osób, które same nie wybrały funduszu, nawet jeśli mają najlepsze wyniki inwestycyjne.

Nie mamy pewności, że za parę lat nie przyjdzie ktoś i stwierdzi, że jakieś opłaty powinny być kilkukrotnie niższe. Przekonując w centrali naszej grupy do zaangażowania się w utworzenie zakładu emerytalnego w Polsce, muszę rywalizować o kapitał z innymi projektami i regionami świata, gdy kapitału nie ma w nadmiarze. Niezapowiedziane i częste zmiany wpływające na stopę zwrotu niekorzystnie działają na postrzeganie ryzyka inwestycji w naszym kraju.

• Jadąc do Londynu przekonywać grupę Aviva do wejścia w ten segment rynku, obawia się pan negatywnej odpowiedzi?

- Na razie nie mam nawet z czym jechać. Zakłady emerytalne miały powstać już kilka lat temu, teraz mają pojawić się od 2014 roku, ale na razie nie mamy żadnej ustawy, która regulowałaby ostatecznie, jak ten biznes ma wyglądać. Na razie niepokoi nas taka formuła, w której zakład emerytalny, osiągnąwszy bardzo dobre zyski z inwestycji, musi podzielić się nimi z emerytami, podwyższając świadczenie. Problem w tym, że potem to podwyższone świadczenie trzeba utrzymać bez względu na to, jakie wyniki inwestycyjne będzie osiągał zakład emerytalny. Mając doświadczenia obecnej sytuacji na rynkach finansowych, dobrze widzimy to zagrożenie. W hossie ostatnich lat zakłady podwyższyłyby świadczenia, a teraz, notując straty, nie mogłyby ich obniżyć. Pojawia się pytanie, czy zakłady będą miały możliwość zabezpieczenia się przed taką sytuacją? Kto będzie pokrywał niedobory i jak długo? Jaką premię w stopie dyskontowej na ryzyko istotnych zmian w regulacjach dotyczących zakładów emerytalnych trzeba będzie uwzględnić? To pytania, na które będą musieli dostać odpowiedzi potencjalni udziałowcy zakładów emerytalnych.