W sporze o Sąd Najwyższy możliwe jest izolowanie Małgorzaty Gersdorf i sędziów, którzy na mocy ustawy przeszli w stan spoczynku, oraz jednoczesne powołanie osoby, która będzie pełnić jej obowiązki. Odpowiedzią może być wskazanie alternatywnego prezesa przez przeciwników zmian w SN.

Od dziś w życie wchodzą przepisy, na mocy których sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia, a nie złożyli oświadczeń o woli dalszego pełnienia urzędu, mają przejść w stan spoczynku. Zapisy dotyczące poszczególnych grup sędziów będą wdrażane stopniowo. Najpierw, jak zapowiedziała na łamach DGP podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Anna Surówka-Pasek, głowa państwa wyda postanowienie o przejściu w stan spoczynku obecnej I prezes SN. Wówczas zadziała przepis pozwalający prezydentowi wskazać sędziego mającego pełnić jej funkcję do czasu wyboru nowego szefa SN. Z nieoficjalnych informacji DGP wynika, że obowiązki te wykonywać będzie sędzia Krzysztof Staryk. To może prowadzić do dwuwładzy w SN – dla prezydenta i rządu obowiązki I prezesa będzie pełnił nowy sędzia, ale dla większości członków Sądu będzie nim nadal Małgorzata Gersdorf.

Jednocześnie – zgodnie z ustawą – w stan spoczynku przejdzie 10 innych sędziów, którzy jak Gersdorf nie złożyli oświadczeń. Z kolei na rozpatrzenie 16 złożonych oświadczeń prezydent ma czas do września. Jest bardzo prawdopodobne, że bez względu na decyzje Andrzeja Dudy część z nich – łącznie z I prezes – nadal będzie przychodzić do Sądu Najwyższego (będą w SN, ale bez wpływu na jego działalność). Już dziś sędziowie ci nie są wyznaczani do składów orzekających.

– Nikomu nie zależy na awanturze w tej sprawie, więc nie należy się spodziewać radykalnych działań – mówi osoba zbliżona do rządu. Kluczowy będzie moment wyznaczenia ich następców.

Jak wynika z informacji DGP, wybór może opierać się na innym przepisie ustawy niż ten, który chce zastosować prezydent Duda. Przewiduje on, że jeśli I prezes nie może pełnić swoich obowiązków, zastępuje go jeden z prezesów izb SN wytypowany przez I prezesa. A jeśli ten nie może wskazać następcy – prezes izby najstarszy wiekiem. W tym ostatnim przypadku byłby to stojący na czele izby pracy i ubezpieczeń społecznych Józef Iwulski. Jest on w gronie sędziów, którzy oświadczyli, że nadal chcą pozostać w stanie czynnym. Gdyby doszło do takiej sytua cji, pojawiłby się więc sędzia pełniący obowiązki I prezesa, mający poparcie sędziów SN i samej Małgorzaty Gersdorf, alternatywny wobec wskazanego przez Andrzeja Dudę.

Komisja Europejska rozpoczęła wczoraj procedurę naruszenia zasad praworządności dotyczącą Polski i ustawy o SN. To działanie może się zakończyć pozwaniem rządu RP do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

>>> Czytaj też: Kopcińska: "Praworządność w Polsce ma się dobrze"

Sąd Najwyższy gotów na dwuwładzę

W pierwszej fazie procedury przeciw Polsce Komisja wysyła wezwanie do usunięcia naruszeń prawa. Władze w Warszawie mają miesiąc na odpowiedź. Dopiero po upływie tego terminu Bruksela może wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a ten może zająć się sprawą dopiero wtedy, gdy Polska odniesie się do zarzutów KE. Jednak wcale nie jest pewne, że TSUE podejmie sprawę. Bo zdaniem przedstawicieli rządu w sprawie organizacji sądownictwa w krajach członkowskich TSUE nie może orzekać. Możliwe, że taka będzie odpowiedź na wezwanie Komisji. Rządowi eksperci przypominają, że gdy TSUE zajął się sprawą usuniętego ze stanowiska prezesa węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego, to zrobił to na podstawie przepisów o prawie pracy, a nie dotyczących sądownictwa.

Natomiast zdaniem profesora prawa międzynarodowego Artura Nowaka o tym, czy wniosek Komisji jest zasadny, zdecyduje dopiero TSUE.

– Każde państwo członkowskie korzysta z zasady autonomii proceduralnej i ma prawo kreować swój ustrój dowolnie, pod warunkiem że mieści się to w granicach zasad prawa UE. Z tego powodu to orzeczenie będzie precedensowe – zaznaczył ekspert ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, były wiceszef MSZ w rządzie PO-PSL.

