Pierwszym i najbardziej widocznym efektem wprowadzenia euro będzie spadek ryzyka kursowego. Innymi słowy - ani firmy, ani osoby fizyczne nie będą musiały wymieniać złotego na euro, płacąc za to prowizję bankom czy kantorom. Jak wynika z opracowanego przez Biuro do Spraw Integracji ze Strefą Euro Narodowego Banku Polskiego Raportu na temat pełnego uczestnictwa Rzeczypospolitej Polskiej w trzecim etapie Unii Gospodarczej i Walutowej, samo zniesienie kosztów wymiany walut zwiększy polskie PKB o 0,66 do 1,65 proc. więcej niż w sytuacji, gdybyśmy do strefy euro nie weszli. Przy czym większość tego efektu pojawi się w pierwszych pięciu latach przebywania Polski w strefie euro. Autorzy innych analiz uznali, że koszty wymiany walut stanowią ok. 2 proc. wartości handlu zagranicznego naszego kraju ze strefą euro. Według ich szacunków - brak różnic kursowych i ryzyka walutowego oraz wynikająca z jednej waluty przejrzystość cen (łatwiej je porównywać i łatwiej wybrać lepszą ofertę) podniesie poziom PKB o 3,4 proc. w długim okresie w stosunku do sytuacji, w której euro nie przyjmujemy.

Większa wiarygodność

Przyjęcie euro może spowodować wzrost wiarygodności ekonomicznej Polski. Nasz kraj, który sporo inwestuje, notuje deficyt na rachunku obrotów bieżących. Powoduje to konieczność zadłużania się za granicą. Jednak im wyższy deficyt, tym większe ryzyko, że pożyczkodawcy wstrzymają swoje kredyty, co może wpędzić gospodarkę w kłopoty.

Skalę ryzyka odzwierciedlają oceny, wystawiane krajom przez agencje ratingowe. Analitycy NBP zwracają uwagę, że po przyjęciu euro podniesione zostały ratingi Cypru oraz Malty. I mimo że obecne oceny wiarygodności Polski nie są złe - gdyż wyższe mają tylko Czechy i Słowacja (obecnie już członek strefy euro) - to jednak wszystkie kraje euro mają wyższe oceny.

Zmiana waluty i wiarygodności Polski przełoży się na cenę, po jakim kraj oraz działające w nim firmy pożyczają pieniądze. Przede wszystkim - spadną stopy procentowe.

Obecnie stopa referencyjna NBP wynosi 4,25 proc. Tymczasem główna stopa procentowa w strefie euro to 2 proc.

Jednak na koszt pieniądza nie składa się tylko główna stopa procentowa w danym kraju. Jak wynika z raportu NBP, łącznie tzw. premia za ryzyko (czyli koszt pożyczenia pieniędzy) spadnie o ok. 2,3-2,4 pkt proc. Przy czym, biorąc pod uwagę zmiany stóp w Polsce i strefie euro, ten spadek może być jeszcze większy.

Szybszy rozwój handlu

Dwa czynniki - spadek ryzyka kursowego, a przypadku euro - jego likwidacja - oraz niższe stopy procentowe powinny się przełożyć na wzrost handlu zagranicznego.

Badania, przeprowadzane na zlecenie banku centralnego, wskazują, że pozytywne efekty przyjęcia euro dla handlu zagranicznego będą wyraźne. W zależności od badań i przyjętych metodologii szacuje się, że wzrost eksportu może wynieść w krótkim terminie nawet 27 proc. (a cała wymiana handlowa wzrośnie o 20 proc.). Z kolei inne badania mówią, że po krótkim okresie spadku eksportu zacznie się on szybko powiększać i w rezultacie będzie aż o 13 proc. większy, niż gdybyśmy euro nie przyjęli. Wzrośnie też import - o 9-11 proc., niż gdyby euro nie było.

O tym, zdecydują także same firmy. Okazuje się, że o ile firmy małe, średnie i duże mają wyższą wydajność, niż wynosi średnia unijna, o tyle mikrofirmy oraz te zatrudniające do dziewięciu osób notują niższą wydajność. Na dodatek polskie małe firmy relatywnie rzadko czerpią korzyści z eksportu. Od tego, czy uda się zwiększyć wydajność w najmniejszych przedsiębiorstwach i czy w większym stopniu nastawią się one na produkcję eksportową, będzie zależeć, jak ostatecznie będzie wyglądać rozwój handlu zagranicznego.

Inwestycje w górę

O tym, jak będzie kształtować się handel zagraniczny Polski po przyjęciu euro, zdecydują m.in. inwestycje. Jak wynika z raportu NBP, wynikające z akcesji obniżenie stóp procentowych powinno zwiększyć inwestycje finansowane ze środków krajowych. Tylko przy założeniu, że dzięki wejściu Polski do strefy euro nominalna stopa procentowa (dzięki obniżce premii za ryzyko) spadnie o 1 pkt proc., kapitału przeznaczonego na inwestycje będzie o 20 proc. więcej niż w scenariuszu, w którym do strefy euro nie wchodzimy.

Innym źródłem finansowania rozwoju gospodarki będą także zagraniczne inwestycje bezpośrednie. Te też powinny wzrosnąć, jednak dużo zależy m.in. od tego, jak kraj radzi sobie z przyjmowaniem inwestycji. Tymczasem niskie pozycje Polski w rankingach atrakcyjności dla inwestorów pokazują, że z tym nie jest najlepiej.

Generalnie jednak - na co wskazują badania opisane w raporcie NBP - można się spodziewać wzrostu inwestycji, co przełoży się na szybsze tempo rozwoju gospodarki. Według jednych szacunków tylko spadek obniżki stóp procentowych o 1 pkt proc. spowoduje wyższy PKB o 4,1 proc. Według innych szacunków wpływ będzie niższy, bo sięgnie 0,5 proc. PKB. Jednak te wyliczenia zostały poczynione przy założeniu, że akcesja do unii monetarnej przełoży się o spadek stóp o 0,7 pkt proc.

Wspólna waluta przyspieszy rozwój polskiego rynku finansowego - między innymi dzięki spadkowi kosztów transakcyjnych i premii za ryzyko. Po prostu inwestorzy będą żądali od polskich firm mniejszych zysków, gdy będą się one rozliczały w euro, niż obecnie i chętniej będą w nie inwestować. To zwiększy dostęp przedsiębiorstw do kapitału - bo łatwiej będzie im pozyskiwać go choćby na innych europejskich rynkach.

Szybszy wzrost PKB

Wszystkie te czynniki spowodują przyspieszenie wzrostu PKB. O ile? Tu szacunki są różne, w zależności od przyjętej metody badań. Według jednych z nich euro podniesie poziom o ok. 7,5 proc. PKB, z czego większość zysków pojawi się w najbliższych 10 latach. Dawałoby to więc o 0,7 proc. wyższy wzrost PKB niż w scenariuszu, w którym wspólnej waluty nie przyjmujemy. Inne badania szacują skalę korzyści na mniej, bo 1,5-2,5 proc. Jednak nawet taki szacunek oznacza, że tempo wzrostu gospodarczego byłoby wyższe o ok. 0,2 proc., niż wówczas, gdybyśmy euro nie przyjęli.

Kryzys każe czekać

Trwający kryzys nie zmienia wydźwięku raportu na temat przyjęcia w Polsce euro. Wspólna waluta może być dla nas korzystna pod warunkiem odpowiedniego przygotowania - wynika z suplementu, jaki Narodowy Bank Polski dodał do opracowanego przez siebie raportu. Jednak zawirowania na rynkach finansowych oraz recesja u naszych głównych partnerów handlowych mogą osłabić zdolność Polski do czerpania korzyści z euro. Utrzymanie kryteriów z Maastricht, warunkujących przyjęcie wspólnej waluty, w obecnej sytuacji może wiązać się z dodatkowymi kosztami, których nie byłoby przy lepszej koniunkturze. Wreszcie wstąpienie do ERM2 w obecnym stanie polskiej i światowej gospodarki wiąże się z dużym ryzykiem, że nie zdołamy się w nim utrzymać. Dlatego zarząd NBP uznał, że trzeba dokładnie się zastanowić nad momentem wejścia do tego systemu kursowego.

- Zarząd NBP nie rekomenduje wprowadzenia złotego do ERM2 tak szybko jak to możliwe - powiedział Witold Koziński, wiceprezes banku centralnego.