W jego ocenie są dwie przesłanki, aby unijny Trybunał Sprawiedliwości mógł zająć się polskim przypadkiem. Pierwsza to zachowanie praworządności, co jest zapisane w unijnym traktacie. Po drugie, każdy jeden trybunał krajowy jest jednocześnie sądem europejskim, w związku z tym w państwach członkowskich musi być zachowany w miarę jednolity standard praworządności z pozycji obywateli.

Na to, że TSUE zajmie się skargą Komisji, liczy opozycja.

– Podobnie jak 150 organizacji pozarządowych, byli prezydenci, ambasadorowie, najlepsi eksperci w dziedzinie prawa, stoimy na stanowisku, że to nasz trybunał, zwłaszcza w sytuacji gdy Trybunał Konstytucyjny został zniszczony przez polityków PiS i nie jest w stanie niezależnie oceniać ustaw – mówi Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej.

Na pewno jeśli TSUE uzna się za właściwy do rozpatrywania tej sprawy, orzeczenie nie nastąpi szybko. Średnio sprawa trwa 2,5 roku. – Jeśli będzie rozpatrywał skargę Komisji, to decyzja będzie najwcześniej za rok. Takie jest tempo prac – zauważa jeden z rządowych ekspertów. Dlatego nawet gdyby TSUE się zajął skargą Komisji, to wątpliwe, by miało to wpływ na wdrażanie prezydenckiej ustawy o Sądzie Najwyższym. – Jest za późno. Gdyby miał cokolwiek zrobić, np. w formie zabezpieczenia, to ta skarga powinna wpłynąć miesiąc czy dwa temu. A teraz nawet gdyby wydał orzeczenie, to będzie dotyczyło rekompensat dla sędziów, którzy przejdą w stan spoczynku. Zmiany będą nieodwracalne – mówi polityk zbliżony do Nowogrodzkiej.

Początek rewolucji

Zgodnie z nowymi przepisami od jutra sędziowie, którzy ukończyli 65 lat, a nie złożyli oświadczeń o chęci dalszego orzekania, przechodzą w stan spoczynku. W tym gronie jest I prezes SN Małgorzata Gersdorf. Dla rządzących wniosek jest jeden: skoro tak, od jutra Gersdorf nie może pełnić już funkcji I prezesa SN. Mówiła o tym w wywiadzie dla DGP prezydencka minister Anna Surówka-Pasek.

Jednak zmiany te zostały dokonane w trakcie sprawowania kadencji przez obecną I prezes SN, więc zdaniem wielu konstytucjonalistów doszło do złamania ustawy zasadniczej, która mówi o sześcioletniej kadencji tego organu. Podobnie uważa, większość sędziów SN – czego dowodem były czwartkowe uchwały Zgromadzenia Ogólnego SN wskazujące, że Gersdorf powinna pełnić funkcję do 2020 r. W tej chwili trudno powiedzieć, jak rozwinie się sytuacja. Na pewno cały obóz rządowy jest zdeterminowany do wprowadzenia zmian, w tym usunięcia I prezes. – To jest zdecydowane i myślę, że Komisja Europejska także o tym wie. Ta sprawa jest zakończona – mówi polityk zbliżony do Nowogrodzkiej. Pytanie, czy dojdzie do scenariusza dwuwładzy w SN. – Prezydent zapewne powierzy komuś funkcję I prezesa, choć możliwa jest sytuacja, że jeśli żaden z obecnych sędziów nie będzie zainteresowany, to prezydent wstrzyma się z taką decyzją – mówi osoba związana z rządem.

Następca prezes

Zgodnie z ustawą o SN, gdy zwolni się stanowisko I prezesa SN, zastosowanie znajdzie przepis ustawy, który pozwala prezydentowi wskazać sędziego mającego pełnić tę funkcję do czasu wyboru nowego szefa SN. Z nieoficjalnych informacji wynika, że obowiązki te wykonywać będzie sędzia Krzysztof Staryk. Nie udało nam się z nim skontaktować, by potwierdzić te doniesienia. Wiadomo, że sędzia Staryk nie brał udziału w zgromadzeniu ogólnym sędziów SN, podczas którego zapadły uchwały uznające, że do 2020 r. na czele SN stoi nadal prof. Gersdorf. Był za to w składzie orzekającym, który wydał kontrowersyjne postanowienie zamykające warszawskiemu sądowi apelacyjnemu drogę do zbadania, czy obecna prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska została w sposób prawidłowy wybrana na to stanowisko. Część publicystów oceniała, że orzeczeniem tym SN poszedł na rękę PiS.

Większa część sędziów SN uważa, iż kadencja obecnego prezesa SN upłynie dopiero w 2020 r. Z drugiej strony trudno będzie w ogóle nie brać pod uwagę postanowienia prezydenta stwierdzającego przejście w stan spoczynku prof. Gersdorf. Możliwy jest więc wariant, że dopóki sytuacja nie zostanie wyjaśniona ostatecznie, zastosowanie znajdzie przepis ustawy o SN, zgodnie z którym w czasie nieobecności I prezesa SN zastępuje go wyznaczony przez niego prezes SN, a w przypadku niemożności wyznaczenia – prezes SN najstarszy służbą na stanowisku sędziego. Przy tym ostatnim wariancie byłby to stojący na czele izby pracy i ubezpieczeń społecznych Józef Iwulski.

Prezesi izb

Z punktu widzenia bieżącej działalności SN największe znaczenie mają prezesi izb. Nadal niepewny pozostaje los dwóch z nich: Stanisława Zabłockiego, stojącego na czele izby karnej, oraz Józefa Iwulskiego, który kieruje pracami izby pracy i ubezpieczeń społecznych. W takiej samej sytuacji pozostaje również pięciu innych sędziów SN. Wszyscy oni złożyli oświadczenia o gotowości dalszego pełnienia służby, jednak nie zrobili tego w trybie nowej ustawy o SN (uznają ją za niekonstytucyjną w tym zakresie), a w oparciu o zagwarantowaną w ustawie zasadniczej nieusuwalność sędziego. Ich oświadczenia zostały przekazane przez Kancelarię Prezydenta Krajowej Radzie Sądownictwa, która teraz ma wydać opinię na ich temat. Zapewne uczyni to na najbliższym posiedzeniu, które rozpocznie się 11 lipca. Jak wynika ze słów Leszka Mazura, przewodniczącego tego organu, raczej należy się spodziewać, że opinia nie będzie pozytywna. Prezydent na podjęcie decyzji w sprawie sędziów, którzy złożyli oświadczenia, ma czas do 19 września. Do tego czasu, zdaniem sędziów SN, prezesi pozostają na swoich stanowiskach. Należy jednak zaznaczyć, że od pewnego czasu żaden z tych siedmiu sędziów nie jest wyznaczany do składów orzekających.

Korekta składu SN

Zmiany personalne w SN będą miały szerszy zakres. Dziś dobiegł końca trzymiesięczny okres, po którym, zgodnie z nową ustawą o SN, sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia, przechodzą w stan spoczynku. Obecnie w SN takich osób jest 27. Ten wynikający z prawa automatyzm zadziała jednak tylko w stosunku do 11 z nich. Pozostała szesnastka złożyła bowiem oświadczenia o woli dalszego zajmowania stanowiska. Wśród nich jest dziewięciu, którzy zrobili to w trybie ustawowym, a pozostała siódemka swoje oświadczenia oparła wprost na przepisach konstytucji. Ich los jest teraz w rękach prezydenta. Zmiany kadrowe najboleśniej dotkną izbę cywilną SN, w której po 3 lipca orzekać będzie zaledwie 20 sędziów. A to oznacza, że wakatów w tej izbie będzie aż 15. Tymczasem ruszyła już procedura, której efektem będzie obsadzenie dwóch nowo powołanych izb SN – dyscyplinarnej oraz kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych. W Monitorze Polskim ukazało się bowiem obwieszczenie prezydenta o wolnych stanowiskach sędziego w Sądzie Najwyższym. Dotyczy ono 44 wakatów. Zgodnie z nim w izbie nadzwyczajnej i spraw publicznych ma orzekać docelowo 20 sędziów, a w dyscyplinarnej – 16. Obwieszczenie dotyczy wakatów także w izbach karnej i cywilnej. Skład tej pierwszej ma być uzupełniony o jednego sędziego, natomiast drugiej – o siedmiu.

Obecnie w SN orzeka 74 sędziów. Po 3 lipca liczba ta spadnie najprawdopodobniej do 55, a może być jeszcze niższa, gdyż nie wiadomo, jaką decyzję podejmie prezydent w sprawie 16 sędziów, którzy wyrazili gotowość do pozostania na urzędzie sędziego SN.

>>> Polecamy: Polska ucieka spod luksemburskiego topora [OPINIA]